Przed HumanDoc 2015

Przed HumanDoc 2015

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Historie rodzinne”
Kadr z filmu „Historie rodzinne” / Źródło: Gutek Film
Już 20 listopada w warszawskiej Kinotece rusza 6. Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych HumanDOC. Nim udamy się na szereg premierowych seansów, pragniemy przypomnieć najciekawsze osiągnięcia kina dokumentalnego ostatnich lat.

Czy do zrobienia filmu dokumentalnego, jak żartował bohater w jednym z odcinków komediowego serialu „Community”, wystarczy wyłącznie kamera i komentarz zza kadru? Czy współczesny film dokumentalny nie ucieka od klasycznej definicji, według której jest po prostu „jedną z form ekspresji filmowej, początkowo skupioną na dokumentowaniu oraz przedstawianiu faktów, w odróżnieniu od filmów fabularnych przedstawiających fikcyjne wydarzenia”? 

Lubię filmy dokumentalne i nie sądzę, bym był osamotniony w sympatii do tego gatunku. W tym roku w polskim box office pojawiły się aż dwie produkcje dokumentalne: „Amy” oraz „Apartament”. Gatunek filmu ten sam, ale bohaterowie zupełnie odmienni. W światowym zestawieniu dochodów kino dokumentalne potrafi znacząco zaistnieć, osiągając wpływy powyżej 100 milionów dolarów. Taki wynik uzyskał między innymi „Fahrenheit 9.11”, o którym głośno było także w Polsce. Innym filmem z tak znakomitym wynikiem finansowym był „Jackass 3D”, który zaskakująco zaliczany jest do gatunku dokumentalnego. Zestawienie dwóch takich produkcji obok siebie może dziwić, ale kino dokumentalne nie ma jednej twarzy. I z tego między innymi wynika jego piękno...

Kiedy zerkam na listę obejrzanych filmów, okazuje się, że w ciągu ostatnich 5 lat widziałem 66 produkcji dokumentalnych. Z częścią z nich zapoznałem się na przeglądach HumanDoc, które tworzą jedno z najważniejszych wydarzeń związanych z filmem dokumentalnym w naszym kraju. Kilka obejrzałem w ramach innych festiwali filmowych, ale większość dopiero za pośrednictwem nośników DVD lub na Blu-Ray i to najczęściej po uprzednim sprowadzeniu ich z Wielkiej Brytanii lub Niemiec. Jeżeli więc interesujecie się kinem faktu, to warto, byście podróżowali po Polsce i brali udział w imprezach pokroju festiwalu HumanDoc, który za kilka dni zamieni stołeczną Kinotekę w świątynię kina dokumentalnego.

Dla osób, które dopiero rozpoczynają przygodę z tym gatunkiem i mają wątpliwości, czy warto oglądać filmy dokumentalne, zachętą mogą być słowa Pawła Kędzierskiego: „Film dokumentalny jest po to, aby pokazać prawdziwy świat i prawdziwych ludzi, przyjmując ich punkt widzenia i starając się ich zrozumieć”. Tych, którzy z kinem dokumentalnym już obcowali, pewnie nie trzeba namawiać na kolejne z nim spotkania. Bo jest to przygoda jedyna w swoim rodzaju. Kino dokumentalne może być bardzo zróżnicowane. Bill Nichols w książkach „Introduction to Documentary” (2001) i „Representing Reality” (1991) wskazuje na aż 6 odmian wewnątrz gatunku: kino dokumentalne poetyckie, faktograficzne, obserwacyjne, partycypacyjne, refleksyjne i performatywne. Nie zagłębiając się jednak w analizę gatunku, podzielę się opinią o 5 najlepszych filmach dokumentalnych oglądanych przeze mnie w ostatnim czasie. Mam nadzieję, że wkrótce ta lista zwiększy się za sprawą zbliżającego się festiwalu HumanDoc.

#5 „Kto cię uczył jeździć?", reż. Andrea Thiele (2012)

„Kto cię uczył jeździć?” to niemiecka produkcja z 2012 roku, która ma trzech bohaterów: Mirelę – Niemkę mieszkającą w Indiach, Jakeza – Amerykanina mieszkającego w Tokio oraz Heyn Won – Koreankę mieszkającą w Niemczech. Jak mówił Kazimierz Karabasz: „Praca dokumentalisty polega na szukaniu drobnych elementów, składających się na – mówiąc nieskromnie – prawdę o człowieku. Uważne obserwowanie i gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić”. Sztuka ta udała się twórcom tego pięknie sfotografowanego filmu o zmaganiach trójki bohaterów usiłujących zdobyć prawo jazdy. Wydawać by się mogło, że uniwersalna sprawa, jaką jest prowadzenie auta, powinna łączyć pod każdą szerokością geograficzną (z jedyną różnicą prawo- lub lewostronnego ruchu). W niemieckim filmie to zaledwie punkt wyjścia do ukazania ludzkich pragnień, tęsknot, zagubienia w obcych miejscach i trudnej sztuki adaptacji do nowych warunków. 

#4 „Historie rodzinne”, reż. Sarah Polley (2012)

Reżyserce udało uniknąć się głównego grzechu filmu dokumentalnego, czyli „gadających głów”. „Historie rodzinne”, bardzo przebiegle uzupełnione dodatkowym materiałem filmowym i różnorodną muzyką, stają się gatunkową żonglerką, w której jest miejsce zarówno dla slapstickowej komedii, jak i dla dramatu. „Dla mnie nie istnieje taki podział: po jednej stronie rzeczywistość, a po drugiej – fikcja. Jest tylko poszukiwanie prawdy, rodzaj śledztwa, tropienia kondycji ludzkiej”. Słowa Wernera Herzoga trafnie ilustrują najnowszy film utalentowanej aktorki, reżyserki, producentki i scenarzystki Sarah Polley. Jej „Historie rodzinne” to zarówno osobiste rozliczenie z rodzinną historią, jak i filmowy dyskurs o prawdzie oraz jej postrzeganiu przez pryzmat srebrnego ekranu. Ponad wszystko jest to także film o miłości. Dzięki tej produkcji w logiczną całość układają się decyzje, jakie podejmowała Sarah Polley jako twórczyni. Cytowany w filmie fragment wiersza Pabla Nerudy „Tak krótka jest miłość, a tak długie jest zapominanie” pięknie podsumowuje ten niezwykły film dokumentalny, o którym również długo nie można zapomnieć.

#3 „Ambasador”, reż. Mads Brügger (2011)

Podobno wszystko na świecie można kupić. Zrobiono już setki filmów, by tę opinię zobrazować lub z nią polemizować. Czy Mads Brügger, duński dziennikarz i dokumentalista, może powiedzieć coś nowego w temacie uczciwości i życia w XXI wieku w postkolonialnym świecie? Jak najbardziej tak, a efekt jego pracy jest przerażający. Trzy słowa: Afryka, diamenty, dyplomaci. Swoim obrazem Brügger nie tylko bezwzględnie obnaża schematy korupcji, ale mówi także o współczesnym dziennikarstwie i pracy dokumentalisty. Uwielbiam kino dokumentalne za to, że daje szansę na ciekawą dyskusję o problemach współczesnego świata. Mads wywiązuje się z tego zobowiązania znakomicie. Szkoda tylko, że dyskusja, którą może wywoływać jego film, nie wyjdzie poza ramy akademickiej dysputy – bo czy dla Afryki jest jeszcze nadzieja? Można przekonać się o tym, oglądając „Ambasadora”.

#2 „Marina Abramović: artystka obecna", reż. Matthew Akers (2012)

O Marinie Abramović miałem szczątkowe informacje, najczęściej niezbyt pochlebne. Często przedstawiana jest jako wariatka, prowokatorka, osoba chora, zdolna do publicznych samookaleczeń. Tymczasem już we wstępie filmu wyłania się obraz człowieka nieróżniącego się niczym od innych. Śmiejącego się w specyficzny, budzący radość sposób. Kobiety, której celem stało się wyrażanie siebie poprzez sztukę. Dokument o Marinie przedstawia jej drogę jako artystki. Główny wątek filmu to przygotowania do i przegląd dzieł Mariny w Museum of Modern Art (MoMA) w Nowym Jorku, którego centralnym elementem jest nowy performance zatytułowany „Artystka obecna” („The Artist is Present”). Film ten stał się unikalną szansą na dotarcie ze swoim przesłaniem do szerszego grona odbiorców. Ucieszyło mnie przenikanie się sztuk: X muzy i performance’u. „Artystka obecna” jest też ważnym głosem w dyskusji o człowieczeństwie i tworzeniu związków z innymi ludźmi; zawiera refleksję, dokąd zmierzamy jako jednostka i gatunek. Obraz zdobył nagrody publiczności na Berlinare 2012 oraz festiwalu Dwa Brzegi (w Kazimierzu i Janowcu). Okazał się fascynującą i bardzo emocjonalną podróżą. Warto się w nią udać i przekonać się, o jakie przeżycia i przemyślenia nas wzbogaci.

#1 „Lewiatan”, reż. Lucien Castaing-Taylor, Véréna Paravel (2012)

Zarzekają się, że nie są filmowcami. Twierdzą, że są antropologami w trakcie rekonwalescencji, którzy oglądają wiele filmów. Obrazy zostają w ich pamięci, ale reżyserzy nie wzorują się na nich wprost. Dosyć skromnie przyznają, że nagrywają wiele materiału, a decydujący jest montaż. Ale w ich rozumieniu składają po prostu nagrania – tak, żeby powstał jeden ruchomy obraz, a niekoniecznie film. Véréna Paravel, urodzona w 1971 roku oraz Lucien Castaing-Taylor, rocznik 1966, to albo bardzo skromni ludzie, albo niezwykle przebiegli twórcy. Z całą pewnością chcę poznać ich kolejne prace, bo stworzony przez nich w 2012 roku „Lewiatan” to jeden z najciekawszych filmów dokumentalnych ostatnich lat, ale także coś więcej niż film. Niezbyt często o produkcji można powiedzieć, że jest przeżyciem, doświadczeniem, szansą na refleksję odnośnie całości istnienia. Dzieło sygnowane przez tę dwójkę takie właśnie jest. Czy więc dokumentalny obraz nie może być też współczesnym komentarzem do ludzkich żądz i ekologicznym traktatem jednocześnie? Siła kina dokumentalnego tkwi w jego przyczynku do dyskusji. Jeżeli nie tylko w samej treści, ale również w formie film jest nowatorski, to można mówić o arcydziele. Najlepszą rekomendacją dla filmu stają się słowa jego twórców, którzy twierdzą, że „kino, jak każda sztuka, rozwija się przez odrzucenie istniejącej konwencji w celu ukazania świata na nowo”. Nie są to puste słowa. Dowodem ich prawdziwości jest „Lewiatan”.

 0

Czytaj także