Przypomniał, że Polska "musi mieć na oku zagrożenie ze strony chuliganów". W relacji-bilansie wizytacji podkreślono również, że nasz kraj mógł liczyć na dofinansowanie ze strony Unii Europejskiej. Na łamach "La Gazzetta dello Sport" nie zabrakło słów zachwytu nad pięknem Gdańska, Warszawy, Wrocławia i Poznania.
Tym pochwałom i wyrazom uznania towarzyszy nieco niższa ocena stanu przygotowań na Ukrainie. W kilku poprzednich relacjach z dziennikarskiej podróży po miejscach Euro-2012 mowa była o tym, że kraj ten ma więcej problemów i jest w tyle w porównaniu z Polską jeśli chodzi o infrastrukturę. Dotyczy to zwłaszcza Kijowa i Lwowa, przepięknych - podkreślono - z punktu widzenia kultury i architektury. Z kolei - wskazał włoski wysłannik - Donieck i Charków mają stadiony i obiekty sportowe "jak klejnoty", ale atrakcyjność tych miast jest "taka sobie".
Na Ukrainie "inwestorzy prywatni odegrali decydującą rolę w finansowaniu projektów sportowych, ale za bardzo zachowują się jak panowie miast"- odnotował włoski dziennik. I dodał: "Wadą wspólną dla wszystkich miejsc na Ukrainie jest słaba znajomość angielskiego, która utrudnia komunikację".
"Ale entuzjazm jest wszędzie namacalny" - wskazano. "Ryzyko, że Ukraina utraci organizację Euro, zniknęło dzięki zmianie tempa prac i są przesłanki, że będą to mistrzostwa inne, ale fascynujące, tak jakim były pierwszy Mundial w Afryce"- skonstatowała "La Gazzetta dello Sport".
PAP