Fukushima - między kataklizmem a apokalipsą

Fukushima - między kataklizmem a apokalipsą

Dodano:   /  Zmieniono: 
Europejscy eksperci mówią, że kryzys w elektrowni Fukushima wymyka się Japończykom spod kontroli. Wielka Brytania i Francja, w obawie przez promieniowaniem, doradzają swoim obywatelom ewakuację. Sprzeczne informacje i raporty, jakie docierają z zagrożonego terenu, wywołują nieufność wobec działań rządu japońskiego, co dodatkowo pogarsza sytuację.
Gregory Jaczko, amerykański ekspert od reaktorów nuklearnych twierdzi, że Japonia powinna zarządzić ewakuację z zagrożonego terenu w promieniu 80 kilometrów, podczas gdy władze Kraju Kwitnącej Wiśni zdecydowały się ewakuować ludzi tylko z najbliższych 19 kilometrów. Jaczko określił promieniowanie w Fukushimie jako bardzo wysokie, co może znacznie osłabić zdolność pracowników do ochładzania kolejnych reaktorów.

Günther Oettinger, europejski dyrektor do spraw energii ocenił, że sytuacja wymknęła się Japonii spod kontroli. - Jesteśmy gdzieś pomiędzy katastrofą a poważnym kataklizmem. Nie możemy wykluczyć najgorszego. Użycie słowa "apokalipsa" uważam za niezwykle dobrze dobrane - stwierdził.

Z kolei Yuli Andrejev, kierujący pracami po awarii elektrowni w Czarnobylu, powiedział dziennikowi, że Japonia źle oceniła skalę katastrofy. Andrejev krytykuje również fakt, że całą akcję prowadzi jedynie 50 pracowników, którzy "nie wiedzą co mają robić". Inni eksperci europejscy podzielają obawy Andrejeva i zgodnie twierdzą, że należy wpuścić specjalistów z zewnątrz, którzy mogą lepiej poradzić sobie z sytuacją.

Fizycy zaczynają zwracać uwagę, że już na początku akcji w Fukushimie należało podjąć próby naprawienia systemu chłodzenia. - Tego czego naprawdę potrzebują to odbudowa części chłodzącej system elektrowni, a zamiast tego widzimy jak pompują wodę z oceanu. Dla mnie to dowód desperacji i złego przygotowania akcji - mówi fizyk Kenneth Bergeron.

Coraz częściej też porównuje się sytuację w Fukushimie z Czarnobylem. - To znany nam dobrze proceder, władza często stara się ukryć zagrożenie tego typu. To samo było z Czarnobylem - przypomina Yuli Andrejev.

MK