Płoną lasy Amazonii. Aktywiści krytykują prezydenta Bolsonaro i wzywają do reakcji

Płoną lasy Amazonii. Aktywiści krytykują prezydenta Bolsonaro i wzywają do reakcji

Dym nad Ameryką Południową z 20 sierpnia
Dym nad Ameryką Południową z 20 sierpnia / Źródło: NASA
Syberia, Indonezja, Wyspy Kanaryjskie, Alaska, a nawet Grenlandia – w tych miejscach odnotowano w ostatnich tygodniach ogromne pożary. Największą reakcję - nie bez powodu – wzbudza jednak sytuacja puszczy amazońskiej w Brazylii.

„Amazonia płonie!” – grzmią organizacje zajmujące się ochroną środowiska. „Jak co roku” – odpowiadają osoby sceptycznie nastawione do sensacyjnych nagłówków. To prawda, pożary lasów równikowych nie są nowością, jeśli mowa o ostatnich kilkudziesięciu latach. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia natury. Wiele z nich zaczyna się bowiem od podpaleń, a dopiero później dzieła zniszczenia dopełnia silny wiatr. Przynosi to opłakane skutki. Organizacja Avaaz szacuje, że tylko w tym roku z obszaru Amazonii zniknęło blisko pół miliarda drzew. Sytuacja zmusiła do zabrania głosu sekretarza generalnego ONZ, António Guterresa.

Problem dżungli amazońskiej ma swój polityczny kontekst. Prezydent Jair Bolsonaro już w kampanii wyborczej zapowiadał, że zlikwiduje ministerstwo środowiska. Ostatecznie zachował je, by nie utracić zagranicznych dotacji, ale na czele resortu postawił dotychczasowego lobbystę branży rolniczej. Wylesianie Amazonii nie przynosi oczywiście wymiernych korzyści dla przeciętnego Brazylijczyka. Biznes związany z uprawami i hodowlą skupiony jest w rękach zaledwie 2 proc. najbogatszych osób w kraju.

Organizacje pozarządowe od lat donosiły, że w Brazylii istnieje ciche przyzwolenie na podpalanie lasów. Władza odbija piłeczkę twierdząc dość karkołomnie, że to aktywiści podkładają ogień, by uzasadnić sens swojego istnienia i móc liczyć na finansowanie z zagranicy. Wypalanie ogromnych połaci lasów jest z pewnością na rękę branży rolnej, która na zwęglonym podłożu może od razu rozpoczynać uprawy.

Sprawa pożarów w Ameryce Południowej w tym roku zyskała jednak wyjątkowy rozgłos, głównie za sprawą dymu, który całkowicie sparaliżował milionowe Sao Paulo. Szok wywołał też fakt, że był to dym z pożaru płonącego ponad 1,5 tys. km dalej. Uświadomiło to wielu osobom, z jak wielkim żywiołem mamy do czynienia – zwłaszcza w kontekście lasów amazońskich, nazywanych „zielonymi płucami” planety. Klimatolodzy zauważają, że rzadkie zwykle w lasach tropikalnych susze, mają obecnie miejsce już co 10 lat. Zwracają uwagę, że topnienie lodowców i kurczenie się dżungli amazońskiej nawzajem na siebie wpływają i przyspieszają katastrofę klimatyczną.

NASA zwraca uwagę na fakt, iż dym z płonących lasów potrafi rozciągnąć się nawet na 7 z 26 stanów Brazylii. Dopiero jednak po „blackoucie” Sao Paulo o pożarach Amazonii zaczęto pisać na całym świecie. Spory wkład w angażowanie dziennikarzy mają sami czytelnicy, którzy pod hasztagami #SOSAmazonia, #SaveTheAmazon, #Amazon i #PrayForAmazonia organizują akcje uświadamiające w internecie. W ostatnich dniach ruch ten znacząco przybrał na siłach, ponieważ we wszystko włączyli się artyści i celebryci.

Czytaj także:
Pożary lasów deszczowych Amazonii. Szokujące dane krajowej agencji
Czytaj także:
Prezydent Brazylii do Angeli Merkel: Bierz swoją kasę i zalesiaj Niemcy
Czytaj także:
Gorączka złota w Amazonii

Źródło: WPROST.pl / NASA, Greenpeace, Avaaz

Czytaj także

 1