"Jeśli dzisiaj jedynym tylko argumentem, żeby obchodów nie było w miejscu, które jest symboliczne, jest to, że ktoś wyjdzie na ulice i będzie się domagał swoich praw, to pokazuje butę i arogancję tego rządu i też nieumiejętność prowadzenia dialogu" - mówił Napieralski.
"Jest prosta recepta: panie premierze, wystarczy usiąść do rozmowy, prowadzić dialog, który obiecał pan w roku 2007 i nic złego się nie wydarzy" - powiedział.
Polityk Sojuszu zaznaczył, że ludzie, którzy wychodzą na ulice i protestują, są zdesperowani, bo tracą miejsca pracy. "Jeśli premier tego nie rozumie, to jest bardzo źle" - powiedział.
Z kolei posłanka SLD Joanna Senyszyn w rozmowie z dziennikarzami w Krakowie żartowała: "kiedy pan premier dowiedział się, że będę kandydować w Krakowie, z listy małopolsko-świętokrzyskiej, to w ślad za tym postanowił również przenieść obchody 4 czerwca".
W czwartek premier poinformował, że wobec zapowiedzi manifestacji związkowców z Solidarności w dniu 4 czerwca postanowił przenieść część rocznicowych obchodów do Krakowa.
ND, PAP