Rzeczpospolita babska

Rzeczpospolita babska

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polska to kraina szczęśliwych kobiet. Polki mają lepszą pozycję zawodową i społeczną niż kobiety w większości krajów Europy.
Pisarka Maria Rodziewiczówna zarządzała majątkiem ziemskim w Hruszowie, ratując go przed bankructwem. W 1919 r. kupiła jeszcze część majątku Olszyny. Maria Orsetti, z domu Jełowicka, sprawowała zarząd nad majątkiem w Swierżach koło Chełma. Była też jedną z założycielek Ligi Kooperatystek, zajmującej się rozwojem spółdzielczości w II Rzeczypospolitej. Maria Skłodowska-Curie, dwukrotna laureatka Nagrody Nobla, od 1914 r. kierowała paryskim Instytutem Radowym. W dwudziestoleciu międzywojennym kilka tysięcy Polek zarządzało majątkami ziemskimi, zajmowało menedżerskie stanowiska w przemyśle, kierowało szpitalami i szkołami. Obecnie kobiety stanowią u nas 30 proc. kadry menedżerskiej w dużych firmach (co jest europejskim rekordem); są też szefami co trzeciej prywatnej firmy małej i średniej wielkości.

W naszym kraju nie ma zawodowej dyskryminacji kobiet - poza małymi miejscowościami, gdzie wynika ona z wysokiego bezrobocia. 59 proc. Polek badanych przez CBOS uważa, że nie są traktowane gorzej od mężczyzn (przeciwnego zdania jest 38 proc.). Kobiety nie są w Polsce dyskryminowane, bo same sobie na to zapracowały. Feministki, które szczególnie 8 marca walczą o równe prawa, nie przyjmują do wiadomości, że te równe prawa już dawno wywalczono i są one respektowane. Kobiety są przecież prezesami największych banków - jak Maria Wiśniewska w Pekao SA. Kierują organizacjami pracodawców - jak Henryka Bochniarz, prezes Nicom Consulting i szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Są prezesami dużych firm - jak Irena Eris, prowadząca Laboratorium Kosmetycznym Dr Irena Eris, Ewa Plucińska, szefowa EVIP, czy Barbara Blida, prezes JW Construction.

Już w XIX wieku, gdy szlachta i chłopi ginęli w powstaniach, byli wywożeni na Sybir lub emigrowali za chlebem, kobiety musiały ich zastępować. Stawały się głowami rodzin, zarządcami majątków, organizatorkami polskiego szkolnictwa oraz stowarzyszeń społeczno-kulturalnych. Także w międzywojniu, kiedy część mężczyźn z klas wyższych podróżowała po Europie lub bywała w stolicy, kobiety kierowały majątkami, browarami, gorzelniami, tartakami. To one stały się bohaterkami książek Elizy Orzeszkowej, Marii Rodziewiczówny, Bolesława Prusa, Stefana Żeromskiego czy Juliusza Kadena-Bandrowskiego.

Obecnie kobiety stanowią 79 proc. zatrudnionych w oświacie, 65 proc. - w sądownictwie, 63 proc. - w administracji państwowej, 82 proc. - w służbie zdrowia. Według badań OBOP, w 72 proc. gospodarstw domowych to one kontrolują rodzinne budżety, a w 61 proc. gospodarstw decydują o ważniejszych inwestycjach. Polki dobrze sobie radzą na rynku, bo mają wiele atutów. Według GUS, studia wyższe ukończyło 11,1 proc. kobiet i 9 proc. mężczyzn, a wykształcenie średnie ma 54,8 proc. kobiet oraz 35,4 proc. mężczyzn. - Panie mają te same prawa co mężczyźni, a na dodatek cieszą się przywilejami zarezerwowanymi w Polsce wyłącznie dla nich. To dobra pozycja startowa - mówi Regina Lewkowicz, dyrektor warszawskiego Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica.

Paradoksalnie, forsowane w czasach realnego socjalizmu równouprawnienie, długo fikcyjne, po latach stało się faktem. Obrończyń praw kobiet to jednak nie przekonuje. - Dyskryminacja w Polsce istnieje. Wystarczy porównać odsetek pań na wysokich stanowiskach państwowych w naszym kraju i w państwach skandynawskich. Odsetek kobiet w rządzie i parlamencie nie odpowiada w żadnym stopniu odsetkowi kobiet z wyższym wykształceniem i wysokimi kwalifikacjami - twierdzi prof. Renata Siemieńska, kierownik katedry UNESCO Kobiety-Społeczeństwo-Rozwój na Uniwersytecie Warszawskim. Powoływanie się na niewielką liczbę pań w polityce nie jest trafnym argumentem. Aż 80 proc. kobiet pytanych przez Pracownię Badań Społecznych odpowiedziało, że nie ma ochoty walczyć o wysokie stanowiska w polityce, bo ceną za awans jest często samotność. - I to jest właśnie najlepszy dowód na dyskryminację. Mężczyzna nie musi płacić samotnością za karierę, nie musi wybierać między rodziną a pracą. Jeżeli to nie jest dyskryminacja, to co nią jest? - pyta Anna Che Czerwińska z Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych.

- Nie czuję się dyskryminowana - twierdzi tymczasem Małgorzata Ostrowska, posłanka SLD. - Wprawdzie w polityce faktycznie mogłoby być nas więcej, ale nie jest to związane z męskim szowinizmem. Kobieta może zrobić w Polsce karierę, jeśli naprawdę tego chce. To nie jest kwestia płci, lecz charakteru albo po prostu umiejętności. - Sama wywalczyłam sobie pozycję na rynku i zalecam to wszystkim kobietom. Te, które tego nie robią, mają sytuację gorszą od innych kobiet w Europie - mówi Hanna Bakuła, malarka. - Zawodowo nie jestem dyskryminowana. Wydawcy nie patrzą na płeć autora, tylko na to, czy jego książki się sprzedają - zauważa Maria Nurowska, pisarka.

W USA pod naciskiem feministek próbowano zmusić właścicieli firm do zatrudniania takiej samej liczby kobiet i mężczyzn. Okazało się, że najbardziej niezadowolone były z tego same kobiety. Twierdziły, że są wystarczająco dobrze wykształcone, żeby konkurować z mężczyznami bez uciekania się do parytetu płci. Także w Polsce żadne parytety nie są potrzebne - wystarczy wolna konkurencja. - Moje doświadczenia dowodzą, że mężczyźni szefowie chętniej współpracują z kobietami niż z innymi mężczyznami - mówi Paulina Smaszcz-Kurzajewska z Centertela. - Nie zgadzam się z feministkami, które twierdzą, że mężczyźni traktują nas protekcjonalnie lub nie doceniają naszej fachowości - dodaje Monika Dobrolubow, szefowa PR w Ford Polska.

Andrzej Kropiwnicki

Pełny tekst w najnowszym, 1058 numerze tygodnika Wprost, w sprzedaży od poniedziałku 3 marca.

 0

Czytaj także