Kalejdoskop kulturalny

Kalejdoskop kulturalny

KSIĄŻKI

Mariusz Cieślik

Śmierć i dziewczyna

Clara Sanchez to dziś autentyczna gwiazda literatury hiszpańskiej, a „Widok z nieba” to jej największy sukces. Powieść nagrodzono najważniejszym wyróżnieniem w dziedzinie literatury iberyjskiej Premio Planeta. Zasłużenie. Jest to ten typ fabuły i narracji, który czytelnikowi przynosi przyjemność z lektury i zaskakujące zwroty akcji. Bohaterką książki jest modelka Patricia, która mimo młodego wieku odniosła wielki sukces zawodowy i finansowy. Czuje się szczęśliwa, bo otaczają ją kochający ludzie. Aż pewnego dnia słyszy od spotkanej w samolocie kobiety, że ktoś pragnie jej śmierci. Szybko zaczyna w to wierzyć, bo spotykają ją coraz to nowe nieszczęśliwe przypadki. Zawala rolę w filmie przez swoją niezręczność i ląduje w szpitalu; zatrzymuje się bez powodu na wybiegu, przez co pokaz kończy się klęską; niemal wpada pod samochód. Dziwnych zdarzeń przybywa, a jednocześnie trudno dociec, kto może za tym stać. Bo nikt konkretny nie przyłożył do tego ręki, zresztą nie sposób sobie tego w ogóle wyobrazić, bo każdy z wypadków miał miejsce gdzie indziej i wydarzył się w otoczeniu innych ludzi. A jednak Patricia zaczyna podejrzewać wszystkich wokół, włącznie ze swoimi najbliższymi. W takim postępowaniu utwierdza ją owa tajemnicza nieznajoma, która powiedziała jej o czyhającym niebezpieczeństwie, a później stała się jej powierniczką. A ponieważ coraz uważniej przygląda się temu, co się dzieje, na jaw wychodzą fakty, o których nie wiedziała albo wolała ich nie dostrzegać. I tak idealne życie bohaterki legło w gruzach. Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że jej wielkie szczęście to tylko pozór. To jednak stwarza jej szansę, by spojrzeć prawdzie w oczy i zacząć od nowa. Literatura hiszpańska przeżywa dziś swoje dobre dni właśnie za sprawą powieści takich jak „Widok z nieba” Clary Sanchez, które podbijają kolejne kraje. W tym Polskę.

CLARA SANCHEZ, „WIDOK Z NIEBA”, ZNAK

1. „Pogromca lwów”

Camilla Läckberg

CZARNA OWCA

2. „Zniszcz ten dziennik. Wszędzie”

Keri Smith

K.E. LIBER

3. „Kuba”

Jakub Błaszczykowski, Małgorzata Domagalik

BUCHMANN

4. „Znalezione nie kradzione”

Stephen King

PRÓSZYŃSKI I S-KA

5. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”

Wojciech Sumliński

WOJCIECH SUMLIŃSKI REPORTER

6. „Złe psy. W imię zasad”

Patryk Vega

OTWARTE

7. „Życie na pełnej petardzie”

Ks. Jan Kaczkowski,

PIOTR ŻYŁKA

WAM

8. „Zniszcz ten dziennik”

Keri Smith

K.E. LIBER

9. „Masa o porachunkach polskiej mafii”

Artur Górski

PRÓSZYŃSKI MEDIA

10. „Odnaleziony”

Harlan Coben

ALBATROS

DANE POCHODZĄ Z SALONÓW SIECI EMPIK

Tajemniczy idol

BOGUSŁAW LINDA TO NIE TYLKO WYBITNY AKTOR, ale też człowiek pełen charyzmy i dość tajemniczy. I to mimo że przez lata był idolem dzięki rolom w filmach twórców kina moralnego niepokoju, a później w „polskim kinie amerykańskim”, głównie „Psach”. Ponieważ rozmowę prowadzi Magda Umer, osoba o niezwykłym słuchu do języka i muzyki, do tego przyjaciółka bohatera, czyta się to świetnie. Linda mówi ciekawie, choć raczej niekontrowersyjnie. Wyjaśnia wreszcie, dlaczego nie zagrał w obrzydliwym „Pokłosiu” Pasikowskiego, i jest to tłumaczenie, które wystawia mu jak najlepsze świadectwo.

„ZŁY CHŁOPIEC”, BOGUSŁAW LINDA W ROZMOWIE Z MAGDĄ UMER, PASCAL

Archeologia pamięci

ZA NAJWIĘKSZYCH MELANCHOLIKÓW W EUROPIE UCHODZĄ PORTUGALCZYCY ze swoim saudade i muzyką fado, ale lektura „Dziennika zdrady” Emiliosa Solomou dowodzi, że na wyspach greckich jest podobnie. I na Cyprze, bo autor jest cypryjskim Grekiem. Akcja powieści rozgrywa się na Cykladach, gdzie przybywa archeolog prof. Dukarelis. Dwie dekady wcześniej, podczas wykopalisk nawiązał tu romans ze studentką i dokonał niezwykłego znaleziska. A to zmieniło jego życie. Książka Solomou to swoista archeologia pamięci bohatera, który wspomina, by przezwyciężyć przeszłość i pójść dalej. I w jakimś sensie to mu się nawet udaje.

„DZIENNIK ZDRADY”, EMILIOS SOLOMOU, KSIĄŻKOWE KLIMATY

MUZYKA

Piotr Metz

Muzyczny performance

NAJDZIWNIEJSZE WYDAWNICTWO ROKU

1. „Vanillahajs”

Tede&Sir Mich

WIELKIE JOŁ/JAWI

2. „Fifty Shades of Grey”

Muzyka filmowa

UNIVERSAL

3. „Love in Portofino”

Andrea Bocelli

UNIVERSAL

4. „2015”

Miuosh, Jimek, NOSPR

MY MUSIC/FANDANGO RECORDS

5. „How Big How Blue How Beautiful”

Florence and the Machine

UNIVERSAL

6. „Atramentowa”

Stanisława Celińska

POLSKIE RADIO

7. „Atom”

NATIONAL, A LOT OF SORROW, SONIC

8. „Królowie życia”

Gang Albanii

STEP RECORDS / CD-CONTACT

9. „Akustycznie”

Lady Pank

SONY

10. „Oddycham”

Bednarek

LOU&ROCKED BOYS/ROCKERS PUBLISHING

Tabb and Sound’n’Grace

Najdziwniejsze muzyczne wydawnictwo roku. Kosztujący fortunę zestaw sześciu płyt długogrających wytłoczonych na przezroczystym winylu. I teraz najlepsze: to ponad 100 wykonań TEGO SAMEGO utworu, co zajmuje łącznie około sześciu godzin. Warto spojrzeć na ten performance z muzycznego punktu widzenia. „Sorrow” pochodzi ze świetnej płyty „High Violet”. To przykład piosenek „mruczanych” w najniższych rejestrach przez Matta Berningera, wokalistę zespołu. Kolejne wykonania są z sobą połączone w jeden strumień muzyki. Pokonanie bariery znużenia słuchacza łatwe nie jest, ale pozwala na odebranie całości jako połączenia orientalnej mantry, klasyki minimalizmu spod znaku Reicha i DJ-skich loopów. Odważny eksperyment, ale efekt wciągający.

Weteran w formie

PO KILKUNASTOLETNIEJ PRZERWIE MUZYCZNY WETERAN WRÓCIŁ DO KORZENI. Pokazał dobre rzemiosło: nowe piosenki, grę na gitarze i głos, który przetrwał szaleństwa właściciela, konsumującego kiedyś, jak głosi legenda, więcej używek niż Iggy Pop. Taylor nawiązuje do początków. W tekstach nie ucieka jednak od współczesności. I brzmi naprawdę nieźle.

JAMES TAYLOR, BEFORE THIS WORLD, CONCORD

Disco wraca do korzeni

NIE SĄ PIERWSI, bo już parę zespołów nagrało płyty inspirowane początkami muzyki disco, z jej funkowo- -soulowym klimatem. Z klasą łączą brzmienia Motown z lat 70. z hip- -hopem i aranżami jak u Barry’ego White’a. Wszystko z lekkością, poczuciem humoru i masą pomysłów. Muzyka użytkowa, co w tym wypadku jest komplementem.

HOT CHIP, WHY MAKE SENSE, NO PAPER RECORDS

FILMY

Krzysztof Kwiatkowski

DRWINA Z WŁADZY, PIENIĘDZY I SIEBIE

Amerykańskie taśmy prawdy

Amerykanie dawno stracili wiarę w swoją telewizję. Upolitycznione i powierzchowne programy publicystyczne częściej stają się materiałem do audycji satyrycznych, niż przestrzenią dyskusji. A do przyjrzenia się państwu i społeczeństwu nakłaniają dzisiaj autorzy pełnometrażowych dokumentów. Michael Moore z jego sloganowymi, ale brawurowymi atakami na administrację Busha czy teksańską mentalność. Mistrz Errol Morris, który kwestionuje moralność amerykańskiej armii i systemu sprawiedliwości. Klasyk Frederick Wiseman proponujący wiwisekcje publicznych instytucji. Wreszcie Charles Ferguson w niedawnym, oscarowym „Inside Job” – wnikliwej analizie kryzysu i portrecie finansistów. W ten nurt wpisują się „Yes Meni idą na rewolucję”. To opowieść o aktywistach, którzy wdzierają się na konferencje ekologiczne w przebraniach polityków albo podszywają się pod reprezentantów koncernów paliwowych, by zwrócić uwagę na problemy współczesności. Nie tylko te związane z globalnym ociepleniem. Podkreślają też nierówności w ogólnoświatowym podziale dóbr, zadają pytania o odpowiedzialność biznesu i bogatych państw wobec krajów ubogich. Wskazują miejsca, gdzie nie są przestrzegane prawa człowieka. Wszystkie te problemy reżyserka Laura Nix razem z Yes Menami pokazuje przekonująco i bez pustych haseł. Ale w jej filmie można znaleźć coś jeszcze: historię przyjaźni, z jej wzlotami i upadkami. Opowieść o losach dwóch facetów, ich próbach znalezienia w życiu satysfakcji i sposobu na bycie uczciwym wobec samego siebie. A do tego jest tu poczucie humoru: drwina z wszelkiej władzy i świata pieniędzy, ale i z siebie. Odważne żarty, na które może sobie pozwolić – jak sam się określa jeden z bohaterów – „Żyd, gej i syn imigrantów z prowincjonalnej Arizony”.

„YES MENI IDĄ NA REWOLUCJĘ”, REŻ. LAURA NIX I YES MENI, AGAINST GRAVITY

1. „Jurassic World”

Reż. Colin Trevorrow

UIP

2. „Naznaczony: rozdział 3”

Reż. Leigh Whannell

UIP

3. „W głowie się nie mieści”

Reż. Pete Docter

DISNEY

4. „Agentka”

Reż. Paul Feig

IMPERIAL-CINEPIX

5. „Dziewczyna warta grzechu”

Reż. Peter Bogdanovich

MONOLITH

6. „San Andreas”

Reż. Brad Peyton

WARNER

7. „Kraina jutra”

Reż. Brad Bird

DISNEY

8. „Mad Max: Na drodze gniewu”

Reż. George Miller

WARNER

9. „Rechotek”

Reż. Chuck Powers

MONOLITH

10. „Ekipa”

Reż. Doug Ellin

WARNER

DANE WEDŁUG STATYSTYK MULTIKINA DOTYCZĄ OKRESU 19-21.06.2015

Szukając siebie

FRANÇOIS OZON ŚWIETNIE OPO- WIADA O INNOŚCI. O odkrywaniu własnego nieprzystosowania, leczeniu się z poczucia winy, walce o prawo do odczuwania świata w odmienny sposób niż otoczenie. O seksualności i trudnych związkach. Tym razem jednak mu nie wyszło. „Nowa dziewczyna” to historia kobiety, która po śmierci przyjaciółki zbliża się do jej męża, odkrywającego swoje problemy z tożsamością płciową. Jednak konwencja tego filmu jest trudna do zniesienia, przypomina soap operę, gatunek, z którego chyba tylko Pedro Almodóvar umie uczynić sztukę. Ozon, niestety, niebezpiecznie zbliża się do parodii.

„NOWA DZIEWCZYNA”, REŻ. FRANÇOIS OZON, KINO ŚWIAT

Centrum sterowania

PODOBNO KINO TO EMOCJE. Amerykańskie studio Pixar potraktowało to zdanie dosłownie. „W głowie się nie mieści” to opowieść o wchodzeniu w świadome życie jedenastolatki, remanent jej wspomnień, kontaktów z bliskimi. Ale głównymi bohaterami jest tu pięć podstawowych emocji, które ze specjalnego centrum dowodzenia w głowie dziewczyny sterują jej zachowaniem. Pixar znów to zrobił. Osiągnął wyżyny gatunku, który dawno wymknął się z szuflady kina dziecięcego. Zaproponował świetną, pełną humoru, ale i wzruszeń animację.

„W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI”, REŻ. PETE DOCTER, DISNEY

AUTO

Mariusz Staniszewski

Jazda bez żartów

Nie ma dobrego czasu na remonty dróg. Pewnie właśnie dlatego drogowcy rozkopują drogi latem. Pal sześć, że w Warszawie, ale dlaczego też na przykład w Gdańsku? Człowiek, który nie spędził kilku lat swojego życia w administracji, pewnie nigdy tego nie zrozumie. Kierowcy jednak są niezłomni i zawsze wynajdują drogi zapasowe: po błocie, po szutrze, po betonowych płytach, które zostawili kiedyś budowlańcy, czy wreszcie po polnych drogach – byle tylko nie stać w korku. W takich sytuacjach przewagę mają oczywiście ci w SUV-ach, którzy nie boją się, że grzmotną miską olejową o wystający kamień, zagrzebią się w kałuży, która ma ambicję zostania stawem, czy zawisną na koleinach pamiętających pewnie jeszcze załogę Rudego.

Są jednak ludzie, którzy SUV-ów nie lubią. Właściwie można by im się dziwić, ale oni mają do dyspozycji podniesione kombi o wzmocnionym podwoziu, czyli coś pomiędzy. Takie auta mają wielką zaletę: nie trzeba za bardzo zwalniać na zakrętach, co jest zawsze uciążliwe przy jeździe samochodami nieco wyższymi. Gdy jeszcze mają hydrauliczne zawieszenie, to szczęście jest pełne: większy prześwit w terenie, mniejszy na trasie, jeszcze mniejszy, gdy włącza się tryb sportowy. Tak jest właśnie w przypadku Audi A6 Allroad.

Na wstępie powiedzmy sobie jedno: to nie jest auto dla przeciętnego Polaka. Ani dla przeciętnego Niemca, Szweda czy Francuza. A6 Allroad 3.0 TDI w wersji podstawowej kosztuje ponad 300 tys. zł, wersja testowa – ze skórzanymi, elektrycznie regulowanymi fotelami, wszystkimi możliwymi systemami bezpieczeństwa, automatyczną skrzynią biegów tiptronic, kamerami widzącymi otoczenie w 360 stopniach, 20-calowymi felgami z lekkich stopów, asystentem jazdy nocnej itp. – kosztuje ponad 475 tys. zł. Jeśli jednak kiedyś znajdziecie się na liście 100 najbogatszych albo nawet w poczekalni do tego klubu, to będziecie się mogli zastanowić, czy wejść do salonu po taki właśnie model. Cóż, na szutrowej drodze ta A6 czuje się świetnie, nie czuć nierówności, a dzięki napędowi na wszystkie koła kierowca ani na chwilę nie traci kontroli nad pojazdem. Nawet jeśli trochę za mocno przyciśnie pedał gazu. Jeśli lubicie jazdę poza asfaltową siecią dróg, to z pewnością poczujecie dużo przyjemności. Ale poziom endorfin podniesie się wam także na autostradzie. Trudno się zresztą dziwić, gdy pod maską czai się 320 koni. Dzięki nim setkę osiąga się w 5,5 sekundy. Miło i wgniata w sportowy fotel.

Grzegorz Sadowski

KNOW-HOW

Nie taki budżetowy

ynek tabletów jest już nasycony, sprzedaż tych urządzeń zaczęła spadać. Producenci więc walczą, by go ożywić albo poszerzyć. Samsung, który bardzo mocno ten spadek odczuł, wypuścił na rynek nowy tablet budżetowy, czyli Galaxy Tab A. Ma on czterordzeniowy procesor Snapdragon 410, system Android w wersji 5.0.2 z nakładką TouchWiz 4.0 i w wersji z LTE kosztuje 1349 zł. Czy to dużo? Mankamentem urządzenia jest słaby ekran o rozdzielczości 1024x768 i tylko 132 piksele na cal. W porównaniu z AMOLED-owymi ekranami urządzeń z wyższej półki widać zdecydowaną różnicę. Ale za to mamy naprawdę dobrą baterię i dobre do czytania proporcje 4:3. Można się jeszcze przyczepić do plastikowej obudowy. Zaletami jest to, co jest w środku. Samsung sporo daje w gratisie. W tym przypadku magazyny: „Chip”, „Elle”, „Focus”, „Glamour” czy „National Geographic”, jak również programy Kindle for Samsung (każdego miesiąca kolejna książka za darmo) czy trzymiesięczna subskrypcja Legimi. Jest też prawdziwa gratka, jak choćby półroczna prenumerata „The Economist”, osiem tygodni „New York Times’a”, półroczna subskrypcja Pocket Premium i LastPass czy dostęp do takich aplikacji jak Blinkist, Shazam bez reklam, Parallels Access czy pakietu Hancom Office. Plus kilka gier dla dzieci i tryb Multi Window. Sam „The Economist” na pół roku to oszczędność 350 zł. I na tym właśnie polega urok, jakim próbuje przyciągnąć nas Samsung. To obietnica kupienia urządzenia za rozsądne pieniądze, ale takiego, którym możemy się od razu pobawić.

Nagroda za baterie

KTO JEST NAJBARDZIEJ INNOWACYJNY?

MIT po raz kolejny przedstawiło ranking najbardziej pomysłowych firm świata. I dominują tu korporacje z kilku zaledwie sektorów światowej gospodarki: nowoczesnych technologii, internetu, biotechnologii, energetyki oraz transportu. Na pierwszym miejscu tegorocznej listy 50 najbardziej innowacyjnych firm znalazła się Tesla Motors, która awansowała z drugiego miejsca zajętego w ub.r. Firma zwyciężyła za projekt budowy fabryki produkującej nowe, innowacyjne ogniwa elektryczne. Mocno awansowała chińska firma Xiaomi, która z 30. pozycji zajmowanej w ub.r. teraz wskoczyła na drugą.

Lewitujący Lexus

DESK OROLKA OD LEXUSA? I to jaka. Japoński producent luksusowych aut pokusił się o stworzenie deskorolki pokazanej w filmie „Powrót do przyszłości 2”, czyli lewitującej nad ziemią. Lexus pokazał krótki filmik z nową deskrolką. Inżynierowie firmy twierdzą, że nie wymaga ona specjalnej nawierzchni i wykorzystano w niej chłodzone ciekłym azotem superprzewodniki oraz magnesy stałe, które pozwalają jej lewitować.

APLIKACJE

PHOTOSHOP MIX

Fajna aplikacja do obróbki zdjęć. Zawiera tylko jedną funkcję, czyli nakładanie na siebie waszych ulubionych zdjęć. Fajna zabawa.

MOLESKINE TIMEPAGE

Każdy wie, że Moleskine robi stylowe kalendarze. Teraz możemy je mieć w smartfonie. Jest on minimalistyczny i funkcjonalny.

Okładka tygodnika WPROST: 27/2015
Więcej możesz przeczytać w 27/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Agnieszka   IP
    Tylko ze zapomina Pan dodac, ze powiesc ta spotkala sie z bardzo zimnym przyjeciem ze strony czytelników i szybko zniknela z pólek ksiegarni. A dzis nikt nie chce jej nawet wspominac. To bardzo slaba powiesc, jedna z najgorszych, jakie kiedykolwiek mialam okazje przeczytac.