Sikorski nie wie, czy polskie służby były zaangażowane w akcję zlikwidowania szefa al Kaidy. - Jeszcze nie znamy szczegółów, nic nie wiem o tym, by nasze służby w tę akcję były zaangażowane - przyznał szef MSZ. W jego ocenie praca wywiadu była rzeczą kluczową, bo najtrudniejsze było ustalenie miejsca pobytu bin Ladena, a samo przeprowadzenie operacji było już rutynowe. Minister zauważył, że bin Ladena znaleziono "dokładnie tam, gdzie od wielu lat spekulowaliśmy, że może być - na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, tam, gdzie nie działa władza centralna Pakistanu, w odizolowanym domu, gdzie bez dostępu do internetu, czy telefonu Osama bin Laden się ukrywał".
Sikorski przypomniał, że pogranicze pakistańsko-afgańskie, to jeden z najtrudniejszych terenów na świecie. - To tereny, które nigdy, nawet w czasach imperium brytyjskiego nie były zarządzane przez władze centralną. Tam po prostu prawo nie obowiązuje, jest tylko prawo plemienne, czy szariat i rząd centralny Pakistanu ma bardzo ograniczony wpływ na to, co się tam dzieje - zauważył.
Według Sikorskiego zabicie bin Ladena pomoże wygrać wojnę z al Kaidą, ale nie stanowi jeszcze o sukcesie. - O sukcesie postanowią Afgańczycy i Pakistańczycy, którzy chcą dobra swojego kraju - stwierdził. Podkreślił jednocześnie, że "terroryści w świecie muzułmańskim to mniejszość, a terroryści - mniejszość mniejszości". - Dla nich powinno to być przestrogą. Osama bin Laden, to był jeden z ostatnich przywódców al Kaidy. Większość została już wyłapana, lub zlikwidowana - zaznaczył szef polskiej dyplomacji. W ocenie Sikorskiego al Kaida, jako organizacja została zniszczona, a śmierć bin Ladena jest ostatnim aktem tej likwidacji. - Mam nadzieję, że ten sukces wpłynie na talibów i unaoczni im, że metody bin Ladena i terroryzmu w Afganistanie są nieskuteczne. Być może wpłynie to na ich przywódców, by włączyć się w proces pokojowy, konstytucyjny w Afganistanie i przyspieszy uspokojenie się sytuacji w Afganistanie - powiedział.
PAP, arb