Przegląd prasy

Przegląd prasy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jak koncern Roche korumpuje lekarzy, co planuje Roman Giertych, jak oficerowie ABW spiskowali przeciw wiceszefowi NFZ, czy za klapsa będzie grozić więzienie - o tym piszą dzisiejsze gazety.
"Gazeta Wyborcza" zdobyła skandaliczne materiały ze szkolenia koncernu farmaceutycznego Roche. W tekście "Jak się ustawia lekarzy" gazeta pisze, że sprzedawcy Roche uczą dociskania lekarza, który nie przepisuje leków firmy, mimo że obiecał to w zamian za "darowizny" i atrakcyjne wyjazdy. Repowie, czyli przedstawicieli handlowych firmy Roche Polska, dostali plansze z takimi rubrykami: ("Sytuacja: klient nie wywiązał się wcześniejszych ustaleń, a nadal oczekuje realizacji naszej części umowy", ("Odczucia", ("Opis sytuacji", ("Uzasadnienie" i ("Oczekiwania". Repowie odręcznie wpisywali na planszach, na czym "umowa" polegała oraz jak reagować, kiedy lekarz się nie wywiązał. Pierwsza plansza: "Poradnia kardiologiczna, wzięty kardiolog zaproszony na kongres zagraniczny. Zobowiązał się do współpracy w zakresie przepisywania Dilatrendu i Inhibace [leki firmy Roche m.in. na chorobę wieńcową i nadciśnienie]. W aptece uzyskujemy informację, że przepisuje leki konkurencji". Rep wpisuje, jakby rozmawiał z tym lekarzem: "Czuję się oszukany. Dlaczego nasz kongres przestał być dla pana atrakcyjny? Ja ze swej strony robię wszystko, aby pan był zadowolony. Tymczasem nasze ustalenia nie są realizowane według umowy. Wypisuje pan leki konkurencji, a nie nasze. Nie mogę tolerować dłużej takiej sytuacji, ponieważ jest wielu kandydatów do wyjazdu, którzy rzetelnie wywiązują się ze swych zobowiązań. W tej sytuacji tylko od pana zależy, czy znajdzie się pan na ostatecznej liście". Na koniec rep przyciska: "Oczekuję zmiany pana postawy i zastosowania się do wcześniejszych ustaleń. Liczę, że najbliższy miesiąc pokaże wyraźnie, że zależy panu na tym prestiżowym kongresie". Ewa Grenda, dyrektor generalny Roche Polska, odpisuje: "Szkolenie było poświęcone wielu aspektom marketingu ze szczególnym zaznaczeniem nowego Kodeksu Etyki Marketingowej oraz prawa farmaceutycznego, czemu były poświęcone wielogodzinne wykłady. Odbywały się także warsztaty prowadzone przez firmę zewnętrzną. Były one poświęcone doskonaleniu umiejętności komunikacyjnych przedstawicieli medycznych w różnych, nawet hipotetycznych sytuacjach. Warsztaty takie to dla kierownictwa często barometr problemów i patologii. Format przedstawionych przez Państwa materiałów odpowiada tej części szkolenia". Czy firma korumpuje lekarzy? Dyrektor Grenda: "Używane przez uczestników warsztatów przykłady nie były wytycznymi, planami ani wskazówkami dotyczącymi bieżących i przyszłych zachowań marketingowych". Wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas: - Jestem zażenowany i przerażony. Te dokumenty świadczą o przestępstwie, którym powinien się zająć prokurator. Nie wykluczam zawiadomienia organów ścigania. Lekarz nie może przepisywać leków, kierując się sugestiami repów.

"Gazeta Wyborcza" dotarła do ministerialnego dokumentu dla kierownictwa MEN. Dotyczy prac nad nowelizacją ustawy o systemie oświaty. Z dokumentu wynika, że MEN chce błyskawicznie wprowadzić do ustawy trzy zmiany: monitoring w każdej szkole, blokady w szkolnych komputerach na strony internetowe, które mogą być "zagrożeniem dla prawidłowego rozwoju psychicznego uczniów" i obowiązek, by rada pedagogiczna ustalała na kilka lat zestaw podręczników (dzięki temu młodsze klasy będą przejmować książki od starszych kolegów). Ministerstwo chce, by za filtry do szkolnych komputerów zapłacił budżet. Ile? Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo za to, że to oprogramowanie rodzice mogliby bezpłatnie instalować także w domowych komputerach. Budżet ma też zapłacić za montowanie przy wejściach do szkół kamer i tworzenie centrów monitoringu. Jak zapewnia Giertych - to pomoże szkołom walczyć z dilerami narkotyków. Ale na te wydatki minister edukacji chce szukać pieniędzy także w Funduszu im. Komisji Edukacji Narodowej. To fundusz państwowy na wyrównywanie edukacyjnych szans uczniów z najbiedniejszych środowisk - czytamy w artykule "Skąd minister Giertych weźmie na filtry".

Prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie spisku oficerów ABW przeciwko Michałowi Kamińskiemu, byłemu wiceszefowi NFZ. Równocześnie do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko niemu - pisze "Rzeczpospolita" w tekście "Służby chciały rządzić NFZ". Sprawa spisku ABW zaczęła się od aresztowania w listopadzie 2005 r. Michała Kamińskiego, ówczesnego wiceszefa NFZ. Kamiński odpowiadał w NFZ za politykę lekową. Przez ponad rok podsłuchiwała go Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która prowadziła śledztwo pod nadzorem Wydziału Przestępczości Zorganizowanej warszawskiej prokuratury. Śledczy zarzucili Kamińskiemu, że przyjął łapówkę w wysokości 700 zł. Tyle właśnie kosztowała kolacja, za którą Kamiński kazał zapłacić Pawłowi R., ówczesnemu dyrektorowi warszawskiego biura firmy farmaceutycznej Jelfa. Prokuratorzy zarzucili też Kamińskiemu, że w zamian za opłacenie kolacji obiecał Pawłowi R. pomóc w zatrudnieniu w NFZ. Do tej pory ani warszawska prokuratura, ani ABW nie wpadły jednak na trop afery korupcyjnej. Jedyne, co udało się zdobyć ABW, to podsłuchy rozmowy o posiłku opłaconym przez Pawła R. W kwietniu Kamiński napisał list do Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Twierdził, że padł ofiarą zmowy pracowników NFZ powiązanych z ABW. Opisał przypadek Marka M., który pracował w Departamencie Leków NFZ. Według Kamińskiego urzędnik został tam zatrudniony dzięki protekcji oficerów ABW. Kamiński w liście do Ziobry twierdził, że nie tylko Marek M. był powiązany ze służbami. Wskazał inne powiązania, np. Włodzimierza O., byłego dyrektora gabinetu prezesa NFZ. Kamiński powołał się na informacje od byłego prezesa NFZ Lesława Abramowicza. To on zdradził, że Włodzimierz O. i Arsalan A. (były dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami) preparowali dokumenty dla ABW przeciwko Kamińskiemu. Kamiński uważa, że tym dwóm dyrektorom NFZ zależało na usunięciu go z Funduszu, bo przeszkodził "różnym grupom interesów czerpiącym ogromne korzyści z obrotu lekami".

Uderzenie dziecka ścierką może wkrótce grozić konsekwencjami - pisze "Życie Warszawy" w artykule "SLD chce karać rodziców za klapsy". SLD chce, by do lamusa przeszło stosowanie kar cielesnych wobec dzieci. Za "pedagogicznego" klapsa miałoby grozić nawet do pięciu lat pozbawienia wolności. Projekt ustawy autorstwa posłanki SLD Katarzyny Piekarskiej ma wpłynąć do laski marszałkowskiej w ciągu najbliższych dwóch tygodni. - Projekt przewiduje wpisanie do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego nowego paragrafu, zakazującego naruszania godności i nietykalności cielesnej osób małoletnich - wyjaśnia Piekarska. Jakie miałoby to konsekwencje? - Bicie dziecka zaczęłoby podpadać pod paragraf za znęcanie się nad rodziną - mówi Piekarska. Kodeks karny przewiduje za to przestępstwo karę od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. - Jest też cały szereg sankcji, które mogą stosować sądy rodzinne - dodaje Piekarska. Jej projekt wzbudza zdecydowany protest prawicy. - To pomysł totalitarny! Próba wtrącania się w intymne życie rodziny. Czy kolejnym krokiem będzie inwigilacja rodziców? - denerwuje się Artur Zawisza, poseł PiS. Innego zdania jest dr Ewa Milewska, psycholog z UW. - Trzeba uświadomić rodzicom, że bicie dziecka to żadna metoda wychowawcza. Dziecko bite boi się w swoim dorosłym życiu kogoś pokochać, bo miłość i bliskość kojarzą mu się z krzywdą i biciem - wyjaśnia.

Dwaj byli członkowie zarządu Polskiej Agencji Prasowej skasują łącznie 700 tys. zł odprawy - dowiedziało się "Życie Warszawy". Wszystko przez umowy, które podpisał z nimi poprzedni szef rady nadzorczej spółki Jerzy Domański. Dzięki hojności Domańskiego eksprezes Polskiej Agencji Prasowej Waldemar Siwiński wzbogaci się o 360 tys. zł. Niewiele mniej, bo 340 tys., zainkasuje jego zastępca Grzegorz Eider. Mimo że Siwiński i Eider pożegnali się ze swoimi posadami w ubiegły piątek, to o ich odwołaniu mówiło się od dobrych kilku miesięcy. Nie przeszkodziło to jednak Domańskiemu w zawarciu z nimi nowych kontraktów, które przewidują wysokie odprawy. - On podpisał je z premedytacją. Od dawna przecież wiedział, że zarząd będzie wymieniony. Zrobił to zresztą tuż przed tym, jak sam został odwołany - opowiada gazecie jeden z członków rady nadzorczej PAP. Domański stracił pracę pod koniec marca. Sprawy nie chce komentować nowy prezes spółki Piotr Skwieciński. Jerzy Domański stał na czele rady nadzorczej PAP od 2002 r. Jednocześnie pełnił dwie inne funkcje: szefa Stowarzyszenia Dziennikarzy RP oraz redaktora naczelnego tygodnika "Przegląd", który jest związany z SLD - czytamy w tekście "Wielkie odprawy w PAP".

Po raz pierwszy w historii polski generał stracił stanowisko i pożegnał się mundurem za molestowanie podwładnej - donosi "Dziennik". Chodzi o Janusza P., do niedawna dowódcę 1. Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej. Napastowana przez niego podporucznik nagrała seksualne propozycje dowódcy, a taśmę wysłała ministrowi obrony Radosławowi Sikorskiemu. Wojsko nie ujawniło co było na taśmie, ale generał ze stanowiskiem pożegnał się błyskawicznie - odszedł z armii na własną prośbę. Były generał na razie nie poniesie konsekwencji karnych bo, jak tłumaczy "Dziennikowi" wiceminister obrony Aleksander Szczygło - ofiara nie złożyła zawiadomienia do prokuratury.

Syn Andrzeja Ż., aresztowanego kilka dni temu urzędnika z Ministerstwa Finansów, pracuje w firmie sprzedającej kasy fiskalne. Jego żona jest córką właściciela firmy - pisze "Superexpress" w tekście "Jego syn zarabiał na kasach". Prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie korupcji w Ministerstwie Finansów sprawdzą powiązania Andrzeja Ż. z firmą sprzedającą kasy fiskalne. Chodzi o ustalenie, czy podejrzany o korupcję były dyrektor ministerstwa Andrzej Ż. mógł przekazywać firmie CB Electronics informacje przydatne w jej działalności. Maciej Ż. pracuje - jak można wyczytać ze strony internetowej - w dziale usług dla motoryzacji i transportu firmy. To on odpowiadał m.in. za sprzedaż kas fiskalnych i taksometrów. Jeszcze wczoraj przed południem jego nazwisko i adres e-mailowy widniały w witrynie internetowej firmy. Po telefonie "SE" do szefa CB Electronics nazwisko Macieja Ż. zniknęło z Internetu. - Ten pan jest teraz na urlopie. Nie chcę o tym rozmawiać - mówi krótko właściciel CB Electronics, Bogdan Cieślak. Kiedy i jak Maciej Ż. trafił do jego firmy? - Można się domyślić, jak się w Polsce trafia do pracy - Cieślak kwituje pytania. Choć były dyrektor Andrzej Ż. nie pracował nad rozwiązaniami wprowadzającymi np. kasy fiskalne dla taksówkarzy, to uchodził w resorcie za człowieka wpływowego i dobrze poinformowanego. Czy wiedział np. o planach ministerstwa dotyczących wprowadzenia kas fiskalnych dla taksówkarzy? Czy z tej wiedzy zrobił użytek? Śledczy wezmą to pod lupę.

Przegląd prasy przygotował
Sergiusz Sachno

 

Przegląd prasy

Od poniedziałku, 13 lutego 2006, publikujemy codzienny przegląd prasy. Możesz go zamówić w formie newslettera, odwiedzając stronę: http://www.wprost.pl/newsletter/

 0

Czytaj także