Przedstawiciele państw z całego świata zebrali się w Poznaniu, by wypracować nowe zadania w dziedzinie ochrony klimatu. Tymczasem topniejące rynki finansowe mogą storpedować te wysiłki. A może jednak światowa recesja pomoże klimatowi, zastanawia się „Der Spiegel”.
Globalny kryzys finansowy zagraża decyzjom, które miały zostać podjęte przez 186 państw w Poznaniu. Szczyt Klimatyczny stanowi kontynuację procesu rozpoczętego na Bali w grudniu ubiegłego roku. Ma on na celu opracowanie nowego traktatu, który zastąpiłby traktat z Kioto, wygasający w 2012 roku. W ubiegłym roku uzgodniono, że umowa w sprawie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych będzie gotowa do 2009 roku, by w ten sposób kraje miały dużo czasu na ratyfikowanie nowego traktatu.
Unia Europejska od dawna planuje wprowadzenie nowych zasad dotyczących ograniczenia emisji CO2 przez samochody produkowane na jej terytorium. Jednak kryzys finansowy wywołał nową debatę na temat tych limitów.
W miarę jak w obliczu kryzysu finansowego ustawodawcy zaczynają się wycofywać z planów mających na celu zwalczanie zmian klimatycznych, w Niemczech pojawiły się dowody na to, że powinna zostać obrana całkowicie odmienna taktyka. Na przykład Audi planuje zatrudnić więcej ekspertów i inżynierów, by zoptymalizować wydajność spalania i zredukować emisję CO2 swoich modeli. Z kolei Siemens przedstawił raport, który pokazał, że sprzedaż produktów i technologii przyjaznych środowisku wzrosła z 17 miliardów euro do 19 miliardów euro w ciągu jednego roku.
Raport niemieckiego Ministerstwa Ochrony Środowiska, do którego dotarł „Der Spiegel" pokazuje, że gdyby Berlin zredukował emisję CO2 o 40 procent w porównaniu do poziomu z lat 90., w rezultacie powstałoby 500 tys. nowych miejsc pracy.
„Der Spiegel" pisze, że wszystko wskazuje na to, że amerykański prezydent-elekt jest zwolennikiem tej filozofii. Barack Obama zasugerował, że Stany Zjednoczone przyjmą rolę lidera w propagowaniu idei ochrony środowiska. Byłaby to radykalna zmiana w porównaniu z postawą ociągania się w tej sprawie, która charakteryzowała prezydenturę Busha.
Unia Europejska od dawna planuje wprowadzenie nowych zasad dotyczących ograniczenia emisji CO2 przez samochody produkowane na jej terytorium. Jednak kryzys finansowy wywołał nową debatę na temat tych limitów.
W miarę jak w obliczu kryzysu finansowego ustawodawcy zaczynają się wycofywać z planów mających na celu zwalczanie zmian klimatycznych, w Niemczech pojawiły się dowody na to, że powinna zostać obrana całkowicie odmienna taktyka. Na przykład Audi planuje zatrudnić więcej ekspertów i inżynierów, by zoptymalizować wydajność spalania i zredukować emisję CO2 swoich modeli. Z kolei Siemens przedstawił raport, który pokazał, że sprzedaż produktów i technologii przyjaznych środowisku wzrosła z 17 miliardów euro do 19 miliardów euro w ciągu jednego roku.
Raport niemieckiego Ministerstwa Ochrony Środowiska, do którego dotarł „Der Spiegel" pokazuje, że gdyby Berlin zredukował emisję CO2 o 40 procent w porównaniu do poziomu z lat 90., w rezultacie powstałoby 500 tys. nowych miejsc pracy.
„Der Spiegel" pisze, że wszystko wskazuje na to, że amerykański prezydent-elekt jest zwolennikiem tej filozofii. Barack Obama zasugerował, że Stany Zjednoczone przyjmą rolę lidera w propagowaniu idei ochrony środowiska. Byłaby to radykalna zmiana w porównaniu z postawą ociągania się w tej sprawie, która charakteryzowała prezydenturę Busha.