Na śmierć i życie – recenzja „Już za tobą tęsknię”

Na śmierć i życie – recenzja „Już za tobą tęsknię”

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Już za tobą tęsknię” / „Miss You Already" (2015)
Kadr z filmu „Już za tobą tęsknię” / „Miss You Already" (2015) / Źródło: Hagi
Rak – cóż za fatalna diagnoza dla pacjenta, cóż za wspaniały temat dla reżysera. Wiadomość o nieuleczalnej chorobie wiąże się z ekspresowym rachunkiem sumienia i dogłębną autorefleksją. Czasami także z dobrym kinem.

Milly to typ lwicy salonowej. Energiczna i pewna siebie, osiągnęła wszystko, czego może sobie życzyć osoba dobiegająca czterdziestki. Rak piersi nie tylko rozstroił idealne dotąd życie bohaterki, ale tez boleśnie uderzył w jej czuły punkt – próżność. I choć „Już za tobą tęsknię” opowiada poniekąd o zatracaniu poczucia wartości i jego rozpaczliwym odbudowywaniu, to sedno tej historii tkwi obok. Milly nie istniałaby bowiem bez swojej przyjaciółki Jess. To właśnie ona, do tej pory pokorna i zdominowana, musi zadać sobie najważniejsze dla filmu pytania: czy rak wykryty u bliskiej osoby to powód, dla którego należy rezygnować z własnych planów i ambicji? Czy trzeba znosić wszystkie kaprysy chorego, nawet jeśli noszą one znamiona emocjonalnego terroryzmu? Catherine Hardwicke przesuwa ciężar narracji na bliskich Milly, dzięki czemu zyskuje szerszą perspektywę. 

Kadr z filmu „Już za tobą tęsknię” / „Miss You Already" (2015)

Kino nie zna bardziej filmowych tematów niż śmierć. Nic więc dziwnego, że rak to problematyka chętnie podejmowana przez reżyserów, choć niewielu z nich potrafi uniknąć banału. Sztuka ta nie udała się także w pełni Catherine Hardwicke. Milly jest osobą zamożną, stać ją zatem, by zminimalizować swoje cierpienie. Gdy traci włosy, udaje się do najlepszego perukarza w mieście, gdy trudno jej chodzić, kupuje stylową laskę, gdy czuje, że zbliża się koniec – przenosi się do luksusowego hospicjum. Pieniądze nie są w stanie jej uzdrowić, lecz zdecydowanie czynią chorobę bardziej estetyczną. „Już za tobą tęsknię” ma do raka stosunek lekki, zbyt lekki. Stara się widza wzruszyć, ale nie poruszyć; każe mu spoważnieć, lecz nie wystawia na próbę jego dobrego samopoczucia.

Od przeciętności film wyratowała jednak jego intymność. Dowcipne dialogi, swobodne w swych rolach Drew Barrymore i Toni Collette oraz rozedrgana kamera-podglądacz budują wrażenie uczestnictwa w dramacie, redukują grubość „czwartej ściany”. Aktorkom udaje się wytworzyć nić empatii, dzięki której fraza „już za tobą tęsknię” odnosić się może również do relacji widz – bohaterki. Milly i Jess dają się lubić, mimo że pierwsza bezmyślnie żeruje na naiwnym altruizmie drugiej. Nawet gdy postępują nagannie, nie można odmówić im pewnej słuszności. Rzecz normalna, gdy mamy do czynienia z wiarygodnymi, skrupulatnymi portretami psychologicznymi, nadającymi postaciom więcej niż dwa wymiary.

Komediodramatów nigdy dość. Zwłaszcza takich, które naprzemiennie budzą szczery śmiech, szczere wzruszenie. A że reakcje te są chwilowe i płytkie – cóż, rak to temat złośliwy, podstępny. Wolę pułapkę banału niż pułapkę patosu.  

Ocena: 6,5/10

 0

Czytaj także