Z powodu utraty chłodziwa w pierwotnym układzie chłodzenia rozpoczęto w elektrowni Krszko procedurę bezpiecznego wyłączania reaktora. O awarii Słowenia poinformowała w trybie alarmowym Komisję Europejską; zgłoszono ją do unijnego systemu wczesnego powiadamiania i wymiany informacji o zagrożeniach radiologicznych bądź nuklearnych ECURIE (European Community Urgent Radiological Information Exchange). która natychmiast powiadomiła wszystkie kraje UE.
Zobowiązuje to wszystkie państwa członkowskie UE do regularnych pomiarów w odpowiednich odstępach czasu poziomu napromieniowania i przekazywania do Brukseli informacje o podejmowanych działaniach. W stan gotowości została postawiona grupa unijnych ekspertów z dziedziny radiologii. Alarm zostanie odwołany, kiedy Słowenia poda komunika o opanowaniu sytuacji.
"To wyłącznie kwestia techniczna. UE została poinformowana, ponieważ wymaga tego procedura, ale nie jest to incydent, którego waga zasługuje na alarmowanie opinii publicznej" - powiedział agencji AFP informator zbliżony do chorwackiej dyrekcji elektrowni. Siłowania jest użytkowana wspólnie przez Słowenię i Chorwację.
Szef słoweńskiego Zarządu Bezpieczeństwa Nuklearnego Andrej Stritar zapewnił, że wyciek nie zagroził ani pracownikom, ani mieszkającym w pobliżu elektrowni ludziom.
"Elektrownię wyłączono, wyciek został już zlokalizowany. Teraz elektrownia będzie musiała stygnąć mniej więcej przez dzień, zanim można będzie usunąć wyciek - wskazał Stritar. - Oczekuję, że elektrownia będzie wyłączona przez kilka dni. Nie ma jednak żadnego wpływu na środowisko, sytuacja jest pod kontrolą".
"Awaria w elektrowni na Słowenii nie jest czymś, co zagrażałoby środowisku nawet lokalnie, więc tym bardziej w Polsce" - powiedział Stanisław Szpilowski, dyżurny służby awaryjnej z Państwowej Agencji Atomistyki. "Z informacji, jakie otrzymaliśmy wynika, że pękł przewód z wodą w obiegu pierwotnym reaktora. Znajduje się on wewnątrz obudowy bezpieczeństwa reaktora, co uniemożliwia wydostanie się zanieczyszczeń do środowiska" - zauważył.
W tej chwili nie ma informacji, które świadczyłyby, że awaria elektrowni jądrowej w słoweńskim Krszko zagraża Polsce - powiedział wiceminister SWiA Antoni Podolski, odpowiadający w resorcie za zarządzanie kryzysowe i straż pożarną. "Według informacji, które do nas w tej chwili docierają, nie ma powodów do niepokoju i podstaw do uruchomienia procedur związanych z zarządzaniem kryzysowym" - uznał.
Jak dodał, sytuację na bieżąco monitorują Państwowa Agencja Atomistyki i Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa. Po ocenie sytuacji zostanie wydany specjalny komunikat.
Piotr Cholajda z gabinetu komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej powiadomił natomiast, że procedury związane z tego typu sytuacjami są bardzo restrykcyjne. "KE informuje o takiej awarii wszystkie kraje, niezależnie od tego, czy znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie i czy istnieje wobec nich realne zagrożenie" - podkreślił.
Polskie służby otrzymały informacje o awarii słoweńskiej elektrowni ok. godz. 18.
W środę wieczorem wyjaśnień od Słowenii zażądał austriacki minister środowiska Josef Proell. Według niego Lublana przed zawiadomieniem o faktycznej awarii sygnalizowała jedynie "ćwiczenia". Dodał, że poruszy tę sprawę na najbliższym posiedzeniu unijnych ministrów w czwartek w Luksemburgu.
Niemcy, które na wiadomość o awarii postawiły w stan pogotowia odpowiednie służby, potwierdziły następnie, że na Słowenii zapewne nie doszło do radioaktywnego wycieku.
Jedyna na Słowenii elektrownia atomowa znajduje się w 25- tysięcznym mieście Krszko, ok. 120 km od Lublany, w południowo- wschodniej części kraju. Wybudowana przez amerykańsko-japońskie konsorcjum Westinghouse rozpoczęła pracę w 1983 roku. Elektrownia wytwarza 20 proc. energii wykorzystywanej na Słowenii i 15 proc. wykorzystywanej przez sąsiednią Chorwację.
W zeszłym roku Słowenia ogłosiła zamiar budowy drugiego reaktora do 2017 roku.pap, em