Maszynista ofiarą zderzenia pociągów

Maszynista ofiarą zderzenia pociągów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dwa pociągi towarowe zderzyły się w Gliwicach. Na miejscu zginął 51-letni maszynista jednego z nich, który wjechał na tor mimo sygnału "stój" na semaforze.
Maszynista drugiego składu w ciężkim stanie trafił do  szpitala.

"Wjeżdżając na tor maszynista jednego z pociągów towarowych prawdopodobnie nie zachował ostrożności i nie ustąpił pierwszeństwa pociągowi nadjeżdżającemu z przeciwnej strony, doprowadzając do czołowego zderzenia" - powiedział PAP kom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji.

Do wypadku doszło w odległości ok. 2 km od dworca kolejowego w Gliwicach, na szlaku towarowym w kierunku Zabrza. Pociąg, który wbrew sygnalizacji wjechał na tor, wiózł stalowe wlewki z Dąbrowy Górniczej do Niemiec. Z przeciwnej strony nadjeżdżał pociąg towarowy z Raciborza do Gliwic Sośnicy. Nie miał ładunku, jego skład stanowiły puste węglarki.

"W wyniku zderzenia lokomotywa pociągu wiozącego wlewki wbiła się w lokomotywę drugiego pociągu i wypchana olbrzymią siłą podniosła się do góry. Jeden wagon został kompletnie zmiażdżony, drugi wykoleił się, a na sześciu kolejnych platformach obsunął się przewożony ładunek" - powiedział PAP Jacek Karniewski z  katowickiego oddziału należącej do PKP spółki Polskie Linie Kolejowe.

Maszynista, który - jak wstępnie ustalono - spowodował wypadek, zginął na miejscu. Drugiego maszynistę - jak powiedziała Aneta Gołębiowska z zespołu prasowego śląskiej straży pożarnej -  strażacy przez ok. 1,5 godziny wydobywali z uszkodzonej lokomotywy. W ciężkim stanie trafił do gliwickiego szpitala.

Przyczyny wypadku ma wyjaśnić specjalna komisja, powołana przez dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Gliwicach. Komisja ma  m.in. dokładnie sprawdzić prawidłowość działania sygnalizacji oraz  przeanalizować taśmy szybkościomierzy, aby ustalić z jaką prędkością jechały oba pociągi.

"Na tym odcinku obowiązuje ograniczenie prędkości do 20 km na  godzinę. Przy zachowaniu takiej prędkości skutki nawet czołowego zderzenia nie powinny być tak tragiczne" - ocenił Karniewski. Dodał, że na dynamikę zderzenia niewątpliwie wpłynął fakt, że oba pociągi były w ruchu, a jeden wiózł ciężki ładunek.

Podkreślił, że maszynista, który zginął w wypadku był bardzo doświadczonym kolejarzem, z 23-letnim stażem pracy na tym stanowisku. Raczej nie powinien być zmęczony, w trasę wyruszył ok. 1,5 godziny wcześniej. Niewykluczone, że zasłabł albo doznał ataku serca. Oprócz służb kolejowych sprawę zbada też prokuratura.

Karniewski ocenił, że czwartkowy wypadek to największa od  wielu lat katastrofa kolejowa na Śląsku. W ostatnich latach miały miejsce przypadki najechania jednego pociągu na drugi, nie doszło jednak do czołowego zderzenia, tak tragicznego w skutkach jak czwartkowe.

Do wypadku doszło na torze, z którego korzystają wyłącznie pociągi towarowe. Kolejarze zapewniają, że nie ma utrudnień w  ruchu pasażerskim. Usuwanie skutków zderzenia może potrwać nawet dobę. Znacznie więcej czasu minie, zanim tor wróci do normalnej eksploatacji, ponieważ po katastrofie trzeba będzie m.in. naprawić zniszczony rozjazd i zniekształcone podtorze.

ss, pap