"Sztab ostrzega, że brak spełnienia naszego żądania spowoduje dalszą eskalację naszych protestów, do strajku generalnego włącznie, za które całą winę ponosić będzie strona rządowa i zarząd Kompanii Węglowej SA" - napisali w przyjętym w piątek stanowisku.
Zapowiadany na poniedziałek 24-godzinny strajk ma rozpocząć się o 6 rano i objąć wszystkie kopalnie. Górnicy mają uczestniczyć w tzw. masówkach. Górnicza "S" domaga się zmiany programu restrukturyzacji górnictwa, odstąpienia od planów likwidacji czterech kopalń, utrzymania zapisów zakładowych układów zbiorowych pracy oraz utrzymania uprawnień emerytalnych. "S" planuje też na poniedziałek inne protesty, m.in. kilkutysięczną pikietę przed Śląskim Urzędem Wojewódzkim w Katowicach.
Piątkowe stanowisko sztabu, który w końcu października zdecydował o zawieszeniu protestów przeciwko likwidacji kopalń, to efekt przyjęcia w czwartek przez Sejm ustawy restrukturyzującej górnictwo.
Zakłada m.in. oddłużenie tej branży na 18 mld zł, ograniczenie wydobycia węgla i likwidację kopalń (czterech w Kompanii Węglowej i po jednej w pozostałych spółkach węglowych) oraz wprowadzenie osłon dla odchodzących z pracy górników. Do 2006 zatrudnienie w branży ma zmniejszyć się o ok. 28 tys. osób. 14 tys. z nich skorzysta z tzw. urlopów górniczych, 8,5 tys. z pakietu aktywizującego, a 7 tys. odejdzie w sposób naturalny. Posłowie odrzucili natomiast poprawki, umożliwiające łączenie i częściową likwidację kopalń zamiast likwidacji całkowitej. Od ich przyjęcia związkowcy uzależniali możliwość porozumienia z rządem w sprawie dalszej restrukturyzacji górnictwa. Jak twierdzą górnicy, przedstawiciele rządu dali im gwarancje, że poprawki te znajdą się w ustawie.
Wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce Wacław Czerkawski odrzucenie poprawek nazwał "bezmyślnością" oraz "bezprzykładną arogancją strony rządowej i parlamentarnej". Jego zdaniem, przyjęcie poprawek otwierało szansę na porozumienie związków z rządem i reformę górnictwa w warunkach spokoju społecznego.
Poprzedni protest w górnictwie miał miejsce 22 października. Zorganizowały go związki skupione w sztabie, przy poparciu "Solidarności". Był to dwugodzinny strajk ostrzegawczy, który w dużej części kopalń przybrał jedynie formę przedłużonych masówek. W części zakładów górnicy rozpoczęli zmianę o czasie, w innych zjechali na dół z opóźnieniem od kilkunastu minut do dwóch godzin.
6 grudnia ubiegłego roku w kopalniach odbyło się referendum na temat strajku generalnego w górnictwie. Poparło go 95 proc. głosujących. Ostatnie duże strajki w górnictwie, trwające ok. dwóch tygodni, miały miejsce na przełomie kwietnia i maja 1994 roku.
em, pap