Czarne dni Polski

Czarne dni Polski

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Czarne dni Polski", "Nowy Katyń", "Przeklęty Katyń", "Smutek bez granic", "Katyń znów zgubił Polaków", "Katastrofa pod Smoleńskiem - nasz wspólny ból" - to tylko niektóre z tytułów, pod którymi moskiewska prasa informuje o tragedii pod Smoleńskiem.
"Jesteśmy z Wami! Współczujemy" - wybija po polsku "Nowaja Gazieta". Wszystkie centralne dzienniki w poniedziałek poświęcają katastrofie pod Smoleńskiem, w której zginął prezydent RP Lech Kaczyński, po kilka kolumn.

"Wiedomosti" oceniają, że "tragedia pod Smoleńskiem - to jeden z najtragiczniejszych epizodów w tragicznej historii stosunków polsko-rosyjskich". "Ból może zbliżać ludzi; może jednak również podzielić na zawsze" - podkreśla ten opiniotwórczy dziennik.

"Nastroje antyrosyjskie w Polsce mogą teraz zyskać nowy impuls - przede wszystkim w czasie kampanii wyborczej. Wzrost nastrojów antyrosyjskich może stać się dla władz Rosji nową pokusą, by znów się obrazić" - wskazują "Wiedomosti".

"Jest szansa, że nieodwracalnie odwrócimy się od siebie i jest szansa na historyczne pojednanie" - dodają.

Według dziennika, "trudno znaleźć dwa narody, których relacje byłyby do tego stopnia przepojone nieufnością". "A Polakom trudno było wybrać prezydenta, który bardziej pasowałby do tych historycznych napięć" - zaznaczają "Wiedomosti".

"Lech Kaczyński był bardzo niewygodnym dla Rosji prezydentem Polski. Nie przepuszczał żadnej okazji, pozwalającej prowadzić politykę wbrew oficjalnej Moskwie - opowiadał się za rozmieszczeniem elementów tarczy antyrakietowej USA w Polsce, blokował negocjacje Rosji z Unią Europejską, popierał (b. prezydenta Ukrainy) Wiktora Juszczenkę i (prezydenta Gruzji) Micheila Saakaszwilego" - pisze gazeta.

"Wiedomosti" zauważają, że prezydent Kaczyński był też nieprzejednany w sprawie uznania przez Rosję odpowiedzialności NKWD za rozstrzelanie polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku.

"I zginął Lech Kaczyński w okolicznościach bardzo niewygodnych dla Rosji. Zginął na rosyjskim terytorium, w samolocie rosyjskiej produkcji i po rosyjskim remoncie; w drodze do tego samego Katynia na 70-lecie egzekucji polskich oficerów; zginął po tym, jak na szczeblu państwowym w uroczystości uczestniczyli tam premierzy dwóch krajów: przeciwnik Kaczyńskiego w polityce wewnętrznej - Donald Tusk i przeciwnik w polityce zagranicznej - Władimir Putin" - konstatuje dziennik.

Z kolei "Niezawisimaja Gazieta" podkreśla, że "prezydent Polski, który tak wiele sił oddał przywracaniu prawdy historycznej - tej jedynej prawdy, która była potrzebna jemu i, w jego rozumieniu, Polsce - zakończył życie w odległości kilku kroków od Lasu Katyńskiego, tego miejsca, jakie od prawie 70 lat dzieliło narody Polski i Rosji".

"Dla Polski i osobiście dla Lecha Kaczyńskiego przywrócenie historycznej prawdy w tej kwestii stało się sprawą życia. (...) Jego walka zakończyła się sukcesem: nie usłyszał przeprosin, ale prawda - nie ma co do tego żadnych wątpliwości - zatriumfowała" - wskazuje dziennik.

"Niezawisimaja Gazieta" zastanawia się także, kto upomni się o rosyjskie ofiary stalinowskich represji - tak, jak w wypadku polskich oficerów czynił to Lech Kaczyński. "Dlaczego we współczesnej Rosji o prawdę na temat represji nie upomina się żadna siła polityczna, żaden z liderów?" - pyta i konstatuje: "Na 9 maja ofiary represji otrzymają plakaty z wizerunkiem Stalina".

Natomiast "Kommiersant" wybija, że "w tym przeklętym rosyjskim lesie spłonął rosyjski samolot z najwyższym kierownictwem Polski; z Polakami, lecącymi uczcić pamięć innych Polaków, 70 lat temu rozstrzelanych w tym lesie przez Rosjan".

Reporter gazety Andriej Kolesnikow odnotowuje, że gdy samolot, którym w sobotę po południu leciał do Smoleńska, schodził do lądowania, dostrzegł "języki płomieni, które lizały las". "Pomyślałem sobie, że może temu lasowi to się należy. Niech spłonie, do diabła, jeśli jest taki przeklęty. A jeśli sam nie spłonie, to trzeba go spalić. Z korzeniami. Dlatego, że jest tak śmiertelnie groźny w bezpośrednim i dosłownym znaczeniu tego określenia, że aż strach pomyśleć" - pisze autor.

Wielkonakładowy "Moskowskij Komsomolec" przewiduje z kolei, że "w świadomości Polaków śmierć Lecha Kaczyńskiego prawdopodobnie będzie się kojarzyła z inną katastrofą lotniczą - śmiercią w 1943 roku premiera Polski na uchodźstwie Władysława Sikorskiego". Gazeta przypomina, że Sikorski zginął wkrótce po tym, jak Niemcy obwieścili, iż natrafili w Katyniu na ciała 4 tys. rozstrzelanych polskich oficerów i oskarżyli ZSRR o dokonanie tej zbrodni.

"Lech Kaczyński nie był politykiem przyjaźnie nastawionym do Rosji. Jednak teraz trzeba zapomnieć o dawnych sporach i w ogóle o polityce. Na naszej ziemi zginął szef innego państwa. Zadanie rosyjskich władz sprowadza się do dwóch wyjątkowo prostych, wręcz banalnych rzeczy. Trzeba tak zorganizować dochodzenie w sprawie katastrofy, aby nikomu nie przyszła do głowy myśl o spisku bądź próbie ukrycia czegoś. I trzeba na wszystkie sposoby - i słowem, i czynem - pokazywać Polsce, że dzielimy z nią ból" - pisze "Moskowskij Komsomolec".

"Taktowność nigdy nie była silną stroną rosyjskiej polityki zagranicznej. Ta tragedia stała się rzadkim wyjątkiem" - podkreśla moskiewski dziennik.

PAP
 0

Czytaj także