– Sprawy Misiaka nie było! Jeśli mówimy o moralności, to spytajmy, czy moralne było postępowanie ludzi, którzy wbrew faktom i wbrew prawdzie oskarżali mnie o rzeczy, które nie miały miejsca – mówi w "Super Expressie" Tomasz Misiak.
Misiak twierdzi, że zarządzana przez niego spółka Work Service dostała zlecenie na szkolenie zwalnianych stoczniowców nie bezpośrednio, lecz za pośrednictwem Agencji Rozwoju Przemysłu oraz urzędów pracy. – Podczas prac nad tą ustawą fizycznie było niemożliwe stwierdzenie, że ARP rozpisze przetarg na firmę, która zajmie się tym pośrednictwem. Nie miałem pojęcia, że coś takiego się wydarzy – odżegnuje się od stawianych mu zarzutów.
Misiak odwołuje się również od opinii jakoby był osobą decyzyjną w firmie Work Service. – To kolejny nieprawdziwy fakt, który wielokrotnie był prezentowany. Nie byłem głównym akcjonariuszem spółki. Miałem 30 proc. akcji, byłem w radzie nadzorczej. Spółka miała zarząd, który podejmował samodzielne decyzje. Rada nadzorcza spotykała się raz na kwartał. O tym, że startujemy w przetargu, dowiedziałem się niedługo przed rozstrzygnięciem tego konkursu – dodaje.
Kontrakt, który wygrała nadzorowana przez Misiaka spółka Work Service opiewał na miliony złotych. Misiak twierdzi jednak, że w tym, że jego firma wygrała przetarg „nie ma nic dziwnego". – Work Service jest największym podmiotem tego typu w kraju. Największa firma w tej dziedzinie miała prawo wystartować w tym przetargu - podkreśla senator.
W nadchodzących wyborach nie wystartują zamieszani w afery o podobnej skali posłowie PO Drzewiecki i Chlebowski, Misiak podkreśla jednak, że nie ma powodów, dla których miałby zrezygnować z ubiegania się o mandat senatorski. – Nawet senatorowie PiS w czasie komisji regulaminowej, która miała badać sprawę, stwierdzili po trzech minutach, że nie ma się czym zajmować - wyznaje poseł. Decyzję Donalda Tuska o nieumieszczaniu go na listach wyborczych PO, określa jako „pochopną". – Wydaje mi się, że premier bazował na nieprawdziwych informacjach, które wówczas były podawane – dodaje senator. Misiak wystartuje w wyborach do senatu jako polityk niezrzeszony. - Będę głosem rozsądku, logiki i sumienia - podkreśla.
W 2008 Misiak brał udział w przygotowaniach specustawy dotyczącej sprzedaży stoczni Gdynia i Szczecin. W związku z prywatyzacją stoczni, wielu pracowników miało stracić pracę. Opiewający na 47 mln złotych kontrakt na doszkalanie i podnoszenie kwalifikacji pracowników dostał się w ręce prywatnej firmy. Trafiło na „Work Service", w którego radzie nadzorczej zasiadał m.in. Misiak (pracujący jednocześnie nad specustawą jako senator PO). Fakt ten stał się przyczyną wybuchu, jak to określili politycy PiS-u „wielkiej afery".
KC, PAP, "Super Express"
Misiak odwołuje się również od opinii jakoby był osobą decyzyjną w firmie Work Service. – To kolejny nieprawdziwy fakt, który wielokrotnie był prezentowany. Nie byłem głównym akcjonariuszem spółki. Miałem 30 proc. akcji, byłem w radzie nadzorczej. Spółka miała zarząd, który podejmował samodzielne decyzje. Rada nadzorcza spotykała się raz na kwartał. O tym, że startujemy w przetargu, dowiedziałem się niedługo przed rozstrzygnięciem tego konkursu – dodaje.
Kontrakt, który wygrała nadzorowana przez Misiaka spółka Work Service opiewał na miliony złotych. Misiak twierdzi jednak, że w tym, że jego firma wygrała przetarg „nie ma nic dziwnego". – Work Service jest największym podmiotem tego typu w kraju. Największa firma w tej dziedzinie miała prawo wystartować w tym przetargu - podkreśla senator.
W nadchodzących wyborach nie wystartują zamieszani w afery o podobnej skali posłowie PO Drzewiecki i Chlebowski, Misiak podkreśla jednak, że nie ma powodów, dla których miałby zrezygnować z ubiegania się o mandat senatorski. – Nawet senatorowie PiS w czasie komisji regulaminowej, która miała badać sprawę, stwierdzili po trzech minutach, że nie ma się czym zajmować - wyznaje poseł. Decyzję Donalda Tuska o nieumieszczaniu go na listach wyborczych PO, określa jako „pochopną". – Wydaje mi się, że premier bazował na nieprawdziwych informacjach, które wówczas były podawane – dodaje senator. Misiak wystartuje w wyborach do senatu jako polityk niezrzeszony. - Będę głosem rozsądku, logiki i sumienia - podkreśla.
W 2008 Misiak brał udział w przygotowaniach specustawy dotyczącej sprzedaży stoczni Gdynia i Szczecin. W związku z prywatyzacją stoczni, wielu pracowników miało stracić pracę. Opiewający na 47 mln złotych kontrakt na doszkalanie i podnoszenie kwalifikacji pracowników dostał się w ręce prywatnej firmy. Trafiło na „Work Service", w którego radzie nadzorczej zasiadał m.in. Misiak (pracujący jednocześnie nad specustawą jako senator PO). Fakt ten stał się przyczyną wybuchu, jak to określili politycy PiS-u „wielkiej afery".
KC, PAP, "Super Express"
