Kaczyński: nie wskażę następcy

Kaczyński: nie wskażę następcy

Dodano:   /  Zmieniono: 39
fot. Wprost
Nie będę nikogo wskazywał. Nie będę nikomu mówił, kogo ma wybrać. To będzie demokratyczna decyzja - powiedział Jarosław Kaczyński, na pytanie czy wskaże następcę, który będzie po nim kierował partią. Na portalu Salon24 została opublikowana druga część wywiadu, którego kandydat PiS w wyborach prezydenckich udzielił blogerom.
Kandydat PiS Jarosław Kaczyński zapytany, czy PiS jest gotowe na to, że on - w przypadku zwycięstwa w wyborach - przestanie pełnić funkcję szefa partii, odpowiedział: "Prawo i Sprawiedliwość i tak wcześniej czy później będzie musiało wybrać kogoś po mnie. Zakładałem, że nastąpi to w 2014 roku. Ale być może dojdzie do tego wcześniej - zadecydują wyborcy" - odpowiedział.

Szef PiS pytany, czy zdecyduje się na debatę z kandydatem PO, marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim przed pierwszą turą wyborów, odpowiedział: "Niczego nie wykluczam, ale to zależy od formuły. Na pewno trzeba będzie porozmawiać o Polsce".

"Zaproponuję wyjście ze sfer niemożności"

Kaczyński odpowiadał na pytanie o swoje pierwsze decyzje po tym, gdyby został prezydentem. "Z mojej strony padnie propozycja, byśmy tę nową sytuację społeczną, która się zrodziła, wykorzystali do kompromisowego wyjścia z paru sfer niemożności. Nawet gdyby to były trudne rozmowy, mam przekonanie, że protokół zbieżności okazałby się znacznie dłuższy niż protokół rozbieżności" - powiedział.

Kaczyński mówi też o tym, że gdyby po raz pierwszy jako głowa państwa spotkał się z premierem Donaldem Tuskiem poruszyłby m.in. kwestię zadłużenia Polski.

"Sprawa zadłużenia jest bardzo ważna. Na pewno zapytałbym o to premiera. Ale nie wiem, czy teraz jest moment, by wchodzić w takie szczegóły - rysować teraz scenariusze konkretnych rozmów byłoby przesadą i mógłbym zostać posądzony o nadmierną pewność siebie" - zaznaczył.

Nowoczesne państwo naszym wspólnym celem

Kandydat PiS na prezydenta ustosunkował się też do opinii, że po katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem ma decydujący głos "potrzebny do ewentualnego pojednania Polaków". Zadający Kaczyńskiemu pytanie bloger przypomniał, że jego niektóre wypowiedzi, np. "Tam gdzie stało ZOMO", dzieliły społeczeństwo.

"To pojednanie nastąpiło po tragedii. Teraz jest kwestia tego, jak je wykorzystamy. A co do moich słów... Mówiłem już o tym na Kongresie Prawa i Sprawiedliwości w 2009 roku. Ta sprawa jest dla mnie zamknięta. Wyobrażam sobie, że teraz wspólnym celem staną się sprawy związane z budową nowoczesnego państwa. Jeśli nam się to uda, będzie to nasz olbrzymi dorobek dla przyszłych pokoleń" - powiedział Kaczyński.

PAP, im

+
 39

Czytaj także