Mieczysławowi K. zarzucono: ujawnienie tajemnicy państwowej i służbowej, korupcję oraz zmuszanie funkcjonariuszy do zaniechania czynności służbowych przy zatrzymaniu, za co grozi kara to do 12 lat pozbawienia wolności. Prokuratura odmawia podania informacji, czy podejrzany przyznał się do winy. Termin stosowania aresztu - do końca czerwca - związany jest z wyznaczonym wcześniej terminem zakończenia śledztwa. Może on jednak zostać przedłużony.
"Nie dam się zatrzymać"
Były komendant śląskiej policji został zatrzymany w czwartek późnym popołudniem w swoim domu w okolicach Częstochowy. Jak ujawnił następnego dnia szef krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej, prok. Bogusław Słupik, odbyło się to w "dramatycznych okolicznościach". Komendant oświadczył, że nie da się zatrzymać funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i wymierzył w ich kierunku pistolet Walther P99. Próbował nawet przeładować broń, ale został obezwładniony. W związku z tym, postawiono mu jeszcze jeden zarzut - zmuszania funkcjonariuszy do zaniechania czynności służbowych. Mieczysław K. w chwili zatrzymania miał 1,5 promila alkoholu we krwi.
Wtyczka mafii
Zastępca szefa Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie prok. Ryszard Tłuczkiewicz poinformował, że b. komendant ujawnił tajemnicę państwową i służbową, bowiem przekazał zorganizowanej grupie przestępczej dwa bardzo istotne dokumenty. Jeden dotyczył powołania specjalnej grupy do zwalczania przestępczości paliwowej i zawierał imiona, nazwiska, stopnie, a nawet konkretne zadania funkcjonariuszy policji (w tym CBŚ), służb skarbowych i celnych. "Ta decyzja w rękach przestępców była z całą pewnością zagrożeniem dla tych funkcjonariuszy" - ocenił prok. Tłuczkiewicz. "Doszło także do próby zwerbowania funkcjonariusza, którego imię i nazwisko przestępcy poznali dzięki temu dokumentowi" - dodał.
Drugi dokument - opracowany w śląskiej komendzie policji - opisywał mechanizmy działania grup przestępczych prowadzących obrót paliwami i zawierał nazwy i adresy firm, którymi interesują się organa ścigania. "Dla przestępców dokument ten był bezcenny. Wiemy, że dzięki tej wiedzy zmieniali miejsce prowadzenia działalności gospodarczej, unikając w ten sposób kontroli" - mówił Tłuczkiewicz. Dokumenty te odnaleziono w 2001 r. w siedzibie szczecińskiej spółki BGM.
Prokuratorzy ustalili też, że b. komendant przyjął co najmniej kilkaset tysięcy złotych łapówki. Od kogo i za co, nie podano. "Korupcja miała związek z naruszeniem przepisów prawa" - powiedział prok. Tłuczkiewicz. Wiadomo, że pieniądze były przekazywane kilka razy, a Mieczysław K. dostawał do rąk gotówkę.
Podczas przeszukania domu podejrzanego znaleziono dokumenty opatrzone klauzulą "tajne", ale czy rzeczywiście takie są - wyjaśni dochodzenie. Prok. Słupik powiedział, że natrafiono m.in. na "osobiste zapiski, które wskazywałby w sposób niepokojący na pewien styl urzędowania gen. Mieczysława K.". "Ale na ten temat więcej nie możemy dziś powiedzieć" - zaznaczył Słupik.
Szef Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie podkreślił, że zarzuty wobec Mieczysława K. mogą jeszcze ulec zmianie.
Dwa dni wcześniej przez zatrzymaniem b. komendanta prokuratura zatrzymała Artura K., "barona paliwowego" ze Śląska, oskarżonego w procesie paliwowym toczącym się przed krakowskim sadem. Postawiła mu zarzut nakłonienia funkcjonariusza publicznego do ujawnienia informacji zawierających tajemnicę służbową oraz dwa zarzuty dotyczące płatnej protekcji. Jeden z nich dotyczy podjęcie się pośrednictwa w przekazaniu ponad 2 mln zł funkcjonariuszom jednej z komend policji za usunięcie dokumentów zawierających tajemnicę służbową. Drugi - podjęcia się płatnej protekcji w sprawie niestosowania aresztu wobec innego podejrzanego w sprawie mafii paliwowej.
Czyżewski wiedział
Jak informował szef krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej Bogusław Słupik, zatrzymanie b. komendanta to efekt analizy zeznań i wyjaśnień wielu osób, m.in. Artura K. Słupik przyznał też, że nazwisko Mieczysława K. padło podczas marcowego przesłuchania za pośrednictwem internetu byłego polskiego prokuratora Andrzeja Czyżewskiego, choć prokuratura dysponuje znacznie bardziej szczegółową wiedzą niż on na temat roli Mieczysława K. w przestępczym procederze.
Mieczysław K. w październiku 2002 r. złożył rezygnację ze stanowiska śląskiego komendanta wojewódzkiego policji. Tłumaczył to względami zdrowotnymi, niedostatkiem środków na policję i naciskami ze strony polityków. Dziennikarze pytali go wówczas, czy na jego dymisji nie zaważyły nieprawidłowości przy zakupie paliwa dla śląskiego garnizonu. Mieczysława K. objęło postępowanie wyjaśniające tę sprawę. Komenda Główna Policji, która je prowadziła, nie znalazła podstaw do ukarania komendanta i postępowanie zakończyło się dla niego bez żadnych konsekwencji.
O tym, że prokuratura podejrzewa K. o sprzedaż mafii paliwowej tajnych dokumentów CBŚ pisała już we wrześniu ub.r. "Gazeta Wyborcza". Podała, że w 2001 r. w aktówce prezesa firmy BGM Petrotrade Poland Jana B. policjanci znaleźli cały pakiet tajnych dokumentów dotyczących walki z mafią paliwową. Dwa lata później śledztwo w tej sprawie jednak umorzono.
Krakowskie śledztwo dotyczy trwającego od września 1998 do marca 2002 roku procederu dostaw paliw z wyłudzeniem akcyzy przez różne spółki i prania brudnych pieniędzy. W jego toku wyodrębniono wiele różnych wątków. Mechanizm przestępstwa ujawnił prokuraturze m.in. Jan B. z BGM, który wiosną zeszłego roku opuścił areszt za poręczeniem majątkowym w wys. 2 mln zł. Na podstawie jego zeznań, PiS domagał się wyjaśnienia mechanizmów rządzących polskim rynkiem paliwowym przez sejmową komisję śledczą. Prokuratura przyznała, że w dużym stopniu zakres prowadzonego śledztwa pokrywa się z przedmiotem zainteresowania komisji śledczej ds. PKN Orlen.
em, pap
Czytaj też: Czyżewski oskarża