Katarzyna Sójka dla „Wprost” ws. zarzutów Hołowni. „Zostałam pomówiona”

Katarzyna Sójka dla „Wprost” ws. zarzutów Hołowni. „Zostałam pomówiona”

Katarzyna Sójka
Katarzyna Sójka Źródło: X / Katarzyna Sójka
Poseł PiS Katarzyna Sójka oczekuje sprostowania i przeprosin ze strony marszałka Sejmu Szymona Hołowni. Chodzi o zarzuty dotyczące przepychanek, do których doszło przed Sejmem 7 lutego. – Żeby wszyscy dowiedzieli się o tym, że zostałam pomówiona i że jest to absolutnie nieprawda – skomentowała dla „Wprost” Sójka.

We wtorek, 20 lutego, odbyła się w Sejmie konferencja prasowa marszałka Szymona Hołowni. Zapowiedział wówczas ukaranie siedmiorga posłów Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o Jacka Boguckiego, Jana Dziedziczaka, Małgorzatę Gosiewską, Antoniego Macierewicza, Jerzego Polaczka, Edwarda Siarkę oraz Katarzynę Sójkę.

Jakie kary nałożyło Prezydium Sejmu?

Hołownia zarzucił im, że w trakcie przepychanek, do których doszło przed Sejmem 7 lutego, mieli oni naruszyć nietykalność cielesną funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej. Zaznaczył, że zarzuty te opierają się na raporcie Straży oraz nagraniach z kamer monitoringu.

– Straż Marszałkowska wskazała siedmioro posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy w ewidentny sposób szarpali, popychali i podduszali strażników. To nigdy nie powinno mieć miejsca. Sejm musi z takich sytuacji wyciągnąć jasne i konkretne wnioski – oświadczył marszałek Sejmu.

Wkrótce potem wicemarszałek Monika Wielichowska przekazała w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że Prezydium Sejmu ukarało wspomnianych parlamentarzystów odebraniem diety poselskiej na okres trzech miesięcy. O taki wymiar kary zawnioskował Hołownia. Wielichowska uzupełniła, że ukarani mają możliwość złożenia odwołania.

Sójka dla „Wprost”: Jest to absolutnie nieprawda

Poseł Katarzyna Sójka opublikowała w tej sprawie wpis na X (dawniej Twitter). Była minister zdrowia kategorycznie zaprzeczyła zarzutom pod swoim adresem i określiła je jako „bezpodstawne pomówienia”. Zażądała także natychmiastowego sprostowania ze strony Hołowni.

– Niestety nie mogę odnieść się do samego wystąpienia [Hołowni – red.], ponieważ go nie oglądałam bezpośrednio. Natomiast otrzymałam informacje ze stron internetowych, które już powielały te informacje, dotyczące również mojego nazwiska. Od ludzi, którzy już nawet w to uwierzyli i dopytywali się, o co chodzi. I nie uznawali tego za pomówienie. Dlatego oczekuję sprostowania, ponieważ absolutnie takie zarzuty nie mogą dotyczyć mojej osoby. Jestem zbulwersowana, że podaje się fakty i nazwiska bez 100 proc. pewności. Oczekuję szerokiego sprostowania. (...) Na pewno musi to być ujęte tak, żeby ludzie, którzy uwierzyli (...) i już komentują na moich portalach społecznościowych właśnie w tym tonie oskarżającym mnie, żeby wszyscy dowiedzieli się o tym, że zostałam pomówiona i że jest to absolutnie nieprawda – skomentowała w rozmowie z „Wprost” poseł Sójka.

„Nie brałam żadnego udziału, tym bardziej fizycznego”

Tłumaczyła, że w pewnej chwili była obecna w pobliżu miejsca, w którym doszło do przepychanek, ale nie brała w nich żadnego udziału. Zwróciła uwagę, że do przepychanek doszło w momencie, gdy posłowie udawali się na obrady Sejmu.

– Nie posiadałam żadnej roli. Jestem posłem, więc na terenie Sejmu w różnych miejscach mogę przebywać. Wchodzę czy wychodzę, znajduję się po prostu (...) Po drugie, nie ukrywam, że jednego z tych posłów, pana ministra Wąsika – z tego co pamiętam, jak gdzieś tam przechodziłam – w ogóle nawet nie widziałam. Trudno mi się odnieść do tych rewelacji. Oczywiście, byłam tam w jakimś momencie w okolicy tego zdarzenia, (...) ale absolutnie nie brałam żadnego udziału, tym bardziej fizycznego. Jest to bardzo nieładne pomówienie. Uważam, że (...) ktokolwiek pomawiając w taki sposób (...) powinien mieć 100 proc. pewność. Absolutnie nie było takiej sytuacji. Uważam, że musi to być bardzo szeroko sprostowane. Oczywiście oczekuję też przeprosin – podkreśliła nasza rozmówczyni.

Dlaczego doszło do przepychanek przed Sejmem?

Przypomnijmy, że do przepychanek doszło w związku z niewpuszczeniem do Sejmu przez Straż Marszałkowską posłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Hołownia stoi na stanowisku, że ich mandaty poselskie zostały wygaszone.

Tym samym zignorował styczniowe postanowienia Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Społecznych Sądu Najwyższego, które stanowią, że Kamiński i Wąsik nadal są posłami.

Marszałek Sejmu uznał w ślad za Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, że skład orzekający tej Izby „nie jest niezawisłym i bezstronnym sądem”. Następnie oparł się o wydane kilka dni później w tej samej sprawie postanowienia Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego, które były niekorzystne dla Kamińskiego i Wąsika.

Czy spór Sójki z Hołownią znajdzie finał w sądzie?

Sójka nie wykluczyła w rozmowie z „Wprost”, że skieruje sprawę na drogę sądową, jeśli Hołownia nie spełni jej żądań. We wpisie na X wskazała, że oczekuje działań ze strony marszałka Sejmu jeszcze dziś.

– Zobaczymy, w jaki sposób zareaguje pan marszałek, ale myślę, że w jakiś sposób odpowie. Uważam, że powinien, powołując się zawsze na swoją prawość, wiarygodność i uczciwość. Powinien stosownie zareagować. Popełniając błąd powinien zadośćuczynić w odpowiedni sposób – uzupełniła była minister zdrowia.

twitterCzytaj też:
Hołownia odpowiedział na zarzut Czarzastego. „Jeżeli miałbym powiedzieć to mocniej – kłamie”
Czytaj też:
Hołownia zapowiada konsekwencje wobec kilku posłów PiS. Chodzi o „szturm” na Sejm