Taczka coraz bardziej popularna

Taczka coraz bardziej popularna

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kilkadziesiąt pielęgniarek ze Szpitala Chirurgicznego w Legnicy przyszły na spotkanie z nowym dyrektorem szpitala z taczką grożąc, że go na niej wywiozą.
Pielęgniarki z powodu długów placówki od trzech miesięcy nie dostają pensji.
"Złodzieje, złodzieje!" - skandowały pielęgniarki domagając się rzeczowej rozmowy z Janem Mularczykiem, który został p.o. dyrektorem w Szpitalu Chirurgicznym w Legnicy.
Na miejsce protestu przyjechała policja. Funkcjonariusze z daleka przyglądali się rozwojowi wydarzeń. Obyło się bez interwencji, bowiem w końcu zdesperowane kobiety rozpoczęły rozmowę z dyrektorem.
"Pozbawiono nas możliwości przyjmowania pacjentów, nie mamy więc szans na wypracowanie zysku i zarobienie na swoje utrzymanie" - mówił jeden z lekarzy, domagając się ze strony dyrektora deklaracji, czy szpital definitywnie przestanie pracować.
Zgodnie z uchwałą sejmiku samorządowego województwa dolnośląskiego, od 1 września ma nastąpić połączenie szpitala chirurgicznego ze znajdującym się również w krytycznej sytuacji szpitalem wojewódzkim. Obie placówki mają utworzyć jeden podmiot, który przejmie kontrakty z kasą chorych.
"Czy mamy 1 września przychodzić do pracy? Czy będziemy przyjmować pacjentów?" - pytała jedna z pielęgniarek. "Albo wóz albo przewóz. Chcemy wiedzieć, ile z nas znajdzie pracę, a jaka część załogi zostanie zwolniona" - krzyczały kobiety.
"Macie państwo przychodzić do pracy, po to tu jestem, żeby m.in. zdobyć środki na wypłatę zaległych wam wynagrodzeń" - odpowiedział im Mularczyk.
Na pytania kobiet, czy w związku z tym, że szpital w sierpniu nie pracuje i nie otrzyma środków z kasy chorych, jego pracownicy dostaną za ten czas wypłaty, nowy dyrektor odpowiedział, że "nie ma zielonego pojęcia".
"Zapewniam, że będę próbował zdobyć środki. Nie mogę powiedzieć skąd i w jaki sposób, komornicy już czekają na te informacje, żeby wszystkie wpływy zająć" - powiedział Mularczyk.
W końcu kobiety, po zapewnieniu, że dostaną wypłaty, lub ich część zdecydowały, że rozejdą się i dadzą nowemu dyrektorowi szansę na wywiązanie się z obietnic.
"Dzisiaj w nocy zlikwidowano cały blok operacyjny. Anestezjolodzy przeszli do szpitala wojewódzkiego. Poszczególne oddziały są po  cichu przenoszone" - opowiadała jedna z lekarek. Jej zdaniem, kładzie to kres świadczeniu usług medycznych w placówce i jej ostateczną likwidację.
"Ten szpital powinien istnieć. Legnica jest przedzielona rzeką. Szpital wojewódzki jest po jednej stronie miasta. W razie powodzi i braku łączności, z drugiej strony nie ma żadnej placówki, która mogłaby przyjmować pacjentów. Czy nikt o tym nie myśli?" - pytała Grażyna Tomecka-Lubińska, kierownik zespołu technicznego w  szpitalu chirurgicznym. Dodała, że z pracującego tu aparatu rentgenowskiego od stycznia 2002 r. skorzystało już 12 tys. osób. "Szpital wojewódzki nie ma szans na przejęcie takiej liczby badań" - dodała.
We wtorek pielęgniarki obroniły urządzenie przed komornikiem, który zamierzał zająć aparat na poczet wierzytelności szpitala. Personel okupuje szpital w obawie przed jego likwidacją. Portiernia budynku jest blokowana przez zmieniających się przedstawicieli załogi, których zadaniem jest nie wpuszczanie do  środka komorników i decydentów np. z urzędu marszałkowskiego -  organu założycielskiego szpitala.
nat, pap