Po trwającym od lutego tajnym procesie sąd stwierdził w środę, że Palus podpisał zobowiązanie do współpracy z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi PRL i został tam zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie "Anna". Także biegły potwierdził, że zobowiązanie było napisane ręką Palusa. Sąd stwierdził jednak zarazem, że do "zmaterializowania współpracy nie doszło".
Sędzia Małgorzata Mojkowska ujawniła w ustnym uzasadnieniu orzeczenia, że Wojskowe Służby Informacyjne chciały, by Palus donosił na dwóch oficerów z Finlandii, gdy w latach 70. przebywał w misji wojskowej w Egipcie. W aktach przekazanych sądowi z IPN zachowała się jednak adnotacja jednego z oficerów, w której pisze on, że "jeszcze nigdy nie spotkał się z tak chamską odmową współpracy" jak ze strony Palusa.
"Ustalono, że teczka pracy Janusza Palusa, założona po zarejestrowaniu go jako tajnego współpracownika, została w późniejszym okresie zniszczona. Gdyby jednak były w niej informacje operacyjne, to powinny one się znaleźć w teczkach personalnych jego oficerów prowadzących - tam jednak takich dokumentów nie było" - podał sąd.
W środę przed wyrokiem sąd przesłuchał jeszcze jednego świadka - byłego oficera prowadzącego z WSI, który kontaktował się z Palusem. Nie przypominał on sobie, by kiedykolwiek uzyskał od Palusa jakieś informacje. Sam lustrowany podtrzymywał, że do współpracy nie doszło - nie ukrywał, że zobowiązanie podpisał, choć niewykluczone, że zrobił to będąc pod wpływem alkoholu.
Po ogłoszeniu przez sąd decyzji zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Andrzej Ryński, który wnosił przed sądem o stwierdzenie, że Palus złożył nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne, nie wykluczył w rozmowie z PAP, że złoży apelację od środowego orzeczenia - w zależności od tego, co znajdzie się w pisemnym uzasadnieniu wyroku. Według Ryńskiego bowiem, w aktach sprawy są informacje mogące świadczyć o tym, że Palus "przekazywał pewne informacje" WSI.
Palus ani jego obrońca mec. Wojciech Hermeliński nie chcieli po werdykcie sądu rozmawiać z reporterem.
W styczniu ujawniono, że 54-letni Palus jest podejrzany o zatajenie związków ze służbami specjalnymi PRL. Wniosek wobec niego skierował w końcu grudnia 2004 r. do Sądu Lustracyjnego, tuż przed końcem swej kadencji, ówczesny rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński. W styczniu, kiedy do sądu skierowano wniosek o wszczęcie procesu, Palus złożył rezygnację z funkcji naczelnego prokuratora wojskowego. Proces lustracyjny Palusa rozpoczął się 23 lutego. Miesiąc później rezygnację Palusa przyjął premier Marek Belka.
Lustrowany jeszcze zimą, po ujawnieniu informacji o procesie lustracyjnym mówił, że jego oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami specjalnymi PRL jest prawdziwe. "Żadnej informacji nigdy nie udzieliłem w sposób tajny, konfidencjonalny. To, co mnie spotkało, uważam za wielką krzywdę" - powiedział wówczas oceniając, że ta sprawa zakończyła jego wojskową karierę. Palus jest pierwszym żołnierzem zawodowym, wobec którego rzecznik interesu publicznego wysunął oskarżenie o zatajenie związków ze służbami PRL.
ss, ks, pap