Zwrot w strategii Viktora Orbana. Tak chce bronić się przed utratą władzy

Zwrot w strategii Viktora Orbana. Tak chce bronić się przed utratą władzy

Viktor Orban
Viktor Orban Źródło: PAP / Epa/Olivier Matthys
Widmo utraty władzy sprawiło, że Viktor Orban ruszył do miejsc, które jeszcze kilka lat temu omijał szerokim łukiem. Zrezygnował również ze spotkań wyłącznie w zamkniętych halach, z ochroną i wyselekcjonowanymi gośćmi. Jak czytamy w analizie WP, w aż 28 „okręgach bitewnych” o wyniku mogą przesądzić pojedyncze głosy.

Rosną emocje przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech, w których – według wielu ostatnich sondaży – Viktor Orban może ponieść klęskę. W analizie Wirtualnej Polski czytamy, że również wewnętrzne sondaże wskazują, że lider opozycyjnej partii TISZA, Péter Magyar, ma przewagę dającą mu szansę na pokonanie Fideszu i uzyskanie większości bezwzględnej. Tak realne widmo utraty władzy sprawiło, że Orban zmienił strategię i objeżdża kraj w poszukiwaniu nowych wyborców.

„Problem polega na tym, że elektoraty zarówno TISZY, jak i Fideszu są już maksymalnie zmobilizowane przed wyborami zaplanowanymi na 12 kwietnia. Odsetek chętnych do głosowania w obu obozach przekracza 90 proc. To w praktyce oznacza, że własne rezerwy głosów są już całkowicie wyczerpane” – pisze dalej politolog Dominik Héjj na łamach WP.

Analitycy studzą entuzjazm opozycji

Choć krajowe sondaże wskazują na wyraźne zwycięstwo TISZY, to jednak inaczej sprawa wygląda na poziomie lokalnym. A to kluczowy aspekt, bo wybory na Węgrzech odbywają się w systemie mieszanym, częściowo proporcjonalnie i częściowo w okręgach jednomandatowych. Jak zauważa Héjj, badacze z 21 Research Center wyliczyli, że po przełożeniu wyników z poszczególnych okręgów na skalę całego kraju przewaga TISZY nad Fideszem maleje z 10 do 6,5 pkt. proc. Okazuje się bowiem, że opozycja nieco gorzej wypada w bezpośrednich starciach w okręgach jednomandatowych niż w skali kraju.

Czytaj też:
To może być koniec Viktora Orbana. „Wyborcy tracą mobilizację, wzbiera na sile fala zmiany”

Jak czytamy dalej, najbardziej zacięty pojedynek toczy się będzie w 28 „okręgach bitewnych”, w których o wyniku przesądzić może nawet kilkadziesiąt głosów. Wszystko wskazuje, że to właśnie tam rozstrzygnąć się może pojedynek o władzę. „Ponieważ rezerwy twardego elektoratu po obu stronach zostały już wyciśnięte do absolutnego maksimum, o przyszłości kraju przesądzą niezdecydowani oraz pragmatyzm wyborców mniejszych partii. To w ich rękach leżą dziś klucze do bezpiecznej większości w Zgromadzeniu Krajowym” – dodaje Héjj na łamach WP.

Czytaj też:
Nawrocki leci do Stanów Zjednoczonych. Znamy szczegóły wizyty
Czytaj też:
Protestów po wyborach KO było więcej. „To nikomu w partii nie służy”