Rząd Francji i Włoch postanowiły, że wyślą do Libii niewielką ilość oficerów łącznikowych w celu wsparcia rebeliantów. Kraje chcą przerwać krwawy impas walk, który dotychczas przyniósł śmierć tysięcy ludzi.
Francuski rzecznik prasowy François Baroin powiedział, że liczba wysłanych osób będzie niewielka, a ich celem ma być jedynie „pomoc w organizacji ochrony ludności cywilnej". Władze brytyjskie postanowiły, że wyślą do Libii 20 doradców, którzy mają za zadanie „wpłynąć na poprawę wojskowych struktur organizacyjnych, komunikację i logistykę”. Minister obrony Włoch Ignazio La Russa stwierdził, że jego kraj wyśle 10 włoskich instruktorów, którzy pomogą zbudować siatkę administracyjną we wschodniej części miasta Benghazi.
Rząd libijski skrytykował decyzję o wysłaniu brytyjskich doradców, mówiąc, że posunięcie jest krokiem ku przedłużeniu konfliktu.
żk
Krytycy tej decyzji znajdują analogię pomiędzy teraźniejszą akcją wsparcia i amerykańską interwencją wojskową w Wietnamie. Jednakże ministrowe ze wszystkich trzech krajów zapewniają, że ich interwencja nie ma na celu militarnego zaangażowania się w konflikt, a jedynie jest krokiem ku jego zakończeniu.
Nastroje, zarówno w społeczeństwie brytyjskim, jak i francuskim są dość negatywne. Członkowie parlamentu nawołują do debaty. John Baron członek partii konserwatywnej twierdzi, że posunięcie rządu to „wyraźny dowód na pełzanie się misji" dodając „teraz zaczynamy umieszczać personel militarny na tych ziemiach, lecz wcześniej nie było o tym mowy, gdy debatowaliśmy o walkach w Libii”.Rząd libijski skrytykował decyzję o wysłaniu brytyjskich doradców, mówiąc, że posunięcie jest krokiem ku przedłużeniu konfliktu.
żk