Recenzja „Wprost”. Czy „Zielona granica” to film antypolski?

Recenzja „Wprost”. Czy „Zielona granica” to film antypolski?

„Zielona granica”
„Zielona granica” Źródło: Agata Kubis
„Zielona granica” na długo przed kinową premierą stała się filmem o ogromnym znaczeniu. Dzieło Agnieszki Holland wgryzło się w zbiorową świadomość Polaków, za sprawą wylewającego się na nie hejtu, w który ochoczo włączyli się najważniejsi politycy w kraju. Nie przypominam sobie filmu, który w ostatnich 30 latach uwierałby władzę do tego stopnia.

Zacznę od tego, że mamy tu do czynienia z filmem fabularnym. „Zielona granica” nie jest dokumentem, ani paradokumentem. Choć film oparty jest na faktach, to wciąż pozostaje odzwierciedleniem inwencji twórczej jego autorów, ekranową fikcją. Niby wydaje się to oczywiste, a jednak lektura internetowych komentarzy, każe wysnuć wniosek, że nie wszyscy to wiedzą.

„Zielona granica” w kinach. Przedwyborczy pożar

Naiwnością byłoby uznać, że Agnieszka Holland, kręcąc „Zieloną granicę” schowała do kieszeni swoje poglądy i niejednokrotnie podkreślaną publicznie niechęć do rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nie dziwi więc szczególnie, że najważniejsi politycy obozu rządzącego z wielką zajadłością włączyli się do internetowego chóru krytyków, którzy film nazywają haniebnym paszkwilem, mimo że przez myśl nie przeszło im nawet wybrać się do kina.

Wydawanie osądów na bazie domysłów uznać należy za niepoważne albo, stawiając sprawę jasno, za po prostu idiotyczne. Czego jednak możemy spodziewać się po politykach zaślepionych wizją nadchodzących wyborów parlamentarnych i kompletnie od nich uzależnionej maszyny państwowej telewizji?

Film, wbrew temu, czego chcieliby jego najwięksi przeciwnicy, nie opowiada o złu drzemiącym w funkcjonariuszach Straży Granicznej i żołnierzach skierowanych do ochrony granicy między Polską i Białorusią. „Zielona granica” to film o ludzkim dramacie, o cierpieniu, znieczuleniu oraz o uprzedmiotowieniu, odbierającym resztki człowieczeństwa i nadziei. To dzieło opowiadające o zinstytucjonalizowanej dehumanizacji, a głównym oskarżonym nie jest wcale polski rząd.