Zamordowanych Polaków chowano w Kuropatach?

Zamordowanych Polaków chowano w Kuropatach?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Katyń (fot. Wikipedia) 
Nie ma dowodów, że w Kuropatach pod Mińskiem pogrzebano ciała ponad 3,8 tys. ofiar zbrodni katyńskiej. Jest to jednak miejsce najbardziej prawdopodobne - mówią badacze z PAN i IPN, komentując przypuszczenia białoruskiego historyka, że Polaków pochowano także w innych miejscach.

By móc ustalić miejsce szczątków ofiar zbrodni katyńskiej na  Białorusi konieczne jest odnalezienie tzw. białoruskiej listy katyńskiej i przeprowadzenie ekshumacji - podkreślają w rozmowie z PAP historycy, którzy od lat zajmują się tematyką mordu NKWD z 1940 r. na polskich obywatelach.

W ten sposób specjaliści odnieśli się do ustaleń Ihara Kuzniacou z  białoruskiego oddziału Memoriału, który pod koniec grudnia poinformował "Rzeczpospolitą", że szczątki polskich obywateli zabitych wiosną 1940 r. na sowieckiej Białorusi mogą znajdować się w co najmniej kilku miejscach. Kuzniacou wymienił m.in. miejscowości Mały Trościeniec, Łoszycę i  Głębokie. Podstawą przypuszczeń Kuzniacou jest to, że wymienione przez niego miejsca służyły sowieckim służbom w latach 30. jako cmentarzyska.

- To analiza, a nie fakty, wskazuje, że ciała ofiar zbrodni katyńskiej pogrzebano w Kuropatach. Dla NKWD w Mińsku było to główne i  najważniejsze miejsce przeprowadzania tajnych masowych pochówków ofiar stalinowskiego terroru. Więzienie w Mińsku było więzieniem zbiorczym, gdzie zbierano polskich obywateli zatrzymanych na Białorusi, no więc logika wskazuje na to, że muszą leżeć w Kuropatach, ale tylko logika, żadne fakty - powiedział historyk prof. Wojciech Materski, dyrektor Instytutu Studiów Politycznych PAN i przedstawiciel Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych.

Według niego, na podobnej zasadzie NKWD grzebało ofiary w Bykowni, które wcześniej mordowano w więzieniu w Kijowie. - I Bykownia pod Kijowem i Kuropaty pod Mińskiem były po prostu najwygodniejszym dla NKWD miejscem, by ukryć zwłoki. Po prostu tak ten system funkcjonował, że  musiał mieć łatwość szybkiego masowego chowania zwłok - tłumaczył historyk. Podkreślił jednak, że w odróżnieniu od białoruskich władz Ukraińcy pozwolili na przeprowadzenie ekshumacji w Bykowni, które jednoznacznie stwierdziły, że pogrzebano tam Polaków - ofiary zbrodni katyńskiej.

Dr Sławomir Kalbarczyk z IPN zwrócił uwagę, że w 1988 r. w Kuropatach białoruskie władze odkryły masowe groby, w których pochowano od 100 do  200 tys. ofiar stalinowskiego terroru, w tym Polaków, na co wskazują przedmioty znalezione w trzech zbiorowych mogiłach. Wśród znalezisk, pochodzących z Polski albo z Europy Zachodniej, poza medalikami Matki Boskiej Częstochowskiej, kaloszami polskich firm jak "Rygawar" i  "Gentleman", jest męski grzebień, na którym więzień wydrapał słowa: "Ciężkie chwile więźnia. Mińsk 25 IV 1940. Myśl o was doprowadza mnie do  szaleństwa. 26 IV. Rozpłakałem się – ciężki dzień". W ocenie historyka napis na grzebieniu dowodzi, że w Kuropatach spoczywają Polacy, którzy przed egzekucją przebywali w więzieniu w  Mińsku, a także, że znajdowali się tam w czasie dokonywania przez NKWD zbrodni katyńskiej. Podkreślił też, że wszystkie wydobyte w Kuropatach przedmioty powinny znaleźć się w Polsce, gdzie polscy specjaliści mogliby je dokładnie zbadać.

Historyk jednak zwraca uwagę, że nawet gdyby udało się ustalić personalia osób, do których należały odnalezione w Kuropatach przedmioty (co być może byłoby możliwe po przeprowadzeniu ekshumacji), to i tak nie można byłoby porównać ich z tzw. białoruską listą katyńską (zawierającą imiona i nazwiska ofiar), ponieważ lista ta pozostaje polskiej stronie wciąż nieznana. Poszukiwania tej listy nie dały dotąd rezultatów.

W 2002 r. IPN skierował do władz Białorusi wniosek o ustalenie, czy  białoruska prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie masowych grobów w  Kuropatach koło Mińska i o przekazanie materiałów zgromadzonych w tej sprawie. Białorusini odpowiedzieli, że w sprawie "ujawnienia pochowanych w uroczysku Kuropaty na terenie obwodu mińskiego ludzi" nie ustalono narodowości i obywatelstwa ekshumowanych szczątków kostnych; nie  przekazali także Polakom kserokopii materiałów dotyczących tej sprawy.

W drugiej połowie grudnia 2011 r. do sprawy odniósł się prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, który oświadczył, że na terytorium Białorusi radzieckie NKWD nie rozstrzelało w 1940 r. ani jednego Polaka.

Działacz Memoriału prof. Aleksiej Pamiatnych, który od lat zajmuje się wyjaśnianiem zbrodni katyńskiej, podkreślił w rozmowie z PAP, że  dyskusja o miejscu ukrycia zwłok ofiar zbrodni katyńskiej na Białorusi jest potrzebna. - Dobrze, że temat jest dyskutowany - swego czasu tak było z jeńcami Ostaszkowa, gdy jeszcze nic nie było wiadomo o Miednoje. Pojawiło się mnóstwo hipotez - nawet o zatopieniu barek z polskimi jeńcami na Morzu Białym - przypomniał. Jego zdaniem, szczątków polskich ofiar na Białorusi najlepiej szukać w pobliżu dacz należących do  funkcjonariuszy NKWD. W Katyniu i Miednoje właśnie blisko dacz NKWD byli pochowani Polacy. Badacz dodał też, że szczątków - zgodnie z sugestią Kuzniacou - należy szukać w znanych miejscach pochowku innych ofiar stalinowskich represji.

W 1940 r. na terenie Białorusi funkcjonariusze NKWD zamordowali ponad 3,8 polskich obywateli, których śmierć była wynikiem zbrodniczej decyzji Stalina i jego politbiura z 5 marca 1940 r. Na podstawie tej samej decyzji zamordowano także ponad 14 tys. polskich jeńców wojennych więzionych w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, a także ponad 3,4 tys. polskich więźniów przetrzymywanych w zachodnich obwodach Ukrainy.

eb, pap