A co z Iranem?

Dodano:   /  Zmieniono: 
To, że Iran nie podporządkuje się żądaniu "świata zachodniego", by wstrzymać prace nad bronią jądrową, był oczywiste. Ultimatum ustalono, bo nikt nie wiedział co robić. Gdyby wiedział, to by zrobił – ultimatum nie byłoby wtedy potrzebne. Nikt nie mógł się chyba spodziewać, że Irańczycy tak po prostu zrezygnują z czegoś, nad czym pracowali od wielu już lat. Ultimatum dobiegło końca, a problem pozostał.
Dyplomacja już niewiele może, ponieważ Iran ma ropę. Wojna to ostateczność. Amerykanie sami jej nie rozpoczną, a poza nimi nikt – oprócz Izraela – nie będzie wkładał palca między drzwi. W obecnej sytuacji spodziewałbym się... kolejnego ultimatum ostatecznego.

Iran w 2007 roku, to nie Irak w roku 1981. Wtedy właśnie iracki program jądrowy zakończony został brutalnie przez lotnictwo Izraela. Ale wtedy wystarczyło zbombardować jeden ośrodek jądrowy. Wystarczyły do tego bodaj trzy samoloty. Gdyby tego nie zrobiono – wybudowany przez Francuzów reaktor Osirak – kilka miesięcy później wyprodukowałby w starczająco dużo materiału rozszczepialnego na budowę ładunku jądrowego.

Ale Irak wtedy i Iran dzisiaj to zupełnie inna historia. Iran buduje elektrownie jądrowe od wielu lat. Miejsc, gdzie może znajdować się wojskowy ośrodek jądrowy, jest kilka. Ile samolotów musiałoby być zaangażowanych w taką akcję? Wiele z nich musiałoby obrać za cel irańskie wyrzutnie obrony przeciwlotniczej. Nie można zapominać, że irańskie wojsko jest nieporównywalnie lepiej wyposażone niż byłe irackie.

To, że USA mają opracowany plan ataku na Iran – o niczym nie świadczy. To zupełnie normalna praktyka. Dokładnie tak samo jak to, że – podobno – izraelskie lotnictwo ćwiczy na pustynnych poligonach atakowanie irańskich celów. W końcu wojna to rozwiązanie ostateczne, ale nie niemożliwe.