W czwartek (26 marca) Marianna Schreiber wybrała się pod siedzibę KO (biura krajowego KO) w Warszawie, by – przy pomocy kajdanek – przykuć się do drzwi wejściowych.
Po co? Jak sama zdradziła na platformie X, zrobiła to, by wyrazić swój „sprzeciw wobec wyciszania przypadków pedofilii ze strony członków KO”. „Dlaczego wyroki są śmiesznie niskie i często anulowane? Dlaczego do sprawy wyspy Jeffrey'a Epsteina powołany został [analityczno-koordynacyjny, który ma za zadanie zbadać polskie wątki w całym trwającym śledztwie – przyp. red.] który nie ma z Polską nic wspólnego, a zamiatane pod dywan są sprawy pedofilii i zoofilii partii rządzącej? Kto stoi za tym układem, pozwalającym pedofilom krzywdzić dzieci i zwierzęta?” – takie pytania na swoim profilu zadała była żona posła Prawa i Sprawiedliwości.
„Nie dostałam nawet mandatu”
Schreiber siedziała przed siedzibą KO z kawałkiem kartonu, na którym czarnym flamastrem wypisano kilka haseł. „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” – a poniżej obraźliwy zwrot, który przylgnął na krótki czas do KO i został wymyślony po aferze w Kłodzku na Dolnym Śląsku – „Pedofilia Obywatelska”.
Po południu była małżonka Łukasza Schreibera (ministra-członka rady ministrów w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego) opublikowała zdjęcie, które przedstawia funkcjonariuszy policji zgromadzonych wokół niej. Parę godzin później poinformowała, że została rozkuta przez mundurowego ze Służby Ochrony Państwa. „Nie dostałam nawet mandatu” – napisała na X.
„Sprzeciwiam się tuszowaniu spraw pedofilskich, anulowaniu wyroków. (...) Pytanie, czy nasze dzieci, w Polsce, mogą czuć się bezpieczne. Zarówno one, jak i zwierzęta” – pytała retorycznie zawodniczka freak-fightów.
twitterCzytaj też:
Żona posła Schreibera miała poważny wypadek. Ujawniła powód milczeniaCzytaj też:
Korczarowski po rozstaniu ze Schreiber: „Żaden związek nie przetrwa tysięcy intryg”
