"Postulaty są jak najbardziej słuszne, ale związkowcy powinni pozwolić dotrzeć do pracy tym, którzy jeszcze ją mają. Ja nie mam szans dotrzeć na czas do biura" - powiedziała kobieta czekająca na spóźniający się tramwaj na katowickim rondzie.
Jeden ze związkowców blokujących tory tramwajowe w Katowicach, pytany przez dziennikarzy, w jaki sposób mieszkańcy miasta reagują na protest skwitował, że niektórzy są nastawieni przychylnie, a niektórzy "są wkurzeni".
Na znaczne utrudnienia w ruchu napotkali kierowcy w Tychach z powodu blokady drogi S-1 (Katowice - Bielsko-Biała). Pokonanie tyskiego odcinka tej drogi zajmuje zazwyczaj kilkanaście minut, w piątek, z objazdami przez zatłoczone centrum miasta - ok. godziny. Zdenerwowani kierowcy stojący w korkach na S-1 zawracali, przejeżdżając przez pas zieleni.
Kierowca zatrzymanego tuż przez blokadą samochodu wiozącego robotników na budowę zrezygnowany obserwował spacerujących po przejściu dla pieszych związkowców "S" z tyskich zakładów pracy.
"Stoję już godzinę. Przekleństwa, jakie mnie dochodzą z tyłu samochodu, są nie do powtórzenia. Dla nas to dzień stracony" - mówił.
"Nic z tego nie rozumiem. Dali mi nawet ulotkę, ale nie znam polskiego. Jestem w podróży służbowej, chciałem jeszcze dziś dojechać do domu, a stoję już 1,5 godziny" - żalił się Mark Orzech z Niemiec.
"Rozumiem tych ludzi, ale wybrali złe miejsce na protest. Trzeba jechać do parlamentu, do rządu, bo nie tu są pieniądze. Ja też chciałbym zarobić, a przez ten protest nie dojadę" -mówił biznesmen jadący z Sosnowca do Czech.
les, pap