Woody Allen dla "Wprost": Nie czuję respektu przed żadną religią. Uważam, że wszystkie były oszukańcze i szkodliwe.
Rozmowa z WOODYM ALLENEM, amerykańskim reżyserem, aktorem i producentem
Piotr Moszyński: -Skąd się bierze pana ironiczny stosunek do religii, która przecież w życiu pana bohaterów odgrywa ogromną rolę?
Woody Allen: -Nie jestem religijny, więc nie czuję respektu przed żadną religią. Uważam, że wszystkie religie były fałszywe, oszukańcze i szkodliwe. Zarówno judaizm, jak i chrześcijaństwo. To, że jestem Żydem, ułatwia wywołanie śmiechu, gdy opowiadam niektóre żarty. Słowo "Żyd" stało się zresztą wytrychem, bo ludzie są na tym tle przewrażliwieni. Powiesz "żyd" i wszyscy wybuchają śmiechem. Powiesz "katolik" i wszyscy wybuchają śmiechem. To zupełnie jak z seksem. Uważam, że wszyscy ludzie należą do tej samej religii i wszelkie wyznania postrzegam jak kluby zrzeszające miłośników pielgrzymek, masonów itd. Nie rodzimy się judaistami, katolikami czy muzułmanami, tylko przyłączamy się do nich i dajemy im pieniądze.
- Czy robiąc film, narzuca pan sobie ograniczenia, ulega presji politycznej poprawności?
-Żaden prawdziwy artysta nie wprowadzi zmian do swojego dzieła pod wpływem zewnętrznej presji. Dzieło sztuki - wszystko jedno: film, książka czy sztuka teatralna - może opowiadać o dowolnej sprawie. Może dotyczyć Holocaustu, terroryzmu, czegokolwiek. Jeśli to jest naprawdę dzieło sztuki, poruszy ludzi. Ale jeśli patrzy się na takie miejsca jak Hollywood, gdzie obecnie nagle przerabia się wszystkie niewygodne filmy ze strachu o wpływy, to już nie ma sensu. Powiedziałbym, iż jedyną dobrą rzeczą, jaka z tego wszystkiego wynika, jest to, że nie zobaczymy wielu straszliwych horrorów klasy B.
- Czy to, co się dzieje w świecie, jest dla pana tylko materiałem na scenariusz, czy traktuje pan rzeczywistość serio?
-Dostrzegam kraje rozpaczliwie biedne, pustoszone przez AIDS. Dopóki istnieją takie miejsca, dopóty będą niepokoje, ludzie będą skłonni do terroryzmu itp. Wiele rzeczy musi się zmienić, na przykład Palestyńczycy i Izraelczycy nie mogą się wiecznie zwalczać. To bez sensu. Aby te problemy rozwiązać, nie wystarczy za każdym razem, kiedy ktoś podniesie głowę, próbować ją ściąć.
Rozmawiał: Piotr Moszyński
Pełny tekst rozmowy w najnowszym, 995 numerze "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 17 grudnia
Piotr Moszyński: -Skąd się bierze pana ironiczny stosunek do religii, która przecież w życiu pana bohaterów odgrywa ogromną rolę?
Woody Allen: -Nie jestem religijny, więc nie czuję respektu przed żadną religią. Uważam, że wszystkie religie były fałszywe, oszukańcze i szkodliwe. Zarówno judaizm, jak i chrześcijaństwo. To, że jestem Żydem, ułatwia wywołanie śmiechu, gdy opowiadam niektóre żarty. Słowo "Żyd" stało się zresztą wytrychem, bo ludzie są na tym tle przewrażliwieni. Powiesz "żyd" i wszyscy wybuchają śmiechem. Powiesz "katolik" i wszyscy wybuchają śmiechem. To zupełnie jak z seksem. Uważam, że wszyscy ludzie należą do tej samej religii i wszelkie wyznania postrzegam jak kluby zrzeszające miłośników pielgrzymek, masonów itd. Nie rodzimy się judaistami, katolikami czy muzułmanami, tylko przyłączamy się do nich i dajemy im pieniądze.
- Czy robiąc film, narzuca pan sobie ograniczenia, ulega presji politycznej poprawności?
-Żaden prawdziwy artysta nie wprowadzi zmian do swojego dzieła pod wpływem zewnętrznej presji. Dzieło sztuki - wszystko jedno: film, książka czy sztuka teatralna - może opowiadać o dowolnej sprawie. Może dotyczyć Holocaustu, terroryzmu, czegokolwiek. Jeśli to jest naprawdę dzieło sztuki, poruszy ludzi. Ale jeśli patrzy się na takie miejsca jak Hollywood, gdzie obecnie nagle przerabia się wszystkie niewygodne filmy ze strachu o wpływy, to już nie ma sensu. Powiedziałbym, iż jedyną dobrą rzeczą, jaka z tego wszystkiego wynika, jest to, że nie zobaczymy wielu straszliwych horrorów klasy B.
- Czy to, co się dzieje w świecie, jest dla pana tylko materiałem na scenariusz, czy traktuje pan rzeczywistość serio?
-Dostrzegam kraje rozpaczliwie biedne, pustoszone przez AIDS. Dopóki istnieją takie miejsca, dopóty będą niepokoje, ludzie będą skłonni do terroryzmu itp. Wiele rzeczy musi się zmienić, na przykład Palestyńczycy i Izraelczycy nie mogą się wiecznie zwalczać. To bez sensu. Aby te problemy rozwiązać, nie wystarczy za każdym razem, kiedy ktoś podniesie głowę, próbować ją ściąć.
Rozmawiał: Piotr Moszyński
Pełny tekst rozmowy w najnowszym, 995 numerze "Wprost", w sprzedaży od poniedziałku 17 grudnia
