Zupełnie inaczej wyglądały zabawy sylwestrowe organizowane przez zakłady pracy. - W stołówce pracowniczej. Na stołach ceraty, przy osobnym stoliku dyrektor i sekretarz. Tak się jakoś to toczyło przez godzinę czy dwie, a później, po toaście noworocznym wszyscy się upijali. Nie zdradzam tu chyba wielkiej tajemnicy, ale bardzo dużo się piło. Wódka była jednego rodzaju z niebieską, albo z czerwoną kartką, nienajlepsza. Papierosy wszyscy palili, bo wtedy one jeszcze nie szkodziły. Ustrój szkodził bardziej niż wódka czy papierosy, więc nikt się nie przejmował. Tak więc około pierwszej w nocy wszyscy byli uwaleni zdrowo, no i się bełkot zaczynał - opisuje Pietrzak. Satyryk przyznaje, że piło się też na sylwestrowych prywatkach, ale... - Problemem było takie dopicie poranne. Jak już człowiek miał wielki ciąg, jak się rozkręcił i chciał jeszcze poszumieć, to musiał na mety jeździć. Ale robiło się myk, myk w taksówkę i się jechało na Plac Zbawiciela. Tam takie babiny za firankami się ukrywały i u nich się kupowało litra - jeszcze z kotletem. Takich met było sporo, one normalnie funkcjonowały nawet w ciągu zwykłego tygodnia - wspomina Pietrzak.
PAP, arbSylwester w PRL-u: komunizm szkodził, wódka nie
Dodano: / Zmieniono:
Papierosy wszyscy palili, bo wtedy one jeszcze nie szkodziły. Ustrój szkodził bardziej niż wódka czy papierosy, więc nikt się nie przejmował - wspomina zabawy sylwestrowe w PRL znany kabareciarz Jan Pietrzak.
- Najlepsze były kluby studenckie. Na sylwestra przychodziłem do Hybryd w latach 60., a potem w latach 70. miałem tam swój kabaret. W naszym klubie odbywały się fantastyczne zabawy. Mieliśmy przede wszystkim wspaniałą kapelę, wybitnych jazzmanów, którzy nam grali do tańca. Wszystko w dobrym stylu. Do tego dziewczęta świetnie poubierane. Do Hybryd przychodziło wymagające towarzystwo, więc każda chciała dobrze wyglądać - wspomina Pietrzak. Pietrzak przyznaje, że miał powodzenie u kobiet. - Kiedyś ze swoją dziewczyną spędzałem sylwestra w Hybrydach. A tu na balu zjawiła się moja znajoma z Czech. Chciała mi zrobić niespodziankę i przyleciała z Pragi do Warszawy. Miałem więc na jednej zabawie dwie dziewczyny. Robiłem wszystko, by się przypadkiem nie spotkały, albo nie dowiedziały o sobie. Jedną umieściłem na parterze, a drugą na piętrze. I biegałem od jednaj do drugiej - przyznaje ze śmiechem satyryk.