Perełki belgijskiego kina

Perełki belgijskiego kina

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ardeny / D'Ardennen (2015)
Ardeny / D'Ardennen (2015) / Źródło: M2 Films
Z okazji premiery „Ardenów” Roberta Pronta, postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej kinematografii belgijskiej i wybrać z niej kilka najciekawszych reprezentantów, ukazujących, jak różnorodne jest to kino. Oto nasz subiektywny przegląd obrazów z tego kraju, swoiste: od czego zacząć, sięgając po filmy belgijskie.

„Everybody’s Famous!”, reż. Dominique Deruddere (2000)

W roku 2001 „Everybody’s Famous!” przegrało walkę o Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego z „Przyczajonym tygrysem, ukrytym smokiem” Anga Lee. Słusznie – komedia muzyczna od Dominique’a Deruddere opiera się na dwóch wyświechtanych prawdach o show-bussinesie. Po pierwsze: mass media żerują na osobistych tragediach. Po drugie: nadprogramowe kilogramy nie ułatwiają kariery. Producent muzyczny Michael Jensen wie jednak, że dwa minusy dają plus. Historia utalentowanej lecz krągłej Marvy Vereecken oraz wpatrzonego w nią ojca-desperata staje się doskonałą pożywką dla łaknącej tanich wzruszeń telewizji. By jednak show rozpoczęło się na dobre, głowa rodziny Vereeckenów zmuszona jest do licznych poświęceń, takich jak… porwanie belgijskiej gwiazdki pop. Inny reżyser z wymienionych składników sporządziłby smaczny thriller, Deruddere zaś podlewa je groteską i serwuje danie wyjątkowo lekkie – danie do szybkiego strawienia, to jest zapomnienia. / DP

„Ardeny”, reż. Robin Pront (2015)

„Ardeny” Robina Pronta potwierdzają życiową prawdę, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. Oto cztery lata po nieudanym włamaniu Kenneth wychodzi na wolność. Wraca do brata Dave’a, który w feralny dzień zdążył uciec z miejsca przestępstwa. Były więzień zamierza również odzyskać swoją eks-dziewczynę Sylvie, trzecią wspólniczkę. W przeciwieństwie do Kennetha widz wie, że nagrodą za milczenie bohatera na sali rozpraw jest zdrada – w czasie, gdy nadstawiał karku za Dave’a i Sylvie, dwójka ta rzuciła się sobie w ramiona. Jak długo kochankowie zdołają odgrywać teatrzyk i trzymać swą miłość w tajemnicy? Ile czasu minie, nim porywczy i agresywny Kenneth wybuchnie? Społeczno-obyczajowy aspekt tej historii, podkreślony w pierwszej połowie filmu, z czasem okazuje się tylko rozgrzewką przed właściwą, brutalną potyczką w Ardenach. Reżyser pokazuje, ile warte są więzy krwi, gdy w grę wchodzi namiętność. / DP

Ardeny

„Dwa Dni, Jedna Noc”, reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne (2014)

Obraz słynnego belgijskiego duetu reżyserskiego - Braci Dardenne jest zaangażowaną społecznie opowieścią, dotyczącą kobiety, która stojąc przed widmem zwolnienia z pracy, musi wziąć sprawy w swoje ręce i przekonać pozostałych pracowników firmy, aby na walnym zebraniu opowiedzieli się za jej pozostaniem w firmie. Dramat społeczny rozpisany na kilka podobnych sytuacji, w których kobieta rozmawia z kolegami, pokazuje odmienne podejście osób z różnych grup społecznych, stanowiąc nie tylko ciekawe studium przypadku, ale także interesujący przekrój empatii przedstawicieli różnych klas. / MK

„Nasze dzieci”, reż. Joachim Lafosse (2012)

„Nasze dzieci” – druzgoczący dramat z wielokrotnie nagrodzoną rolą Émilie Dequenne – strącają rodzinę ze szczytu listy najświętszych wartości w naszym kręgu cywilizacyjnym. On kocha Ją, Ona Jego, pobierają się, na świat prędko przychodzą owoce ich miłości. Jeden owoc, drugi owoc, trzeci, czwarty… Opieka nad maluchami odbija się na zdrowiu kobiety, która ugina się pod ciężarem obowiązków. Mężczyźnie jest łatwiej – jemu wolno raz na jakiś czas po prostu wyjechać, uciec od roli ojca. Matka musi trwać przy dzieciach, inaczej szybko zyskałaby miano wyrodnej. W ten oto sposób kochane szkraby stają się problemem. Nie darem, lecz balastem, którego ogarnięty depresją umysł chce się za wszelką cenę pozbyć. Joachim Lafosse odkrywa najciemniejszą stronę rodzicielstwa. Co najgorsze, historii tej nie wyssał sobie z palca; wydarzyła się naprawdę w pewnym belgijskim domu. / DP

Dwa dni, jedna noc

„Zupełnie Nowy Testament”, reż. Jaco Van Dormeal (2014)

„Zupełnie Nowy Testament”, czyli obraz wystawiony przez Belgię, jako pretendent do Oscara (ostatecznie bez nominacji) to dzieło nietypowe już ze względu na swój punkt wyjścia: „Bóg jest dupkiem, mieszkającym w Brukseli. Słaby z niego ojciec i mąż. Słyszeliście kiedyś o córce Boga? No właśnie. A to właśnie moja historia”. Mała dziewczynka, mieszkająca z ojcem i matką, z którymi nie może się porozumieć, postanawia uciec z domu, a przy tym utrzeć nosa rodzicielowi. W tym celu przy pomocy komputera, który służy Bogu do trzymania ludzi w ryzach, rozsyła całej ludzkości daty śmierci. Każdy bohater inaczej podchodzi do tematu wiedzy o dacie odejścia z tego świata, a my, z pomocą dziewczynki, oglądamy kilka odrębnych historii konkretnych ludzi. Film ma strukturę anegdotycznej opowieści, w której panuje spory chaos - poszczególne fragmenty nie wiążą się silnie ze sobą, a wyjątkowo udane gagi wiążą się tutaj z tymi, które nie potrafią oddziaływać na widza. „Zupełnie Nowy Testament” chwilami przypomina lekkość i świeżość podejścia, prezentowanego w „Amelii” Jeuneta, by w innych stać się ciężkim obuchem w głowie widza, który nie może połapać się w tym dlaczego właściwie zdecydowano się opowiedzieć tę historię. Na pewno dziełu nie można jednak odmówić niecodziennego podejścia do wyjątkowego tematu. / MK

Zupełnie Nowy Testament

„W kręgu miłości”, reż. Felix Van Groeningen (2012)

Bohaterowie filmu – muzycy Elise i Didier – partnerują sobie nie tylko w życiu prywatnym, ale i na scenie. Śpiew towarzyszy wszystkim ważnym wydarzeniom: ślubom, pogrzebom, narodzinom i pożegnaniom. W obliczu rzeczy ostatecznych słowa brzmią sztucznie; co innego dźwięki bluegrass, których naturalna prostota ujmuje szczerością i chwyta za serce. Poczciwe songi są tu antidotum na zło tego świata. Aż szkoda, że ten skromny i przejmujący wątek muzyczny kontrastuje w filmie ze zbyt ckliwą, nie pozbawioną stereotypów historią rodzinną. Dzięki „W kręgu miłości” w roku 2014 Belgowie otarli się o Oscara, który trafił ostatecznie do rąk Paolo Sorrentino, autora „Wielkiego piękna”. Trudno odmówić Akademii racji – rozpad związku i choroba dziecka przybierają u Van Groeningena bardzo pospolity, soap-operowy kształt. / DP   

„Halfweg”, reż. Geoffrey Enthoven (2014)

Humorystyczna opowieść o rozwiedzionym mężczyźnie, który kupuje sobie willę na odludziu, by tam odpocząć od ludzi i zająć się pracą. Traf jednak chce, że dom jest… nawiedzony. Przez ducha poprzedniego właściciela, który zginął w nim w nieznanych okolicznościach. Zestawienie dwóch różnych charakterów, potęgujące wzajemnymi niesnaskami, stanowi główne źródło humoru obrazu. Optymistyczna opowieść czerpie chwilami z „Opowieści Wigilijnej” Charlesa Dickensa, gdyż mężczyzna, pod wpływem upierdliwego i nękającego go ducha, będzie musiał dostrzec złe uczynki w swoim zachowaniu i postarać się je zmienić. Sprawa skomplikuje się, gdy pozna córkę nieboszczyka i postanowi wejść z nią w bliższą relację. Opowieść tryska energią i humorem, pokazując, że nawet tak oklepany temat jak Nawiedzony Dom można pokazać w odmienny, interesujący sposób. / MK

W kręgu miłości
 0

Czytaj także