Jarosław Kaczyński powiedział, że nie będzie brał udziału w pracach obecnej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, dlatego, że w jego opinii jest to "miejsce, gdzie się przelewa z pustego w próżne". Dodał, że Donald Tusk zasugerował mu jasno, że w sprawie pomocy powodzianom nie da się nic zrobić.
- Podczas obrad Rady Bezpieczeństwa Narodowego słyszałem, że nic w Polsce nie można zrobić. To był - można powiedzieć - ten główny przekaz, który usłyszałem od obecnego premiera - powiedział Jarosław Kaczyński i od razu wytłumaczył, o co dokładnie mu chodzi: - To jest, skoro w 1997 roku powódź była mniejsza, jeżeli chodzi o ilość metrów kubicznych wody, która się przelała przez Polskę, a zniszczenia większe, a teraz tych metrów było więcej, a zniszczenia mniejsze, to już w porządku i że tak naprawdę niczego szybko w Polsce zdziałać się nie da, bo procedury, bo to, bo tamto i - tak w domyśle - bo Polacy tacy są - mówił szef PiS.
Jak dodał, on jest Polakiem i uważa, że "Polacy tacy nie są i są w stanie robić różne rzeczy bardzo szybko, a jeżeli przeszkadzają procedury, także te z Unii Europejskiej, to trzeba umieć walczyć". - I tam postawiono także pytanie, czy te procedury jesteśmy w stanie zmienić. I wtedy premier zwrócił się do ministra spraw zagranicznych, czy jesteśmy w stanie w tej sprawie coś zrobić i znów usłyszałem odpowiedź, że nic nie możemy zrobić - powiedział Kaczyński.
pap, ps