Według tych gazet, Woerth na kilka dni przed odejściem z funkcji ministra ds. budżetu - w marcu - zgodził się zbyć "za śmieszną cenę" i bez ogłoszenia przetargu państwową działkę w Compiegne (północna Francja), na którym znajduje się tor wyścigów konnych i pole golfowe. "Le Canard Enchaine" podaje, że nabywcą była "zaprzyjaźniona" z Woerthem spółka, która zapłaciła za grunty 2,5 mln euro, czyli - według gazety - cenę dziesięciokrotnie niższą do rynkowej.
Minister potwierdził, że doszło do takiej transakcji, ale utrzymuje, że cena była zgodna z wartością działki, gdyż wspomnianych gruntów nie przeznaczono pod budowę mieszkań. Podkreślił, że "nie ma mowy o niedoszacowaniu" tych nieruchomości. Jego zdaniem, przetarg na sprzedaż nie był w tym wypadku konieczny, bo zainteresowana spółka dzierżawiła go już od wielu lat.
Woerth nazwał te nowe oskarżenia pod swoim adresem "banialukami". - Naprawdę, wystarczy już tego. To jeszcze jeden dowód, że za każdym razem, kiedy ktoś może mi dokopać, robi to - żalił się minister przed mikrofonem radia Europe 1, nawiązując do serii ostatnich ataków pod swoim adresem. Dzień wcześniej Woerth, pod naciskiem podejrzeń o konflikt interesów w związku z tzw. aferą Bettencourt, oświadczył, że rezygnuje ze sprawowania funkcji skarbnika prezydenckiej centroprawicowej partii UMP. Pozostanie on nadal szefem resortu pracy.
PAP