- Chciałbym zadać publiczne pytanie: czy odbędzie się śledztwo dotyczące podejrzeń inwigilowania dziennikarzy przez Donalda Tuska i prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego w sytuacji, kiedy w 2008 roku były mi okazywane billingi dziennikarzy, do których musiałem się ustosunkowywać? - dodał europoseł PiS.
Ziobro podkreślił, że obecne zarzuty dotyczące podsłuchów dziennikarzy są "manipulacją", która ma pokazać, że "coś nadzwyczajnego" działo się za rządów PiS. - Za rządów PO, za rządów PiS, za rządów SLD, czy AWS - wszystkich, kiedy billingi były dostępnym materiałem dowodowym, zgodnie z polskim prawem, były one pozyskiwane. Polskie prawo nakazuje prokuratorowi dotarcie do wszelkich możliwych dowodów, które pomogą wyjaśnić fakt popełnienia przestępstrwa przez funkcjonariusza publicznego, który ujawnia bezprawnie informacje - zaznaczył były minister sprawiedliwości.
Zbigniew Ziobro podkreślił, że nie słyszał o podsłuchach zakładanych dziennikarzom "poza jednym przypadkiem". Dodał, że chodzi o podsłuch założony dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" Wojciechowi Czuchnowskiemu przez "służby policyjne podległe Januszowi Kaczmarkowi jako szefowi MSWiA", a nie prokuraturę, ABW czy CBA. - Żaden inny dziennikarz według mojej najlepszej wiedzy nie był podsłuchiwany - oświadczył eurodeputowany.
Były premier Jarosław Kaczyński uważa, że doniesienia "Gazety Wyborczaj" o inwigilacji dziennikarzy w latach 2005-2007 to wyraz "nienawiści pewnych środowisk, które krzyczały o nadużyciach PiS". Kaczyński podkreśla, że śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. - Tutaj nie ma nic do komentowania, śledztwo zostało umorzone, a cała reszta to jest po prostu wstyd i nienawiść pewnych środowisk, które krzyczały o nadużyciach PiS-u i dzisiaj po prostu są kompletnie skompromitowane - powiedział w piątek Kaczyński, pytany o doniesienia "GW".
Według "Gazety Wyborczej", w latach 2005-2007 służby objęły kontrolą operacyjną telefony dziesięciorga dziennikarzy różnych mediów. "GW" dotarła do materiałów ze śledztwa, które prowadziła i w maju tego roku umorzyła, nie stwierdzając przestępstwa, zielonogórska prokuratura. Według informacji gazety, służby sięgały do historii połączeń nawet sprzed dwóch lat, a jednym z celów było ujawnienie źródeł informacji dziennikarzy, krytykujących poczynania ówczesnych władz państwowych.
zew, PAP