Surrealistyczna wizyta w Mieście Gwiazd

Surrealistyczna wizyta w Mieście Gwiazd

Dodano:   /  Zmieniono: 
Hollywood (fot. epicdash.com)
Zanim 22 lutego w Dolby Theatre odbyła się Gala Oscarowa, a „Ida” Pawła Pawlikowskiego przeszła do historii polskiej i światowej kinematografii, zdobywając statuetkę dla Najlepszego Filmu Nieanglojęzycznego, a ja byłem na miejscu, by uczestniczyć w tej wiekopomnej chwili, odbyłem niezwykle długą podróż do Los Angeles, po której, bez żadnej przerwy, udałem się na spacer po Hollywood Boulevard. Oto jakie ta okolica zrobiła na mnie pierwsze wrażenie.
Po 15 godzinnym locie i prawie trzygodzinnej podróży z lotniska, w trakcie której trochę żałowałem, że zapomniałem ściągnąć sobie "Party in the USA" Miley Cyrus, z jej tematycznym tekstem: "I hop on the plane on the LAX", które stanowiłoby miłą odskocznię od wpatrywania się w korki na autostradzie, wreszcie dotarłem do hotelu.

Tam wziąłem szybki prysznic i wyruszyłem na miasto. Była 18.00, a o 19.30 miałem zaplanowany pierwszy punkt mojego pobytu - spotkanie z twórcami filmów animowanych nominowanych do Najlepszej Animacji.

Jako, że mój hotel znajdował się stosunkowo niedaleko serca Hollywood, czyli Kodak (teraz Dolby) Theatre, postanowiłem szybkim spacerkiem przejść się po Hollywood Boulevard.

Cóż to było za przeżycie!

Lekcja nr. 1: Nie wychodź na miasto po 24-godzinnej podróży (podliczając każdy jej etap - od wyjścia z domu do dotarcia do hotelu), by na piechotę przejść się po okolicy Hollywood. Jedynie się zniesmaczysz.

Mikstura zmęczenia, ekscytacji bycia na miejscu oraz nerwów przed nadchodzącymi wydarzeniami sprawi, że Twoje zmysły będą wyjątkowo wyczulone na wszelkie bodźce. Co zaś sprawi, że cały blichtr, jakim otaczałeś to miasto w wyobrażeniach, całkowicie straci na znaczeniu, w zestawieniu z brutalną rzeczywistością.

Upadną wizje blichtru, ekskluzywności oraz otoczki high-class tego miejsca. Ulica Hollywood Boylevard dążąca do Dolby Theatre to bowiem, w największym skrócie, brud, smród i ubóstwo.  Bezdomni śpiący na ulicach. Pijani przechodnie, wrzeszczący na innych jak wariaci. A inni, już spokojniejszym głosem zaczepiają Cię, pytając czy może chcesz od nich kupić jointa. Wszechobecny zapach marihuany oraz potu unoszący się w powietrzu. A wszystko to otoczone przybrudzonymi i wyludnionymi sklepami, które przypominają zapomniane przez świat lombardy, których właściciele dawno nie widzieli prysznica oraz salonami tatuażu, których brudne okna i przybrudzone kontuary, nie napawają optymizmem, jeśli chodzi o sterylność procedur, które wykonywane są na miejscu. Mieszanka wybuchowa, jeśli chodzi o upadek wizji pięknego, zielonego Hollywood.

Lekcja nr. 2: Nie wychodź na miasto po 24-godzinnej podróży w eleganckich butach, bo tylko nabawisz się odcisków i bólu stóp.

Lekcja nr. 3: Nie Ty pierwszy przeżyłeś ten szok kulturowy. Rozmawiając z kierowcami samochodów, należących do sieci Uber (niezwykle popularnej sieci samochodów na zamówienie, które od kilku miesięcy zrewolucjonizowały sposób transportu w wielkich metropoliach jak Los Angeles), dowiesz się, że większość osób, wyobrażając sobie Hollywood, w umyśle przywołuje raczej wizje zielonego, otoczonego pięknymi domami Beverly Hills, niż prawdziwego Hollywood, z długim Hollywood Boulevard na czele. Kiedy Ci trafią na skrzyżowanie Hollywood i Vine, znajdujące się kilka przecznic od Dolby Theatre też będą głośno zadawać sobie pytanie: To naprawdę już jest Hollywood?

Lekcja nr. 4: Znak Hollywood na wzgórzu nie jest podświetlony w nocy, jakby wszystkie filmy i seriale, które kiedykolwiek oglądałeś, chciały abyś wierzył. Spoglądając w nocy na wzgórze, ujrzysz jedynie… ciemność.

Lekcja nr. 5: Baw się znakomicie, mimo wszelkich przeciwności losu. Dotarłeś na miejsce!

Lekcja nr. 6: Z końcem wyjazdu tak mocno przyzwyczaj się do takiego wyglądu miasta, że nie zauważaj już żadnego z wyżej wymienionych mankamentów, traktując je jako swoisty folklor tego miejsca.

Cokolwiek by mówić, w trakcie trwania wyjazdu byłem: "I'm So West Coast" – cytując fragment piosenki "The Neighbourhood", która stanowiła jeden z hymnów mojego wyjazdu.

Czytaj także

Czytaj także