Japoński wulkan Osore-zan zamieszkują szamanki, które wierzą, że potrafią nawiązać kontakt ze zmarłymi. Wzbudzają nie lada zainteresowanie wśród zwykłych śmiertelników, pisze niemiecki dziennik „Der Spiegel”.
Jeden z najwyższych wulkanów w Japonii cieszy się niemałą popularnością. 879 metrowy Osore-zan nazywany jest przez miejscowych górą strachu. Trujące opary wulkaniczne i wciąż zalegający w wyższych partiach śnieg nie odstrasza jednak turystów-pielgrzymów przed wyprawami – zauważa dziennik. Od listopada do kwietnia władze Japonii zabraniają wycieczek na szczyt wulkanu. Odwiedzający mogą rozpocząć swoje ekspedycje od połowy czerwca.
Główną atrakcją wulkanu są jego nietypowi mieszkańcy – japońskie szamanki, nazwane Itako, które wierzą, że energia wulkanu otwiera drzwi do drugiego świata. Dzięki temu mogą prosić o rady dla żyjących. Niektóre szamanki spędziły większość swojego życia na wulkanie. Noszą tradycyjne kimona i dziwaczne kapelusze wykonane z metalowych prętów, drewna, lin i tworzywa sztucznego. Jednak są też i takie szamanki, które niczym się nie różnią od zachodnich kobiet.
Podczas spotkań przeplatają przez palce, w rytm nuconych melodii, ciężkie łańcuchy z czarnymi kulami. Intonacja ich głosu zmienia się w momencie, gdy przemawiają przez nie duchy zmarłych.
Szamanki pracują około 12 godzin na dzień z krótkimi przerwami. Jedna sesja kosztuje zainteresowanych 3 tys. jenów (około 22 euro). Dla piętnastominutowego spotkania wielu przybyszy jest w stanie poświęcić cały dzień. Za jedyne 88 euro można przenocować na wulkanie w oczekiwaniu na przyjęcie przez szamankę.
Najczęstszymi gośćmi są rodzice, którzy stracili swoje dzieci. Rodzice dekorują pomieszczenia szamanki pamiątkami, rzeczami osobistymi zmarłych potomków. Na stole szamanki pojawiają się między innymi ulubione jogurty dzieci, zdjęcia, piłka do koszykówki czy tenisówki.
Małżeństwo Otani czekało w kolejce aż 10 godzin, by móc skontaktować się z synem, który zmarł w wypadu samochodowym. „Nie wiemy, czy w to wierzyć, ale na pewno daje nam poczucie ulgi" – wyznają.
Zainteresowanie japońskimi szamankami rośnie tak szybko, że zniecierpliwionym gościom udało się wyprosić rezerwacje na sesje. Od stycznia 2010 roku ruszają rezerwacje na spotkania z szamankami od czerwca, kiedy tylko wulkan znów zostanie otwarty dla przybyszów.
ab
Główną atrakcją wulkanu są jego nietypowi mieszkańcy – japońskie szamanki, nazwane Itako, które wierzą, że energia wulkanu otwiera drzwi do drugiego świata. Dzięki temu mogą prosić o rady dla żyjących. Niektóre szamanki spędziły większość swojego życia na wulkanie. Noszą tradycyjne kimona i dziwaczne kapelusze wykonane z metalowych prętów, drewna, lin i tworzywa sztucznego. Jednak są też i takie szamanki, które niczym się nie różnią od zachodnich kobiet.
Podczas spotkań przeplatają przez palce, w rytm nuconych melodii, ciężkie łańcuchy z czarnymi kulami. Intonacja ich głosu zmienia się w momencie, gdy przemawiają przez nie duchy zmarłych.
Szamanki pracują około 12 godzin na dzień z krótkimi przerwami. Jedna sesja kosztuje zainteresowanych 3 tys. jenów (około 22 euro). Dla piętnastominutowego spotkania wielu przybyszy jest w stanie poświęcić cały dzień. Za jedyne 88 euro można przenocować na wulkanie w oczekiwaniu na przyjęcie przez szamankę.
Najczęstszymi gośćmi są rodzice, którzy stracili swoje dzieci. Rodzice dekorują pomieszczenia szamanki pamiątkami, rzeczami osobistymi zmarłych potomków. Na stole szamanki pojawiają się między innymi ulubione jogurty dzieci, zdjęcia, piłka do koszykówki czy tenisówki.
Małżeństwo Otani czekało w kolejce aż 10 godzin, by móc skontaktować się z synem, który zmarł w wypadu samochodowym. „Nie wiemy, czy w to wierzyć, ale na pewno daje nam poczucie ulgi" – wyznają.
Zainteresowanie japońskimi szamankami rośnie tak szybko, że zniecierpliwionym gościom udało się wyprosić rezerwacje na sesje. Od stycznia 2010 roku ruszają rezerwacje na spotkania z szamankami od czerwca, kiedy tylko wulkan znów zostanie otwarty dla przybyszów.
ab