Reformacja małżeńska

Reformacja małżeńska

Wbrew temu, co głosili jego przeciwnicy, Marcin Luter nie był apostołem rozwiązłości. To reformacja stworzyła nowoczesną instytucję małżeństwa.

W Wielkanoc Roku Pańskiego 1523 handlarz rybami Leonard Koeppe przywiózł do Wittenbergi niezwykły ładunek. W cuchnących beczkach zamiast śledzi ukrywało się 12 zakonnic zbiegłych z klasztoru Sankt Marienthal. Ucieczkę zorganizowała Katarzyna von Bora, którą rodzina oddała do klasztoru, gdy miała pięć lat. Zafascynowana reformatorskimi pomysłami zakonników z Wittenbergi zaczęła korespondować z jednym z nich, prosząc go o pomoc w ucieczce. Zbiegłymi zakonnicami zaopiekował się profesor teologii wittenberskiego uniwersytetu, który od kilku lat był sprawcą wielkiego fermentu w Kościele katolickim. Były augustiański eremita nazywał się Marcin Luter i to właśnie on wysłał do Sankt Marienthal dostawcę śledzi.


Katarzyna von Bora zamieszkała w domu przyjaciela Lutra, słynnego malarza Lucasa Cranacha Starszego. Jej koleżanki rozlokowano w innych wittenberskich domach, próbując nakłonić ich najbliższych, by przyjęli je z powrotem. Nie było to proste z tych samych powodów, dla których dziewczęta trafiły do zakonu: rodziny albo nie widziały szans na korzystny ożenek, albo nie miały pieniędzy na posag. Dwa lata trwała więc prowadzona przez Lutra operacja wyszukiwania „dziewicom westfalskim” mężów lub miejsc, gdzie mogłyby zamieszkać. W 1525 r. jedyną z byłych zakonnic, która nie miała jeszcze domu, była Katarzyna. Odrzuciła przynajmniej dwóch kandydatów, a w końcu oświadczyła, że zgodzi się wyjść za mąż jedynie za Pana Doktora, jak z szacunkiem nazywała Lutra.

CIAŁO SIĘ TEGO DOMAGA

13 czerwca 1525 r. 41-letni Luter poślubił młodszą o 15 lat wybrankę. Jednym ze świadków był Cranach, a drugim przyjaciel lidera reformacji Justus Jonas. Ten miał być także, zgodnie z ówczesnym obyczajem, świadkiem nocy poślubnej młodej pary. Po latach wspominał, że płakał w czasie tego aktu i bynajmniej nie były to łzy szczęścia. Ożenek Lutra był szokiem dla współczesnych.

Zgodnie z prawem i obyczajem państwo młodzi, jako zakonnicy, byli rodzeństwem nie tylko w duchowym, ale też świeckim rozumieniu. Ich związek, poza złamaniem ślubów czystości, uznano za kazirodztwo, a jego owocem mogły być tylko zdeformowane monstra. Kto wie, może nawet Antychryst zwiastujący rychły koniec świata... Była to woda na młyn kościelnej propagandy, która ekskomunikowanego zakonnika heretyka opisywała jako owoc związku służki z samym diabłem. W czasach wojen religijnych wrogowie reformacji przedstawiali parę na rycinach jako dwie świnie prowadzące stado trzody chlewnej szturmującej kościoły. Przeciwnicy Lutra uzyskali koronny argument, że sprzeciw wobec celibatu i nawoływanie do opróżnienia klasztorów w imię chrześcijańskiej wolności były jedynie przykrywką dla chuci.

Tę opinię podzielał najwyraźniej także zazdrosny o tytuł pierwszego reformatora Kościoła Erazm z Rotterdamu. Rozpuszczał mianowicie plotki, że w chwili ślubu Katarzyna była w zaawansowanej ciąży. Luter poróżnił się także z Filipem Melanchtonem, jednym z czołowych ideologów reformacji. Ten z kolei uważał, że małżeństwo odciąga uwagę ideologa reformacji od spraw naprawdę ważnych, a jako dowód przedstawiał jego wycofanie się z prób mediacji w wojnie chłopskiej, której wybuch zainspirowały zmiany w Kościele. W efekcie miejsce negocjatorów zajęły wojska książąt Rzeszy, które wycięły w pień 150 tys. buntowników. Spór z Melanchtonem o ożenek był tak zaciekły, że Luter nawet nie zaprosił przyjaciela na ślub. Sam Melanchton od pięciu lat też był żonaty. Podobnie zresztą jak Jan Bugenhagen – pastor, który udzielił ślubu Lutrowi, a także przywódca szwajcarskich protestantów. Tak naprawdę zakonnik z Wittenbergi był ostatnim z liderów reformacji, który porzucił celibat i długo się wahał z podjęciem tej decyzji. Obłożony ekskomuniką papieską heretyk nie przewidywał bowiem długiego i szczęśliwego życia. Zachęcał za to innych, pisząc do jednego z przyjaciół: „Przestań o tym myśleć, tylko to zrób. Twoje ciało się tego domaga i twój Bóg wzywa cię, żebyś to zrobił”.

MAŁŻEŃSTWO SILNE ROZWODEM

Już w noc poślubną Marcin Luter zabrał się za wcielanie w życie doktryny teologicznej, w której seksualne obowiązki odgrywały kluczową rolę. Opierając się na Biblii, uważał, że mężczyzna i kobieta zostali stworzeni do małżeństwa. Nie była to dla niego fanaberia rodzaju ludzkiego błądzącego po wypędzeniu z raju, tylko integralna część bożego planu. Naturalną konsekwencję tego trybu myślenia stanowiło podważenie celibatu jako niezbędnego warunku pozostawania w stanie duchownym. Luter rzucił wyzwanie tradycji i praktyce prawnej. W przypadku zakonników tradycja sięgała początku chrześcijańskiego monastycyzmu, czyli III w. naszej ery. W przypadku reszty duchownych chodziło o praktykę prawną, która w X w. usankcjonowała zwyczaje obowiązujące w wielu parafiach, przynajmniej od upadku Rzymu.

W czasach Lutra Kościół miał z celibatem podobny problem jak obecnie. W popularnej literaturze, sztukach i piosenkach tamtej epoki przewija się mnóstwo postaci księży żyjących z gosposiami. Nie było to bezpodstawne. Kościół ustanowił w owym czasie nawet kary dla księży żyjących z konkubinami i mających dzieci. Luter był przekonany, że Kościół ignoruje moralne konsekwencje tego rozpasania właśnie z powodu pieniędzy.

Wbrew temu, co głosili jego przeciwnicy, Luter nie był apostołem rozwiązłości. Luteranie uznali małżeństwo za centralną instytucję społeczną, obarczając jednocześnie Kościół katolicki winą za kryzys tego sakramentu. W tamtych czasach, wbrew utartemu dziś mniemaniu, instytucja małżeństwa była bardzo słaba. Do zawarcia ślubu nie trzeba było świadków, zgody rodziców ani nawet aprobaty księdza. Każdy 14-letni chłopak i 12-letnia dziewczyna mogli zostać małżonkami, i to w sekrecie. Kościół, zamiast rozwiązać problem, wprowadził cennik za unieważnianie tajemnych zaślubin i dyspensę od zakazu małżeństw między krewnymi, które były kolejną plagą społeczną wymuszoną strachem przed utratą rodzinnego kapitału.

Tak naprawdę to właśnie Luter zreformował instytucję małżeństwa, doprowadzając je do obecnej formy. Z sakramentu gwarantującego łaskę bożą stało się ono u luteranów instytucją świecką. Zaczęło podlegać świeckim sądom, obowiązkiem stało się publiczne og łaszanie i rejestrowanie związków, tak by były prawnie wiążące. W ciągu następnego stulecia zmiany te wprowadzono w całej Europie, także w regionach katolickich, gdzie ugruntował się zwyczaj udzielania ślubu przez księży w obecności świadków. Te zmiany utorowały drogę rozwodom. Luter dopuszczał je z trzech powodów ściśle związanych z prokreacyjnym, a nie sakramentalnym postrzeganiem związku kobiety i mężczyzny – były to impotencja, zdrada lub odmowa odbywania stosunków seksualnych. W praktyce zdarzało się to bardzo rzadko.

GWIAZDA PORANNA WITTENBERGI

Lutrowie wyprawili wesele w odebranym augustiańskim zakonnikom domu na terenie uniwersytetu w Wittenberdze, który sprzyjający reformacji elektor saski przekazał im w prezencie ślubnym. Był to symboliczny gest przypieczętowujący ostateczne zerwanie ze stanem duchownym. Luter sam był augustianinem. Jak twierdził, wstąpił do znanego z surowej reguły zakonu, by wypełnić przysięgęzłożoną Bogu po tym, gdy padł rażony piorunem. Wtedy jeszcze wspólnoty protestanckie nie miały w zwyczaju utrzymywania pastorów i ich rodzin. Najważniejsza była akceptacja związku duchownego z kobietą. Zwłaszcza jeśli, jak w przypadku Katarzyny, odeszła z zakonu. Takie osoby potępiano lub wręcz traktowano jak ladacznice.

Protestancka tradycja przedstawiała dom Lutrów jako modelowy przykład wzorowego chrześcijańskiego stadła. Ojciec utrzymywał rodzinę ze swojej pracy intelektualnej, żona zajmowała się domem, a dzieci były perfekcyjnie wychowane. Rzeczywistość jak zwykle odbiegała od tej legendy. Znany z polemicznego temperamentu Luter z biegiem lat zaczął schodzić na intelektualne manowce, pogrążając się w doktrynerstwie, które tak tępił u katolików. Ciężar utrzymywania domu spoczywał na barkach Katarzyny, która prowadziła sporych rozmiarów przedsiębiorstwo rolne. Składało się ono z gruntów uprawnych, stada krów i browaru. Prowadziła także szpital oraz stolarnię. Dodajmy, że w tzw. międzyczasie urodziła i wychowała siedmioro dzieci. Katarzyna harowała jak wół, wstając zgodnie z wyniesionym z klasztoru obyczajem o 4 rano, a wdzięczny mąż nazywał ją „gwiazdą poranną Wittenbergi”.

Wbrew obawom reformatorowi nie spadł włos z głowy, mimo że już w 1521 r. sejm Rzeszy w Wormacji ogłosił go heretykiem. Zresztą wcześniej papież ekskomunikował go specjalną bullą, którą Luter spalił publicznie w Wittenberdze. Pan Doktor zmarł po długim i szczęśliwym życiu w 1546 r. Jak to zwykle bywa u ludzi pochłoniętych wielkimi ideami, nie zapewnił godziwego bytu rodzinie. Wdowa, pozbawiona uniwersyteckiej pensji męża, musiała sprzedać dom. Resztę jej majątku strawiły wojny religijne. Podobnie jak mąż mogła jednak liczyć na wsparcie elektora saskiego, dopóki zaraza nie wypędziła jej z miasta. Zmarła w Torgau, w wieku 53 lat, od ran odniesionych w wypadku powozu. Mimo że męska linia rodu wygasła w 1759 r., powaga, z jaką Marcin Luter traktował obowiązki małżeńskie, opłaciła się. Do dziś żyje prawie 3 tys. jego potomków korzystających z dobrodziejstw reformy instytucji małżeństwa przeprowadzonej prawie pół tysiąca lat temu. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 1/2016
Więcej możesz przeczytać w 1/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0