Co Tucci zjadł przez rok i dlaczego to dla ciebie ważne. Na co dzień!

Co Tucci zjadł przez rok i dlaczego to dla ciebie ważne. Na co dzień!

Śniadanie, książka Stanley Tucci
Śniadanie, książka Stanley Tucci Źródło: Archiwum prywatne / Andrzej Kwaśniewski
Zaproście do domu rodzinę i przyjaciół. Zorganizujcie się gdzieś blisko kuchni. To najlepsze warunki do lektury tej książki.

Tak smakowitej, że podczas lektury co chwila najdzie was ochota, żeby coś ugotować, a potem zjeść. Oczywiście przy wspólnym stole, a jeszcze potem i w trakcie — podzielić się wrażeniami z prywatnej uczty. Tak, jak czynił to rok cały, dzień po dniu Stanley Tucci, autor książki „Co zjadłem przez rok (i o czym wtedy myślałem)”, która ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Marginesy.

To nie jest kronika jedzenia ani książka kucharska

Tucci, nagradzany aktor, znany m.in. z takich obrazów, jak „Konklawe”, seria "Kingsman”, czy „Diabeł ubiera się u Prady”, autor bestsellerów „New York Timesa” i gospodarz równie hitowych, podróżniczo-kulinarnych filmów dokumentalnych, spisał wyjątkowe wspomnienia. Z jednej strony jest to dziennik jedzenia — na planach filmowych, w renomowanych restauracjach i barach w zaułku, w samolocie i na imprezach, w domu — z rodziną, przyjaciółmi, nierzadko w samotności. Zgodnie z tytułem kronika spożywanych potraw, wśród których znajdziemy tradycyjne klopsiki, w domu rodzinnym autora przyrządzane przez babcię z wnukami i spożywane przez trzy pokolenia Tuccich, karczochy po rzymsku, sos marinara, coś, co firmy zapewniające catering na planie filmowym nazywają jedzeniem, a nawet produkty street i fast foodowe.

Choć książka zawiera kilka przepisów — m.in. na Dorsza alla livornese, czy Minestrone alla Tucci — nie jest jednak książką kucharską, przed czym "ostrzega” nas już z okładki drugi człon tytułu – „i o czym wtedy myślałem”. Tucci, tak samo, jak jedzeniem, równie chętnie i z całego serca dzieli się z nami swoimi myślami, refleksjami, poglądami, radościami, obawami i nadziejami. Nie tylko związanymi z jedzeniem. Pisze o swojej o wiele młodszej żonie (tak, przekonacie się, że to ma znaczenie), o dzieciach, które zadają trudne pytania i wolą zamawianą pizzę od spaghetti alle vongole, o matce Kalabryjce, której wciąż nie dotrzymuje kroku w kuchni. O wspólnych kolacjach z przyjaciółmi, wśród których kinomani odnajdą m.in. takich gwiazdorów, jak Colin Firth, Woody Harrelson, czy Matt Damon. W „Co zjadłem przez rok…” snuje urzekającą opowieść o roli jedzenia w życiu rodziny, mniejszych i większych społeczności.

Co jest o tyle naturalne, że dla Włochów jedzenie nie jest aktem funkcjonalnym, prozaiczną czynnością służącą do zaspakajania głodu po to, by przeżyć. To nierozerwalna część życia podniesiona do rangi sztuki. Włosi o jedzeniu rozmawiają, myślą, potrafią pokłócić się o to, czy do danej potrawy dodaje się jedną, czy dwie cebulki i obrazić, kiedy ktoś posypie parmezanem pastę z owocami morza.

Okładka książki Stanley Tucci. „Co zjadłem przez rok (i o czym wtedy myślałem)”

Pochwała dobrego życia

Ta literacka podróż przez smaki przypomina, że jedzenie to także sposób na budowanie więzi, kultywowanie tradycji, przechowywanie wspomnień. Niesamowicie ważne w czasach, kiedy tempo życia zmusza nas do jedzenia w biegu, w autobusie. Kiedy odległości, praca, niszczą to, co kiedyś było niemal świętą tradycją — wspólnie spożywany przez całą rodzinę (i przyjaciół) domowy posiłek, atmosferę małego, rodzinnego święta, pełnego gwaru, rozmów, żartów, dyskusji na każdy temat przy pięknie zastawionym stole.

„Co zjadłem przez rok” to także pochwała prostoty. Tucci piętnuje wymyślanie kulinarnego koła na nowo, wydziwianie na talerzu, w czym specjalizują się medialni gwiazdorzy kuchni, szefowie gourmet, którzy nie zasną, dopóki nie wymyślą kolejnej niejadalnej konstrukcji kosztującej majątek. Po co poprawiać doskonałość, jaką jest po prostu dobre jedzenie? Przykładem niech będzie Spaghetti aglio olio, jedno z najstarszych dań włoskiej kuchni, a zarazem jedna z najprostszych do przyrządzenia potraw świata. Wystarczy dobry makaron, oliwa i czosnek, by wyczarować danie godne królów.

„Jedzenie mnie po prostu uszczęśliwia. Nie wzbudza niepokoju i w istocie może być spośród kluczowych elementów mojego życia jedynym, który nieodmiennie przynosi mi ukojenie” – przyznaje Tucci. Wystarczy. Aktor, smakosz, znawca kuchni i kulinarnych obyczajów pisze prostym językiem, krótko i na temat. Nie siląc się na górnolotne słowa, celnie podsumowuje i punktuje ważkie tematy, wyczarowując przy tym ciepłą opowieść wypełnioną po brzegi charakterystycznym dla niego poczuciem humoru. Tak, musicie uważać, nieraz bowiem można się zakrztusić ze śmiechu.

Dzięki tej książce przypomnicie też sobie własne smaki dzieciństwa, ciepło domowej, babcinej kuchni. „Domowe jedzenie wzmacnia nasze więzi, gdy jesteśmy razem, utrzymuje nas w kontakcie, gdy jesteśmy osobno, i podtrzymuje pamięć o nas, gdy odchodzimy” – pisze Tucci. Zadbajmy już dziś o to, by pozostawić po sobie piękne, smakowite wręcz wspomnienia. Ta książka nam w tym pomoże.

Czytaj też:
Najlepsze seriale Netfliksa oparte na książkach. Co warto dodać do swojej listy?
Czytaj też:
Aneta Zając zmieniona nie do poznania. Wiemy, jak to zrobiła