Pierwsze trzy znajdują się na wschodzie Afganistanu, czyli w strefie kontrolowanej przez armię amerykańską. Stacjonuje tam amerykańska 82. Dywizja Powietrznodesantowa, i to z jej dowództwem, czyli gen. Davidem Rodriguezem, współpracować będzie polska brygada.
- To elita amerykańskiej armii, świetnie wyszkoleni żołnierze - ocenia ich jeden z generałów w polskim MON. - Tam, gdzie ich się wysyła, nie ma wakacji. Więc z jednej strony należy się spodziewać, że to bardzo trudny rejon, z drugiej, że nasze wojsko zdobędzie od Amerykanów doświadczenie, którego nie da się przecenić. Niestety, należy się liczyć z ofiarami.
Źródło gazety podaje, że polska brygada będzie używana jako odwody dla powietrznodesantowej z USA. - A to znaczy, że będą wysyłani do każdych zadań, do bezpośredniej walki z talibami też. Tym bardziej że nasz resort obrony nie nałożył żadnych ograniczeń co do zakresu zadań Polaków w Afganistanie - dowiedziała się "GW" od wysokiego rangą oficera zaangażowanego w przygotowanie misji.
Do bazy Kandahar położonej na południu Afganistanu w prowincji o tej samej nazwie jedzie elita polskiego wojska, czyli GROM. Podlega nie 82. dywizji, lecz amerykańskiemu dowództwu sił specjalnych.
- To najtrudniejszy rejon - mówi informator gazety. - W ubiegłym roku na 16 ataków samobójczych aż połowa przypadła na ten rejon, podobnie w 2005 roku. Do tego narkotyki, produkcja opium. Tu działają małe grupy talibów, mamy też informacje o działających tam bojownikach al Kaidy. To afgański "kocioł".