Daria Orlicz to pani pseudonim literacki. Skąd pomysł na pseudonim?
Lubię pseudonimy. To dla mnie zawsze wyzwanie, a przy okazji zabawa, wymyślanie nowego imienia i nazwiska. Poza tym chciałam w pewien sposób odgrodzić moją dotychczasową twórczość od tego, co zamierzam pisać jako Daria Orlicz. Chcę, żeby to nowe nazwisko kojarzyło się czytelnikom z mocną literaturą kryminalną, a nie z powieściami obyczajowymi, które dotychczas tworzyłam pod moim prawdziwym nazwiskiem - Katarzyna Misiołek.
Nakładem Wydawnictwa HarperCollins Polska ukazały się już dwa tomy z serii „Stracone dusze” – tom I „Diabelski młyn” (wrzesień 2018) oraz tom II „Martwe dusze” (listopad 2018). Czy może nam pani przybliżyć tę serię?
Seria „Stracone dusze” to planowany przeze mnie cykl kryminałów, których akcja rozgrywa się w niewielkim i całkowicie fikcyjnym nadmorskim miasteczku. Dotychczas ukazały się dwa pierwsze tomy, niebawem na rynku pojawią się „Drapieżcy” – tom trzeci. Fabuła tych powieści dotyczy brutalnych zbrodni, obnaża ich mechanizmy i pokazuje psychikę zarówno sprawców, jak i ofiar. W pierwszej części („Diabelski młyn”) opowiadam przeplatające się z sobą historie o handlu ludźmi, pedofilii, prostytucji, morderstwach i gwałtach, jednak staram się również wzbogacić te wstrząsające i ponure historie o szeroko rozbudowane tło obyczajowe – czytelnicy tom po tomie, będą mogli poznawać moich bohaterów – policjantów, ich rodziny i pozostałych mieszkańców miasteczka. Jako czytelniczka bardzo lubię kryminały z obyczajowymi wątkami i sama postanowiłam takie właśnie pisać.
„Martwe dusze” to kryminał rozgrywający się w sennym nadmorskim miasteczku, w którym po sezonie niewiele się dzieje aż do dnia, kiedy zostaje zamordowana miejscowa pielęgniarka…
Można powiedzieć, że senna, posezonowa atmosfera jest jedynie tłem do wprowadzenia akcji. Później sporo zaczyna się dziać – „Martwe dusze” to powieść, w której rozdział po rozdziale odkrywam przed czytelnikami kolejne skrywane przez mieszkańców miasteczka sekrety. Jak w klasycznym kryminale każdy coś ukrywa, nawet ci, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali… Lubię skandynawskie powieści kryminalne i starałam się stworzyć w moich książkach podobny, mroczny i ponury klimat. Czy mi się to udało? Taką mam nadzieję. Czytelnicy twierdzą, że napisałam mocne powieści dla ludzi o stalowych nerwach. Cieszy mnie to. Znaczy, że są emocje, a książki nie pozostawiają nikogo obojętnym.
Oba kryminały zostały bardzo dobrze przyjęte przez czytelników. Kiedy możemy się spodziewać kolejnego tomu z serii „Stracone dusze”?
Ciepłe przyjęcie moich powieści bardzo mnie cieszy; faktycznie oba tomy zostały przez czytelników docenione, co jest dla mnie, jak dla każdego autora, olbrzymim komplementem. Kolejny, trzeci, tom pod tytułem „Drapieżcy” ukaże się już wiosną 2019 roku, a nad następnymi właśnie pracuję.
