Wojna w zachodniopomorskiej PO

Wojna w zachodniopomorskiej PO

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Wewnętrzne wybory w PO to test wytrzymałości dla partii. Walka jest ostra, a rywale oskarżają się wzajemnie o manipulacje i ataki. Potrwa to do końca listopada" - czytamy w "Gazecie Wyborczej"
Ostra walka w łonie PO toczy się w woj. Zachodniopomorskim, gdzie ścierają się zwolennicy europosła Sławomira Nitrasa i wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego. Ten drugi jest szefem regionu. Nitras chce go na tym stanowisku zastąpić. Jak podaje "GW", zwolennicy Nitrasa twierdzą, że Gawłowski wstrzymywał wpisanie do członków PO tych, którzy mogliby poprzeć Nitrasa. Szef regionu przyznaje, że bywało, iż weryfikowany członek był skreślany, bo np. miał nieopłacone składki i nie można się było do nich dodzwonić.

- Tak było w przypadku kilku posłów i senatorów z mojego regionu. Jednak to zostało sprostowane. Ale nie wszyscy prostowali, a ja nie miałem na to wpływu, bo całą operację prowadziło biuro krajowe - mówi Gawłowski. I odbija piłeczkę. Według Gawłowskiego, brutalną kampanię prowadzi Sławomir Nitras. - Określił mnie i marszałka województwa w jednym z wywiadów jako "bandę G". Porozwieszał plakaty w województwie z hasłem: 6 mld zł dla Pomorza Zachodniego, jakby miał z tym cokolwiek wspólnego. A to sukces marszałka, bo to on wynegocjował pieniądze - ubolewa Gawłowski w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".