Kilka dni szkolenia i wysyłka na front. „Biorą więźniów i kobiety”. Tak wygląda rosyjska mobilizacja od kulis

Kilka dni szkolenia i wysyłka na front. „Biorą więźniów i kobiety”. Tak wygląda rosyjska mobilizacja od kulis

Mobilizacja w Rosji, zdjęcie ilustracyjne
Mobilizacja w Rosji, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Abaca
300, 500, 800 tysięcy, a nawet milion zmobilizowanych Rosjan zostanie, według doniesień, rzuconych na front wojny z Ukrainą. Nie na uzbrojeniu i umiejętnościach walczących, a na ich masie ma opierać się wiosenna ofensywa Rosji. „Nawet dla wojsk NATO taka armia byłaby problemem” –  mówi Marek Meissner, analityk militarny i dziennikarz ISB News. Pazur rosyjskiej nawały mają tępić kolejne dostawy coraz bardziej zaawansowanego sprzętu dla Ukrainy.

Michał Banasiak, „Wprost”: Media lubią duże liczby, więc od czasu rozpoczęcia w Rosji mobilizacji licytują się na liczbę rosyjskich żołnierzy, która wkrótce ruszy na ukraiński front. Jaka jest najbliższa prawdzie?

Marek Meissner: Jaka liczba? Żadna z nich. Gierasimow podał 550 tys. jako „możliwych do zmobilizowania”. Warto pamiętać, że pierwsza mobilizacja miała objąć 500 tys. osób, ostatecznie skończyło się na ok. 220 tysiącach. Z czego przeszkolono i rzucono do walki mniej więcej 150 tysięcy. Możliwości ataku na Bachmut, jakie mają obecnie Rosjanie, to też są efekty mobilizacji. Tylko że w tym przypadku możemy mówić aż o trzech mobilizacjach: mobilizacji oficjalnej, mobilizacji „cichej”, kontynuowanej od listopada 2022 roku i mobilizacji więziennej, zorganizowanej przez grupę Wagnera w koloniach karnych i więzieniach w całej Rosji. Ale jedna rzecz to ludzi zmobilizować, druga wyszkolić i dać sprzęt. Dlatego armia miliona jest na obecnym etapie wojny niemożliwa. Chyba że miałyby to być kompanie strzeleckie, fizylierów jak w II wojnie światowej – z AK-74 i moździerzami 120 mm jako jedyna artylerią. Bo problemy są nawet z granatnikami i maszynową bronią wsparcia.

Portal Mediazona na bieżąco publikuje informacje o zidentyfikowanych rosyjskich ofiarach wojny. Wynika z nich, że giną przede wszystkim obywatele republik dalekowschodnich i kaukaskich. Przyjmuje się, że to stamtąd pochodzi najwięcej poborowych. Mobilizacja też jest prowadzona głównie tam?

Była. Widziałem takie zestawienie, według którego latem 2022 roku na 10 żołnierzy i oficerów strat bezpowrotnych wojsk Federacji Rosyjskiej w Ukrainie 7 pochodziło z Buriacji, Jakucji, Dalekiego Wschodu – na przykład Kraju Chabarowskiego. Nieco inaczej było w Kaukazie. Rosja rekrutowała na ogromną skalę w Dagestanie, Osetii Północnej, Kabardo-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji, Adygei, Czeczenii, Inguszetii. Czyli całym Kaukazie. Brali wszystkich, którzy mieli jakikolwiek kontakt z bronią. Dawano im oficerów i podoficerów muzułmanów, niezależnie skąd by byli oraz ludzi, którzy „narozrabiali” na kontraktach i trzeba było się ich pozbyć z jednostek. Uwzględniano wszystkich, nawet tych, co do których miano podejrzenia, że „lubili się” z islamistami. Przy czym z nich tworzono „szare” batalionowe grupy bojowe ze sprzętem, jaki jest na składzie w republikach i magazynach rosyjskich.

Szare?

Cały wywiad dostępny jest w 7/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.