Rob Halford jak na spowiedzi. „Wyrzuciłem to wszystko z siebie”

Rob Halford jak na spowiedzi. „Wyrzuciłem to wszystko z siebie”

Rob Halford
Rob Halford / Źródło: Newspix.pl / WENN
Rob Halford podsumował pięćdziesiąt lat obecności w branży muzycznej. Muzyk snuje narrację, kładąc akcenty na wzloty i upadki, których doświadczył na drodze artystycznej, ale także w życiu prywatnym i w tym przypadku nie jest to wyświechtany, pusty zwrot. „Cieszę się, że powspominałem o mojej niezwykłej przeszłości, że sięgnąłem w głąb często ciężkich wspomnień” – pisze muzyk, który jest twarzą Judas Priest.

Rob Halford to postać, której nie trzeba przedstawiać fanom heavy metalu. Brytyjski muzyk zdobył ogromną popularność dzięki występom w zespole Judas Priest. W książce pod wiele mówiącym tytułem „Wyznanie” postanowił opisać pięć dekad w branży muzycznej, przypominając o wzlotach i sukcesach, ale jednocześnie nie pomijając upadków i rozczarowań.

Halford prowadzi narrację w chronologiczny sposób. Opowiada o czasach, w których stawiał pierwsze kroki na scenie, przez coraz śmielsze poczynania w branży, aż do występów na wypełniających się sportowych arenach, na których wokalistę wraz z zespołem oklaskiwały tłumy wiernych fanów. Odsłania kulisy swojego artystycznego życia. Opowiada o przygodach w drodze na koncerty, zaskakujących zwrotach akcji, a także o tym, jak ważne było dla niego śledzenie najnowszych list przebojów w oczekiwaniu, że wykonywane utwory dotrą na szczyt.

„To było nasze pięć minut. Przez ostatnich pięć lat, gdy harowaliśmy, przedzierając się przez różne zakątki Stanów, udało nam się zdobyć liczną rzeszę fanów, a teraz nagle nasz numer ciągle pojawiał się w telewizji i na falach stacji radiowych w godzinach największego ruchu na drogach. Dotarliśmy na szczyt” – czytamy we fragmencie książki „Wyznanie”.

Rob Halford opowiada także o trudnych momentach, których przez kilkadziesiąt lat obecności w branży muzycznej nie uniknęło wielu. Przypomina różnego rodzaju spięcia między artystami, którzy nie zawsze mieli taką samą wizję, a także przeobrażenia i transfery w zespole, które nie zawsze były świadomie zaplanowane, a to los podjął ostateczną decyzję.

Dzieli się z czytelnikami okolicznościami trwającego lata rozstania z Judas Priest i próbą kontynuacji kariery na nowych zasadach pod szyldem swoich kolejnych projektów muzycznych: 2to, Fight czy zespołu sygnowanego własnym nazwiskiem. Okrasza tę historię emocjonalnymi przeżyciami. Mówi o rozterkach, niepogodzeniu z pewnymi rozwiązaniami, a jednocześnie goryczy rozczarowania przeplatającej się z dającymi poczucie szczęścia chwilami. Czytelnik widzi odsłaniającego swoje uczucia człowieka, a nie pewnego siebie gwiazdora, za którego głosem śpiewają inni.

Rob Halford i jego wyznanie

Ale „Wyznanie” to nie tylko, zamknięty na 400 stronach, kawał historii muzyki. To również opowieść o Halfordzie jako człowieku, który pod oparami profesjonalizmu ukrywał swoje „ja”. To opowieść o człowieku, który przez wiele lat decydował się żyć ze skrywanym wyznaniem w imię „dobra” zespołu, niejako podporządkowując siebie. To chwilami mroczna historia człowieka targanego przez nałogi i zmagającego się z myślami samobójczymi. To przestroga, że nawet, gdy wizerunkowo może się wydawać, że ktoś jest na szczycie, może w niemy sposób wołać o pomoc i znajdować się blisko dna.

„Utrzymywałem, że nigdy nie napiszę wspomnień – to zadanie wydawało mi się zbyt przytłaczające. Cieszę się jednak, że to zrobiłem. Cieszę się, że powspominałem o mojej niezwykłej przeszłości, że sięgnąłem w głąb często ciężkich wspomnień… i że wyrzuciłem to wszystko z siebie” – pisze Rob Halford.

Walka o happy end

W „Wyznaniu” pojawia się wiele wątków i nawiązań do sfery seksualnej, do których autor przywiązuje dużą uwagę i w dość szczegółowy sposób je opisuje. I tutaj niektórzy czytelnicy mogą postawić pytanie: czy to jest potrzebne? Czy historia opisana przez Halforda straciłaby na przekazie, gdyby autor ograbił ją z intymnych szczegółów, a jednocześnie poruszał ważne dla prowadzonej narracji wątki? Niezależnie, jaka jest odpowiedź, odbiorca odnosi wrażenie, że muzyk opisał historię w szczery sposób.

Styl prowadzenia narracji przez Halforda nie tworzy bariery między nim a czytelnikiem. Muzyk skraca dystans, a jego poczucie humoru może wywołać mieszane reakcje. Nie lada gratkę będą z pewnością stanowić historie o okolicznościach, w których spotkał się np. z królową Elżbietą II, czy z Lady Gagą, a także w jaki sposób jego muzyczna droga skrzyżowała się z innymi gigantami światowej muzyki.

facebook

Fani Judas Priest w nowy sposób spojrzą na pewne piosenki, ponieważ Rob Halford wyjawia w książce własną, długo skrywaną i co tu dużo mówić – zaskakującą interpretację warstwy tekstowej. Nagromadzenie tych wszystkich anegdot powoduje, że „Wyznanie” może zaskoczyć najwierniejszych fanów Halforda, którzy śledzą nawet najmniejsze kroki muzyka w branży.

„Wyznanie” to przeprawa przez pięćdziesiąt lat życia człowieka, który szukał swojej drogi i dążył do tego, aby móc bez ograniczeń i krygowania się, odsłonić prawdziwą twarz. To historia człowieka, który choć był na szczycie, nie czuł się szczęśliwy i zmagał się z demonami mieszkającymi w jego głowie. To jednocześnie opowieść o człowieku, w którego życiu muzyka gra wyjątkowo ważną rolę, a on sam walczy o happy end.

Czytaj też:
„Pomiędzy” nabiera nowego wymiaru. Garbata grusza symbolem

Źródło: WPROST.pl
+
 0

Czytaj także