Nagroda za pomoc w schwytaniu złodziei napisu

Nagroda za pomoc w schwytaniu złodziei napisu

Dodano:   /  Zmieniono: 5
Wikipedia
W nocy zginęła tablica z napisem "Arbeit macht frei" z bramy muzeum Auschwitz-Birkenau. Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie ufundował 5 tys. nagrody dla osoby, która pomoże w schwytaniu sprawców.
Złodziei musiało być przynajmniej dwóch lub trzech - uważają policjanci, którzy badają sprawę kradzieży. "Wygląda na to, że sprawcy musieli mieć ze sobą drabinę, bo nie ma innej możliwości. Wspiąć się na bramę trudno, odkręcić śruby w takim mrozie też jest trudno. Musiały to być dwie, trzy osoby" - powiedział rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak. Złodzieje wynieśli napis z terenu muzeum przez wyrwę w murze byłego obozu, która była pierwotnie zabezpieczona siatką. Czekał na nich samochód.

Nowak dodał, że policjanci przesłuchują wartowników. Przeglądają także zapis z monitoringu. Nieoficjalnie wiadomo, że kamery niczego nie wychwyciły. Istniejące oświetlenie było zbyt słabe.

Rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Jarosław Mensfelt uważa, że kradzież tablicy z napisem "Arbeit macht frei" nie była przypadkowa. Sprawcy musieli być dobrze przygotowani: wiedzieć, jak wejść na teren placówki i jak zdjąć symbol - zaznacza.

"Nam się to nie mieści w głowie, by ukraść taką rzecz z takiego miejsca. To zrobił ktoś, kto wiedział, co chce zrobić. Musiał wiedzieć, jak wejść na teren muzeum, jak zdjąć napis i jak chodzą strażnicy. Tego nie zrobił ktoś, kto akurat przechodził i pomyślał: ukradnę bramę. Złodziej musiał się dobrze przygotować" - powiedział Mensfelt.

Rzecznik zaznaczył, że samo zdjęcie napisu znad bramy nie jest czynnością skomplikowaną dla kogoś, kto wie, jak to zrobić.

Instytut Jad wa-Szem oburzony kradzieżą w Auschwitz

Izraelski instytut upamiętniający ofiary Holokaustu Jad wa-Szem wyraził w piątek oburzenie z powodu kradzieży tablicy z napisem "Arbeit macht frei" z bramy nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz. Znak ten stał się symbolem mordu dokonanego na sześciu milionach Żydów w czasie Holokaustu - napisał w oświadczeniu dyrektor Jad wa-Szem, Awner Szalew. Dodał, że jest zszokowany i określił kradzież jako "atak na pamięć o holokauście".

"Akt ten stanowi rzeczywiste wypowiedzenie wojny ze strony elementów, których tożsamości nie znamy, ale podejrzewam, że chodzi tu o neonazistów kierujących się nienawiścią do obcych" - oświadczył Szalew. "Ci ludzie chcą cofnąć Europę o 70 lat, do ponurych czasów śmierci i zniszczenia" - dodał. "Jestem pewien, że polskie władze zrobią wszystko co trzeba, aby zatrzymać tych kryminalistów i ich osądzić" - powiedział dyrektor Jad wa-Szem.

Do kradzieży tablicy z bramy nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz doszło w piątek nad ranem. Rzecznik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau Jarosław Mensfelt uważa, że kradzież nie była przypadkowa. Sprawcy musieli być dobrze przygotowani: wiedzieć, jak wejść na teren placówki i jak zdjąć tablicęPAP, mm

 5

Czytaj także