Protasiewicz: Tamtejsze służby przywykły do tego, że są nadludźmi

Protasiewicz: Tamtejsze służby przywykły do tego, że są nadludźmi

Dodano:   /  Zmieniono: 42
Jacek Protasiewicz (fot. GRZEGORZ LYKO / Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
- Są sytuacje, gdy zwłaszcza w relacjach z Niemcami puszczają nerwy. To oni powinni być nadwrażliwi i powinni przejść prawdziwą denazyfikację również w umysłach - tak Jacek Protasiewicz, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i szef dolnośląskiego PO, komentował awanturę na niemieckim lotnisku.
Niemiecki "Bild" informuje na swojej stronie internetowej, że europoseł PO Jacek Protasiewicz wywołał skandal na lotnisku we Frankfurcie. Zdaniem gazety, Protasiewicz miał być pod wpływem alkoholu i zachowywać się agresywnie. Podobno obrzucił pracowników lotniska nazistowskimi porównaniami.

Europoseł w czwartek rano na antenie TVN 24 tłumaczył, co jego zdaniem naprawdę się wydarzyło na lotnisku. Zapewnił, że nie obawia się kompromitacji, bo cała sprawa została nagrana. - Na szczęście nagrałem tę interwencję celników, a później policjantów. Powiem jedną szokującą rzecz, jak niemiecki policjant mówił, że nie będzie mnie bił, ale bił już Łucenkę [ Jurijego Łucenkę, byłego ministra spraw wewnętrznych Ukrainy, zatrzymano w wyniku awantury na tym samym lotnisku w 2009 roku - przyp. red. ]. Ja to mam nagrane. Być może on konfabuluje, ale to pokazuje, co siedzi w głowie tych ludzi, którzy uważają, że być może przez swoją narodowość, przez to, że są Niemcami, uważają, że są lepsi. I to jest cały problem. Bo cały problem we Frankfurcie wziął się z agresywnego zachowania pyszałkowatego celnika. Zresztą mam jego zdjęcie. Czysty osiłek, krótko ostrzyżony, powiem uczciwe, nieprzyjemny typ - opowiadał w trakcie wywiadu.

Mówił, iż mimo okazania paszportu dyplomatycznego, straż celna chciała zajrzeć do jego bagażu. Protasiewicz zgodził się na to. - Powiedziałem tylko: "Nie wiem, czy wiesz, drogi panie, ale naruszasz immunitet dyplomatyczny". Oddał mi dokument wściekły i powiedział: "Raus". Zapytałem go, czy tak się zwraca uczestnik do obywatela. Znowu powiedział: "Raus". Powiedziałem, żeby się troszkę powstrzymał i odwiedził Auschwitz, bo tam słowa: "Raus" nadużywali. I od tego zaczęła się awantura - mówił.

Poseł skomentował również fakt, jakoby miał być pod wpływem alkoholu. Powiedział, że "wypił dwie małe buteleczki wina" i nie był pijany. Powtarzał, że całe zajście nagrał, mimo, iż odebrano mu telefon - miał drugi, którym nagrywał obraz i dźwięk, choć, jak przyznaje, częściowo. Mimo tego jest przekonany, że całość zarejestrowały kamery na lotnisku. - Złożę dzisiaj oświadczenie w tej sprawie, a sekretarza generalnego parlamentu poproszę o prawną informację, co mogę w tej sprawie zrobić - zapewnia.

 - To szokujące. Pół biedy Polak, dyplomata, europoseł, ale tamtejsze służby przywykły do tego, że są nadludźmi - mówi europoseł. Dodał, że jedyne, czego żałuje, to fakt, iż "puściły mu nerwy". - W tym momencie, jak mówiłem o Auschwitz. Nie dawałem się popychać. Ale nie reagowałem fizycznie na jego zachowanie. - zapewnia poseł.

Dodał, że są sytuacje, w których "puszczają nerwy"- Zwłaszcza w relacjach z Niemcami. - podkreślił. Według Protasiewicza, to "oni powinni być nadwrażliwi i powinni mieć prawdziwą denazyfikację również w umysłach".

- Pan premier wie o całej sprawie i będzie dopiero podejmował decyzje. Teraz są dwie wersje - niemieckich służb celnych i pana Protasiewicza. Trzeba wszystko sprawdzić. Pan Jacek Protasiewicz będzie musiał założyć wyjaśnienia - powiedziała TVP Info rzeczniczka rządu Małgorzata Kidawa-Błońska.

Od rana poseł był również na antenie Polsat News oraz TVP Info, a w TVN24 wystąpił dwukrotnie - najpierw telefonicznie o 6. rano, a o 9. był w studiu.

DK, Wyborcza.pl
 42

Czytaj także