On jednak temu zaprzeczył przed komisją. Przyznał, że dzień przed walnym zgromadzeniem rozmawiał z ówczesnym ministrem skarbu Wiesławem Kaczmarkiem, ale nie przekazywał mu żadnej listy kandydatów do Rady Nadzorczej koncernu naftowego. Nigdy składy personalne organów spółki PKN Orlen nie były i nie są ustalane, czy zatwierdzane, w Pałacu Prezydenckim - zapewniał. Nie istniał też zwyczaj konsultowania przez Kancelarię Prezydenta składu rad nadzorczych spółek z Janem Kulczykiem - dodał Ungier.
Przyznał, że podczas spotkania przed Radą Gabinetową - w nocy z 20 na 21 lutego 2002 r. - kilka razy kontaktował się telefonicznie z b. ministrem skarbu Wiesławem Kaczmarkiem. W tym nocnym spotkaniu w Kancelarii Premiera mieli uczestniczyć Leszek Miller i Aleksander Kwaśniewski. Po kilkudziesięciu minutach pojawił się też na nim Jan Kulczyk. Zdaniem Ungiera, w czasie spotkania prezydent i premier omawiali pewne sprawy dotyczące posiedzenia Rady Gabinetowej i sytuację na lewicy. "Była też mowa o nieuprawnionym powoływaniu się na poparcie prezydenta czy premiera. Prezydent podał jako przykład, że mówi się, iż Jan Kulczyk z poparciem premiera aspiruje do przewodniczenia Radzie Nadzorczej Orlenu. Premier wówczas oświadczył, że nic nie wie na ten temat i trzeba o to zapytać Kulczyka. Kiedy biznesmen pojawił się w gabinecie, uznał to za plotkę i stwierdził, że nie zamierza znaleźć się w Radzie Nadzorczej PKN Orlen" - relacjonował Ungier.
Według wcześniejszych zeznań Kaczmarka przed komisją śledczą, tamtej nocy trwały uzgodnienia nowego składu Rady Nadzorczej PKN Orlen.
W zapewniania byłego ministra nie wierzył Antoni Macierewicz (RKN). Dlaczego zatem zaraz po oświadczeniu, że nie chce być przewodniczącym rady nadzorczej Orlenu Jan Kulczyk nie wyszedł, co więcej odbyły się jeszcze telefoniczne konsultacje z prawnikiem Andrzejem Kratiukiem, b. ministrem skarbu Wiesławem Kaczmarkiem, a także ówczesnym prezesem PKN Zbigniewem Wróblem - pytał. "Dla podtrzymania atrakcyjności towarzyskiej" - padła odpowiedź.
Były prezydencki minister przyznał, że Jan Kulczyk bywał bardzo często w Kancelarii Prezydenta - mniej więcej raz na miesiąc, "choć może częściej, a może rzadziej". Ungier nie wyjaśnił, choć był o to pytany, dlaczego, w księdze wejść i wyjść do i z Kancelarii Prezydenta, którą udostępniono komisji,w latach 2002-2003 została odnotowana tylko jedna wizyta Jana Kulczyka. Zapewnił tylko, że tematem jego spotkań z Kulczykiem nie był skład Rady Nadzorczej PKN Orlen ani wiedeńskie (lipiec 2003 rok) spotkanie Kulczyka z Władimirem Ałganowem. Powiedział też, że nie wie, czy prezydent rozmawiał z Kulczykiem o tym spotkaniu.
Ungier zaprzeczył też pierwotnemu oświadczeniu Kaczmarka, że ostrzegał go o toczącym się w jego sprawie postępowaniu sprawdzającemu, jakie prowadziły wobec niego służby specjalne. Ungier twierdzi, że nie dysponował wiedzą o śledztwach prowadzonych w sprawie Kaczmarka przez ABW, więc nie mógł go o tym poinformować. Jak twierdzi, z tajnymi notatkami Agencji Wywiadu, dotyczącymi spotkania biznesmena Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem w Wiedniu w lipcu 2003 r. zapoznał się 5 sierpnia 2003 roku. Notatki te sporządzono po powrocie Jana Kulczyka do Polski. Podstawą jednej z nich była relacja Kulczyka, który poinformował szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego, że - według Ałganowa - Kaczmarek i Gierej przyjęli od Rosjan 5 mln dolarów łapówki za pomoc w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej.
Ungier przyznał jednak, że w sierpniu 2003 roku spytał Kaczmarka, czy zna plotkę krążącą po mieście dotyczącą przyjęcia korzyści majątkowej od Łukoila w zamian za pomoc przy prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej i powiedział, że cała sprawa wiązana jest z jego osobą. "Kaczmarek oświadczył, że zna te plotki i może je ocenić tylko jako prowokację" - mówił Ungier.
em, pap