Ochroniarze w parku nad jeziorkiem Balaton na warszawskiej Pradze Południe nie mają darmowej toalety i załatwiają się w krzakach - pisze "Życie Warszawy".
Brak toalet to nie jedyna słabość parku. Okazuje się, że zainstalowane tam kamery nie widzą newralgicznych miejsc, a ochroniarze pracują w warunkach przypominających te panujące w krajach Trzeciego Świata. Nad jeziorkiem postawiono latarnie, na których zawisły 32 kamery. Obraz z nich przesyłany jest do kiosku "oglądowego", w którym dyżuruje dwóch ochroniarzy. Kiosk "oglądowy" to... drewniana budka o powierzchni nieprzekraczającej 4 m kw. Do budki nie doprowadzono wody, brakuje w niej również zaplecza sanitarnego.
Kiosk został ustawiony przez firmę ochroniarską, która pilnuje terenu. Największy problem ochroniarze mają z toaletą. W ciągu dnia za darmo korzystają z ubikacji w pobliskiej kawiarni. Gdy jednak lokal jest zamknięty, aby wejść do środka, trzeba wrzucić monetę. Ochroniarze wybierają więc inne rozwiązanie i załatwiają swoje potrzeby... w parkowych krzewach. Urzędnicy z dzielnicy spotkali się w tej sprawie z szefostwem firmy ochroniarskiej i właścicielką kawiarni. Padła propozycje, by monety, które wrzucają ochroniarze, były jakoś oznakowane. Wówczas właścicielka kawiarni będzie mogła rano zwrócić je pracownikom ochrony. Przed udaniem się do ubikacji pracownicy muszą więc... pomalować monetę na inny kolor.