Winę za niską frekwencję ponosi sposób dyskusji?

Winę za niską frekwencję ponosi sposób dyskusji?

Dodano:   /  Zmieniono: 3
(fot. sxc.hu) / Źródło: FreeImages.com
Prof. Radosław Markowski, politolog ze Szkoły wyższej Psychologii Społecznej w rozmowie z "Gazetą Wyborczą” zapowiedział, że weźmie udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego, podkreślając równocześnie, iż niska frekwencja jest winą tego, że "rozmawia się o nich tak, jakby to były wybory do parlamentu narodowego”. - Jakby partia, która uzyska najwięcej euromandatów, miała utworzyć jakiś rząd i sprawować władzę. To jest iluzja! – zaznaczył.
-W tych wyborach logika jest inna. Nie jest tak, że jak jedna partia zdobędzie 20 mandatów a druga - 19, to ta pierwsza będzie zwycięzcą! Otóż nie będzie. Paradoks polega bowiem na tym, że z ogólnoeuropejskich sondaży już wiemy, kto będzie zwycięzcą w Parlamencie Europejskim - wygrają "socjaliści" (SD) albo "ludowcy" (EPP), ale żadna z tych frakcji nie będzie w stanie utworzyć większości z innymi małymi ugrupowaniami. Konieczna będzie tzw. wielka koalicja tych dwóch ugrupowań uzupełniona pewnie "liberałami" (ALDE) – przekonywał politolog i dodał, że „zwycięzcami będą ci polscy europosłowie, którzy trafią do jednej z tych trzech frakcji”, gdyż tam będzie prawdziwa władza.

- Głos oddany na posła, który nie trafi do jednej z tych frakcji, to głos stracony z punktu widzenia polskich interesów w UE. Gdyby różnej maści eurosceptycy byli w stanie się zjednoczyć i zaproponować jakąś nową wizję UE, to nawet można by zaryzykować. Ale oni zdobędą zapewne 180--200 mandatów (na 750 wszystkich) i nie będą w stanie rządzić. Co więcej, nie wypracują wspólnego programu – podkreślił prof. Markowski.

Gazeta Wyborcza
 3

Czytaj także