"Abstynencja seksualna nie zastąpi aborcji"

"Abstynencja seksualna nie zastąpi aborcji"

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Antyaborcyjny program polityczny gubernatora Teksasu - wzmocnienie abstynencji seksualnej upokarza kobiety, a ponadto on po prostu nie będzie działał" - pisze w "The Guardian" Amanda Marcotte, autorka bloga Pandagon.net.
Zdaniem dziennikarki szanse Ricka Perry'ego - kandydata do republikańskiej nominacji w amerykańskich wyborach prezydenckich w 2012 roku - by pokazać się, jako rozsądny polityk, zmniejszyły się w chwili, gdy Centrum dla Praw Reprodukcyjnych wygrało w sądzie z wprowadzonymi przez Perry'ego w maju drakońskimi przepisami antyaborcyjnymi. Wyrok sędziego sądu okręgowego Sama Sparksa, w którym zablokowano wykonanie przepisów, daje okazję, by ogólnokrajowe media przyjrzały się bliżej propozycjom Perry'ego. Zdaniem publicystki media zauważą wtedy, że propozycja Perry'ego idzie dużo dalej niż zwykłe antyaborcyjne frazesy: nie tylko przeciwstawia się prawu do aborcji, ale składa się na nią również wrogość wobec antykoncepcji i edukacji seksualnej.

Marcotte tłumaczy, że w Teksasie nie tylko nie wprowadzono obowiązkowych badań USG dla młodych matek (obowiązują w wielu innych stanach), ale posunięto się nawet o kilka kroków dalej. Według prawa każda kobieta, która chce poddać się zabiegowi aborcji, musi zapoznać się z antyaborcyjną broszurą, którą lekarz jest zobowiązany dostarczyć - nawet jeśli nie zgadza się z jej zawartością. Sędzia Sparks mógł odrzucić ten przepis w oparciu o zasadę wolności słowa. Jednak naprawde rażące w zakwestionowanym prawie jest to, że dominuje w nim wzgarda dla kobiecej godności i inteligencji. Kobiety muszą przejść przez niekomfortowe i inwazyjne badanie dróg rodnych sondą ultrasonografową, by zobaczyć zdjęcia płodu i usłyszeć bicie jego serca. Następnie odsyłane są do domu na 24 godziny, by "przemyślały" swoją decyzję. Gubernator Teksasu stał się w ten sposób nauczycielem, który wysyła kobiety za karę do kąta.

"Penetracja pochwy >brudnych dziewcząt< ultrasonografem i karanie ich jak gdyby były niegrzecznymi dziećmi?" - pyta Marcotte. Zdaniem blogerki wygląda to tak, jak gdyby Rick Perry i teksańscy ustawodawcy pomieszali prawo z pornograficznym scenariuszem. Niestety ten upokarzający rytuał wymyślony przez Republikanów nie jest jedynie fantazją erotyczną, ale przerażającą rzeczywistością. Na szczęście sąd federalny pamiętał, że także kobiety mają konstytucyjne prawa - nie kryje satysfakcji publicystka.

Dziennikarka zauważa, że Perry nie tylko wprowadził niechciane badania, ale także obraził kobiety. - Ta ważna ultrasonograficzna ustawa zapewni to, że każda teksańska kobieta chcąca dokonać aborcji pozna wszystkie fakty na temat życia, które nosi i zrozumie niszczący wpływ swojej decyzji - mówił Perry. Inaczej mówiąc - tłumaczy publicystka - kobiety muszą przejść niepotrzebne inwazyjne badania, zapoznać się z protekcjonalną broszurą i przeczekać 24 godziny, ponieważ bez tego wszystkiego mogą się nie zorientować, że jeśli będą miały aborcję, to nie będą miały dziecka. "Dreszcz może przejść na myśl, jakie inne przepisy można wprowadzić, jeśli tak będzie patrzeć się na inteligencję kobiet. Czy Perry poprze prawo wymagające pisania na tamponach «Nie wkładać do uszu»?" - ironizuje publicystka.

Pod przewodnictwem Perry'ego teksańscy Republikanie drastycznie obcięli państwowe dofinansowanie do programów planowania rodziny. Te cięcia nie miały związku z aborcją, ale dotyczyły podstawowych usług opieki zdrowotnej i, co oczywiste, antykoncepcji. "The Austin Chronicle" szacuje, że setki tysięcy kobiet odcięte zostały od dofinansowanej antykoncepcji. Odkąd kobiety te muszą walczyć o dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej, wiele z nich nie może uzyskać dostępu do antykoncepcji i zachodzi w ciążę. Jeśli łatwiej jest zajść w ciążę, niż zdobyć pudełko pigułek, to można spodziewać się że wiele kobiet zdecyduje się na aborcję, nawet jeśli będą musiały się zapożyczyć. Dziennikarkę niepokoi jednak nie tylko brak funduszy przeznaczonych na środki antykoncepcyjne. Perry nie potrafi też obalić dowodów, że wprowadzona przez niego w teksańskich szkołach promocja abstynencji seksualnej wcale nie działa - pokazują to rosnące statystyki liczby ciąż wśród nastolatek.

tch