Kto uwierzy KGP?

Kto uwierzy KGP?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zatrzymanie pod zarzutem wzięcia łapówki bydgoskich policjantów, prowadzących śledztwo ws. powiązań klubu Polonia z SLD-owskim magistratem i przejęcie go przez komendę wojewódzką nie miało podłoża politycznego - zapewnia po kontroli KGP.
Policjanci z biura spraw wewnętrznych KGP, zatrzymując funkcjonariuszy z  bydgoskiej komendy miejskiej za wzięcie łapówek, nie wiedzieli o prowadzonym przez nich śledztwie w sprawie klubu sportowego Polonia - twierdził w Sejmie wiceminister SWiA Tadeusz Matusiak po kontroli w Bydgoszczy, przeprowadzonej przez inspektorów Komendy Głównej Policji.

"Zespół kontrolny Komendy Głównej oceniał realizację czynności procesowych przeprowadzonych w bydgoskiej Komendzie Miejskiej Policji. Stwierdzono szereg nieprawidłowości, które potwierdziły zasadność przejęcia sprawy klubu sportowego Polonia" (przez komendę wojewódzką) - wyjaśnił wiceminister odpowiadając na pytanie posła Tomasza Markowskiego (PiS). Wśród uchybień funkcjonariuszy z komendy miejskiej, prowadzących początkowo śledztwo, Matusiak wymienił m.in. niezabezpieczenie materiałów dowodowych. Kontrola rozpoczęła się 12 stycznia br. po doniesieniach prasowych sugerujących, że funkcjonariusze z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą bydgoskiej komendy miejskiej zostali zatrzymani, gdyż dotarli do powiązań klubu sportowego Polonia Bydgoszcz ze zdominowanym przez SLD magistratem. To - według mediów - miało być przyczyną przejęcia śledztwa ws. klubu Polonia przez komendę wojewódzką.

W sprawie Polonii chodzi m.in. o przywłaszczenia pieniędzy przez kilkunastu zawodników klubu na podstawie fikcyjnych umów (180 tys. zł) i wykorzystywanie przez klub dotacji celowych z urzędu miasta - ponad 450 tys. zł. Po publikacjach w prasie prokuratura nakazała sprawdzić też m.in., czy klub sponsorował z tych pieniędzy kampanię prezydencką byłego prezydenta Bydgoszczy z SLD Romana Jasiakiewicza i czy za prawie 4 tys. zł kupiono zegarek dla premiera Leszka Millera.

Na początku stycznia br. "Gazeta Wyborcza" i "Życie Warszawy" napisały, że kiedy policjanci prowadzący śledztwo w sprawie bydgoskiego klubu sportowego, dotyczące wyłudzeń dotacji miejskich, i niegospodarności w latach 2000-2002), dostarczyli prokuraturze dowody na powiązania klubu z SLD-owskim magistratem, biuro spraw wewnętrznych KG Policji zatrzymało ich za wzięcie łapówki, a ich przełożonemu postawiono zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo natomiast przejęła komenda wojewódzka. Tę sprawę wyjaśniali w Bydgoszczy inspektorzy z  Komendy Głównej.

Wersji mediów zaprzeczają policyjne władze. "Działania policjantów z biura spraw wewnętrznych były zupełnie odrębną akcją. Zostały szczegółowo zaplanowane, poprzedzone rzetelną wiedzą operacyjną i nie były skierowane przeciwko żadnemu konkretnemu policjantowi z sekcji do walki z przestępczością gospodarczą KMP w Bydgoszczy" - powiedział rzecznik komendanta głównego policji podinsp. Dariusz Nowak. Dodał też, że zebrany w tej sprawie materiał dowodowy, a przede wszystkim jego rzetelność i wiedza operacyjna zostały wysoko ocenione przez prokuraturę i sąd.

Z końcowego raportu przygotowanego przez inspektorów KGP wynika też, że decyzja insp. Henryka Tokarskiego (obecnie zastępcy komendanta głównego policji, a wówczas szefa bydgoskiej policji) o  przeniesieniu sprawy niegospodarności w klubie sportowym z komendy miejskiej do komendy wojewódzkiej była "prawidłowa, merytorycznie zasadna i zgodna z przepisami". "Dodatkowo właśnie ta decyzja pozwoliła na usunięcie pewnych błędów procesowych popełnionych podczas prowadzenia tej sprawy przez komendę miejską" - powiedział rzecznik.

Nowak podkreślił także, że insp. Tokarski nie podjął decyzji o  przejęciu przez komendę wojewódzką postępowania ws. wyłudzeń dotacji celowych z Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy przez klub. Przejęcie nastąpiło dopiero 6 stycznia br., gdy pełnił już funkcję zastępcy komendanta głównego policji.

"W opinii zespołu kontrolnego wszystkie czynności - już po  przejęciu tych spraw przez komendę wojewódzką - prowadzone były w  sposób prawidłowy i zmierzający do całkowitego ich wyjaśnienia. Nie ma żadnych podstaw do sugerowania jakiegokolwiek, np. politycznego, tła podejmowanych decyzji" - przekonuje Nowak.

em, pap

 0

Czytaj także